Zacznijmy od tego, że nie ma "darmowej" wody, jak piszą różni aktywiści. Nie wierzycie? A jak pijecie wodę z kranu w domu to jest ona "za darmo"? Czy może jednak za nią płacicie? W Warszawie aktualnie 6,48 zł za 1 m³. Jest to cena brutto. Netto jest 6 zł. Te 6 zł płacicie spółce akcyjnej Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawa. Pozostałe 48 gr to podatek stanowiący dochód budżetu państwa. A jak myślicie, skąd restauratorzy w tejże Warszawie mają wodę w swoich kranach? Ano od tego samego MPWiK ją mają.
"Darmowa" woda w restauracjach. "Za darmo dla Was, ale nie dla restauratora"
Więc jak Wam restaurator będzie musiał dać 500 ml wody "za darmo", to ona będzie "za darmo" dla Was. Ale nie dla niego. Naprawdę nie ma "darmowych obiadów" - jak głosi prawda klasycznego wolnorynkowego liberalizmu. Wody darmowej do tych obiadów też nie ma.
Jak się pojawił pomysł "darmowej" wody w restauracjach, niektórzy zaczęli domagać się takich regulacji, jakie wprowadzono we Francji w 1967 roku - żeby "za darmo" były także sól, pieprz czy oliwa. Ceny za nie na rachunkach w polskich restauracjach nie zobaczycie. Ten koszt restauracji jest w cenie posiłków - tak samo jak koszt najmu lokalu, opłaty za energię elektryczną, zakup talerzy i szklanek oraz… wodę. Ale gdyby woda była "za darmo", to może pito by jej więcej. Więc trzeba by zmienić cenniki. No więc niektórzy zaczęli się już domagać zakazu… podwyższania cen.
Jakby taki zakaz wprowadzono, to restauracje musiałyby zmienić karty dań. To samo, tylko z inną nazwą, kosztowałoby więcej, ale przecież cena nie zostałaby "podwyższona". Bo nie można byłoby podwyższyć ceny za jajecznicę na boczku, ale "bacon w towarzystwie jajek scrambled" mógłby mieć już inną cenę. Nieprawdaż?
Darmowa woda zniknęła w projektu ustawy. "Im większy dostawca tym bardziej mógłby stracić"
Na szczęście restauratorzy nie musieli się uciekać do tego, żeby zmieniać menu. Pewnie zadzwonił ktoś gdzie trzeba, bo Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało właśnie, że obowiązek nieodpłatnego podawania wody z kranu w lokalach gastronomicznych wykreślono z projektu ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych wdrażającej ROP - czyli rozszerzoną odpowiedzialność producentów.
Abstrahując od tej elementarnej prawdy ekonomicznej, mamy jeszcze kwestię zdrowia. Jakby Ministerstwo Zdrowia poparło projekt takiej regulacji, argumentując to dążeniem do ograniczenia picia w restauracjach napojów słodzonych, bo kwitnie otyłość i rosną koszty NFZ leczenia chorób metabolicznych, to można byłoby się nad tym zastanawiać. Zwłaszcza, jakby nie pojawiły się głupawe pomysły zakazu podwyższania cen posiłków. No bo jakby ktoś wypił w restauracji pół litra wody (bo "za darmo"), to mógłby już nie wlać w siebie niczego innego. Najczęściej są to produkty dostarczane do gastronomii przez Coca-Colę (55%) i PepsiCo (30%). Maspex ma 10% rynku. Wszyscy pozostali to zaledwie 5%. Im większy dostawca tym bardziej mógłby stracić na tej "darmowej" niby kranówce. No i się okazało, że jej nie będzie.
A na koniec jeszcze jednak ekonomiczna ciekawostka. Jak kupujecie w sklepie wodę w butelce, to płacicie 23% VAT. Ale jeżeli kupujecie napój, w którym woda sanowi nie więcej niż 80%, a jest posłodzona zagęszczonym sokiem owocowym, którego jest co najmniej 20%, to płacicie za całość tylko 5% VAT. Jak sobie sami do 800 ml wody z kranu z podatkiem VAT 8% lub z butelki z podatkiem VAT 23 proc. dolejecie 200 ml (20%) soku kupionego z podatkiem VAT 5%, to i tak wam wyjdzie więcej niż za taki sam napój kupiony w sklepie w butelce.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














