Słyszę w uzasadnieniu tego prawnego i ekonomicznego wariactwa, że artyści rozsławiają imię Polski na świecie i im się należy. Bo taka, na przykład, salowa z jakiegoś szpitala powiatowego, to go nie rozsławia. A nawet może to imię przeklinać.
Dopłaty do emerytur dla artystów. "To zabezpieczenie jest dla tych, którzy się za nich uważają"
Ale prawdziwy artysta, w odróżnieniu od salowej, to żadnego "zabezpieczenia socjalnego" nie potrzebuje. Jak rozsławia imię Polski za granicą to musi być znany za granicą. A jak jest znany za granicą to ma dochody znacznie wyższe od salowej ze szpitala powiatowego.
Więc to zabezpieczenie jest dla tych, którzy się za artystów uważają. Co prawda mało zarabiają, bo się głupi Naród na ich artyzmie nie poznał i nie chce im płacić za ich "dzieła". I nie ma jak go zmusić, żeby je kupował. Więc teraz się go zmusi, żeby płacił na emerytury artystów, na twórczości których się nie poznał. Rząd szacuje, że jest takich około 20 tysięcy. Spora grupka. "Dotyczy to szczególnie młodych artystek i artystów, którym - z różnych względów - się nie powodzi" - oświadczył Premier Donald Tusk. Który w swoim fachu - czyli robieniu z wyborców wariatów - jest artystą niewątpliwie wybitnym. Rzecznik rządu - Adam Szłapka - dodał, że jest to "ustawa o godności pracy w kulturze".
Czytam, że system ma być bezgotówkowy! To znaczy, że artyści nie będą dostawali pieniędzy w gotówce. ZUS będzie je dostawał jako dopłatę do składek społecznych i zdrowotnych tych artystów. Ale na koniec ZUS będzie im wypłacał emerytury. Więc system będzie jednak gotówkowy.
To wsparcie ma przysługiwać tym artystom, których roczny dochód nie przekroczy 125% wynagrodzenia minimalnego. W praktyce ma to być około 68 tys. zł rocznie. Czyli 5,6 tys. zł miesięcznie. Ale artystom przysługuje 50% kosztów uzyskania przychodu. Więc nie 125% tylko 250%. Nie 5,6 tys. zł miesięcznie, tylko 11,2 tys. zł miesięcznie. Prawda, że się salowe ze szpitali powiatowych ucieszą.
Gotówka popłynie do członków Rady Programowej i Komisji Opiniującej
System nie będzie też tak do końca bezgotówkowy. Gotówka popłynie od razu do… członków Rady Programowej i Komisji Opiniującej. Pierwsza ma liczyć 15 osób a druga 155. Członkowie Rady mają otrzymywać 50% miesięcznego wynagrodzenia minimalnego (2403 zł.). Ale nie miesięcznie, tylko za posiedzenie. Posiedzenie może być jedno w miesiącu albo nawet rzadziej. Ale może być też częściej. Zwłaszcza że Rada będzie miała "huk" roboty. Do jej zadań należeć ma: formułowanie rekomendacji (…), diagnozowanie potrzeb (…), współpraca z ministerstwami kultury i edukacji (…), współpraca z jednostkami samorządu terytorialnego (…) oraz monitorowanie i badanie rynku pracy zawodów istotnych dla kultury.
Z kolei Komisja Opiniująca będzie wydawała opinie "w sprawach wykonywania zawodu artystycznego oraz posiadania dorobku artystycznego". Za jedną opinię członek komisji będzie otrzymywał 5% wynagrodzenia minimalnego. Na dziś to 240 zł. Wydanie 20 tys. opinii będzie więc kosztowało 4,8 mln zł. Ale coś mi się wydaje, że po wprowadzeniu tego systemu artystów nam gwałtownie przybędzie. Jak przybywało członków Związku Bojowników o Wolność i Demokrację zasłużonych w walce z hitlerowskim okupantem im więcej czasu mijało od zakończenia wojny.
Projekt przewiduje też, że Centrum Edukacji Artystycznej zostanie przekształcone w Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej (CEiPA). Będzie ono obsługiwać system.
Zastanawia mnie czy ci wszyscy, którzy rzucili się bronić tego wariactwa, to tacy autentyczni wariaci, czy z przyzwyczajenia bronią każdej - najbardziej nawet zwariowanej - decyzji rządu Donalda Tuska?
To może przypomnę, że podobny projekt miał PiS. Tusk realizuje program Kaczyńskiego. Pewnie niektórzy powiedzą, że to dobrze, bo PiS nie zrobił, a PO potrafi.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.















