Polska trzecim największym eksporterem mebli na świecie? Sektor drzewny generujący ok. 10 procent polskiej produkcji przemysłowej? Pół miliona ludzi zatrudnionych w całej branży drzewnej i 200 tysięcy w samych tylko meblach? To powoli zaczyna być już nieaktualny obrazek, który niknie nam w lusterku wstecznym za kolejnym zakrętem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Branża meblarska na równi pochyłej. Ubywa zatrudnionych i spada eksport
Kryzys w polskim meblarstwie. 30 tysięcy etatów mniej
Bo od dwóch-trzech lat źle się dzieje w polskim meblarstwie. A nawet, szerzej, w całym krajowym sektorze produkcji drzewnej. W ciągu trzech lat zatrudnienie spadło tutaj o prawie 50 tysięcy stałych etatów. W meblarstwie jest ich dziś o 30 tysięcy mniej, niż było w roku 2023.
I tak na przykład potężna biłgorajska grupa kapitałowa Black Red White w latach 2025-2026 wygaszała swoją produkcję w Przeworsku i Zamościu. W sumie szacuje się, że redukcja zatrudnienia w całej firmie wyniesie nawet jedną trzecią wszystkich pracowników. Inny duży producent mebli czyli Grupa Forte informował w ostatnich miesiącach o likwidacji zakładu w Hajnówce - choć na razie koncern z Ostrowi Mazowieckiej zapewnia, że pracownicy znajdą pracę w innych miejscach. Głównie w Białymstoku.
Kłopot w tym, że zatrudnienie zmniejszają też inni - mniejsi i mniej znani szerszej publiczności meblarze. W tym także firmy specjalizujące się w dostawach dla największych (w tym także dla globalnej Ikei). Na przykład jeleniogórska spółka Zorka, która na początku roku ogłosiła, że zwolni w 2026 roku 230 pracowników. To efekt zmniejszenia przychodów firmy w 2025 roku o niemal połowę.
Tną także działające na polskim rynku firmy należące do kapitału zagranicznego. Ale nie dlatego, że praca u nich wre. Przeciwnie. W kwietniu producent mebli tapicerowanych Steinpol zapowiedział likwidację swojego zakładu w Wołowie na Dolnym Śląsku, gdzie pracowało ponad 100 osób. Do tego dochodzi też wielka Ikea, która również zmniejsza ostatnio zatrudnienie w kilku miejscach w Polsce.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Meble z PRL są warte krocie. Za ten szczegół płacą nawet 3000 zł
Za kilka lat z polskiego meblarstwa mogą pozostać tylko wióry?
Wszystko to oglądane osobno byłoby tylko punktową opowieścią o braku biznesowej fortuny na kapryśnych wodach współczesnego kapitalizmu. Ale dopiero wzięte razem tworzy bardziej przygnębiający obraz, w którym przekonanie o meblowym zagłębiu Europy między Odrą a Bugiem jest coraz bardziej mglistym wspomnieniem dawnej chwały. Dlaczego tak się dzieje?
Wśród przyczyn są oczywiście te typowe dla wielu innych branż polskiego przemysłu. Bo w gospodarce cudów nie ma. Także i nasi meblarze nie mogli uciec przed znaczącym wzrostem kosztów energii związanym głównie z wchodzeniem w życie kolejnych generacji unijnych polityk klimatycznych. Trwająca z tego powodu na naszych oczach cicha, lecz konsekwentna dezindustrializacja Europy, nie jest oczywiście jedynie naszym wyłącznym problemem. W wielu krajach zachodnich (Niemcy) trwa gospodarcza stagnacja, co przekłada się na spadek importu takich towarów jak na przykład nasze meble. W ich miejsce wchodzą zaś towary importowane z Chin. Także u nas. Tylko w 2025 roku wzrost importu mebli z Chin do Polski urósł o 11 procent.
Ale są też przyczyny specyficzne dla samej branży drzewnej. A to dlatego, że po zmianie rządu w Polsce zmieniła się koncepcja gospodarki leśnej. W resortach gospodarczych (głównie w Ministerstwie Klimatu i Środowiska) pojawiło się wielu dawnych ekoaktywistów krytykujących nadmierną produkcję drewna. Zaczęło się jak u Hitchcocka, czyli od trzęsienia ziemi, gdy w styczniu 2024 resort Pauliny Hennig-Kloski wprowadził moratorium na pozyskiwanie drewna, które sprawiło, że polska branża drzewna zawyła z bólu. A potem było już tylko mocniej. Trzeba bowiem pamiętać, że wszystkie genialne inicjatywy resortu - jak choćby ostatnia inicjatywa powstania "lasów społecznych" - prowadzą polską gospodarkę leśną (mniejszymi lub większymi krokami) właśnie w kierunku mniejszej podaży surowca. Minister Hennig-Kloska może i dopieści w ten sposób swoich wielkomiejskich wyborców, i będzie miała okazję do "otwarcia lasu". W ostatecznym rozrachunku gospodarki nie da się jednak oszukać. W efekcie dziś oficjalna sprzedaż drewna przez Lasy Państwowe jest ma poziomie 37 mln metrów sześciennych. Czyli o 3 mln (7 procent) mniej niż w 2024 roku.
To wszystko musi prowadzić do zmniejszenia podaży drewna w Polsce. A w konsekwencji do wzrostu kosztu surowca dla producentów. I tak też się dzieje. Drewno jest dziś o jedną trzecią droższe niż było pięć lat temu. A to mocno uderza w rentowność produkcji polskich meblarzy. I w dużej mierze tłumaczy, że w perspektywie kilku lat z polskiego meblarstwa mogą pozostać - nomen omen - tylko wióry.
Rafał Woś
Autor felietonu przedstawia własne poglądy i opinie.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.










