Po pierwsze zadajmy sobie pytanie: po co komu taki Rzecznik?
Po co Rzecznik Praw Obywatelskich? "To sędziowie powinni nimi być"
Po kilku tysiącach lat niewolnictwa i poddaństwa idee wolności i praw człowieka i obywatela przyniosła ludzkości myśl liberalna i dokonane w jej imię oświeceniowe rewolucje. "Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia" - głosiła amerykańska Deklaracja Niepodległości. Z kolei "Przedstawiciele Ludu Francuskiego, ukonstytuowani w Zgromadzenie Narodowe, uważając, że nieznajomość, zapomnienie i lekceważenie Praw Człowieka są jedynymi przyczynami nieszczęść publicznych i nadużyć rządów, postanowili przedstawić w uroczystej Deklaracji naturalne, niezbywalne i święte prawa Człowieka (…), którymi są wolność, własność, bezpieczeństwo i opór przeciwko uciskowi". Albowiem "ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach".
Te wolności i prawa naruszane bywają przez władzę - dlatego powinna być ona ograniczona i podzielona. Podział władzy nie oznacza, że władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza dzielą się panowaniem nad obywatelami. Władza sądownicza ma strzec obywateli przed naruszeniami ich wolności i praw przez dwie pozostałe. To sędziowie powinni być rzecznikami praw obywatelskich. Gdy władza sądownicza dobrze wykonuje swoją rolę, prawo obywateli do sądu - czyli do sprawiedliwego wyroku w rozsądnym czasie wydanego przez niezależny i bezstronny sąd - jest nie tylko deklarowane, ale realnie zapewniane, instytucja Rzecznika nie jest potrzebna.
Dlatego w moim projekcie Konstytucji RP Rzecznika w ogóle nie ma. I dlatego niektórzy zaatakowali mnie, że chcę być Rzecznikiem, którego mieć nie chcę. No cóż, logika nie jest silną stroną politycznie zaangażowanych analityków. Bo dopóki Konstytucja jest jaka jest to RPO się przydaje. Ale powinien mieć więcej uprawnień do obrony praw obywateli, za to nie powinien zajmować się sprawami własnymi. Pięć lat temu o tym tak wprost nie pisałem, teraz już napiszę. Na sam koniec.
Ustawa o Rzeczniku Praw Obywatelskich została uchwalona w 1987 roku - jeszcze w czasach komunistycznych - w celu - jak stanowiła preambuła - "dalszego umacniania praworządności socjalistycznej". Ustrój komunistyczny nie stał się za sprawą powołania instytucji Rzecznika praworządnym, co dowodzi, że samo istnienie tej instytucji nie jest samoistnym warunkiem praworządności.
Dziś - wielokrotnie nowelizowana - liczy ona około 22 tys. znaków, z czego prawie 11 tys. znaków (połowa) dotyczy powoływania i odwoływania Rzecznika, przetwarzania przez niego danych osobowych, informowania Sejmu o swoich działaniach oraz zmiany wcześniej obowiązujących przepisów! W ustawie nie są natomiast określone wszystkie kompetencje Rzecznika ani instrumenty prawne, przy pomocy których realizuje on swoje zadania - są one rozsiane po innych aktach prawnych - na przykład w ustawie prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (p.p.s.a.).
Co może RPO? "W najlepszym przypadku chroni prawa jednego obywatela"
Niektóre jej postanowienia mają charakter wręcz infantylny - czego doskonałym przykładem jest jej art. 11 ust 1, zgodnie z którym RPO, po zapoznaniu się z wnioskiem, może między innymi: sprawę podjąć (pkt 1) lub nie podjąć (pkt 4), wskazać wnioskodawcy, co on sam może zrobić ze swoją sprawą (pkt 2) lub przekazać sprawę "według właściwości" - czyli w praktyce najczęściej do organu, na którego działania skarży się obywatel (pkt 3).
Co by trzeba było zrobić? Prawa obywateli narusza rozbieżność w orzecznictwie sądowym. Szczególnie sądów administracyjnych. Zgodnie z art. 16 ust. 2 pkt 4) ustawy o RPO, Rzecznik może "występować z wnioskami do Sądu Najwyższego o podjęcie uchwały mającej na celu wyjaśnienie przepisów prawnych budzących wątpliwości w praktyce lub których stosowanie wywołało rozbieżności w orzecznictwie". Zgodnie z art. 264 § 2 w zw. z art. 15 § 1 pkt 2) p.p.s.a., na wniosek Rzecznika, Naczelny Sąd Administracyjny podejmuje uchwały mające na celu wyjaśnienie przepisów prawnych, których stosowanie wywołało rozbieżności w orzecznictwie sądów administracyjnych". O tym, czy mamy do czynienia z "rozbieżnością w orzecznictwie", decyduje de facto jednoosobowo Prezes NSA, według własnej "doktryny", nie wiadomo jak wypracowanej, o "trwałej i pogłębiającej się rozbieżności linii orzeczniczej".
Tymczasem dwa różne wyroki w takiej samej sprawie są zaprzeczeniem idei rządów prawa - czyli praworządności. Dwa fundamentalne warunki rządów prawa to pewność prawa i równość prawa. Jeżeli jeden obywatel musi zapłacić w takiej samej sytuacji faktycznej i prawnej podatek, a drugi nie musi, to o równości wobec prawa nie ma mowy. Nie ma też pewności prawa, bo o tym, czy podatek jest, czy go nie ma, nie wiadomo, gdyż zależy to od tego, na jaki skład orzekający trafi w sądzie konkretny obywatel ze swoją sprawą.
Wobec powyższego, należy z obowiązujących przepisów ustawy o RPO, p.p.s.a. i ustawy o SN usunąć sformułowania o "rozbieżności w orzecznictwie" i przywrócić brzmienie przepisów ustawy z dnia 11 maja 1995 r. o Naczelnym Sądzie Administracyjnym (ustawa NSA), zgodnie z którymi: skład orzekający mógł wystąpić do Prezesa Sądu o rozpoznanie sprawy przez skład siedmiu sędziów z uwagi na występujące w sprawie istotne wątpliwości prawne, a Prezes Sądu musiał wyznaczyć skład orzekający i skierować do niego sprawę, nie mogąc decydować, czy to zrobi, czy tego nie zrobi.
RPO a kredyty frankowe. "Powinni oni ujawniać wszelkie okoliczności"
Reagowanie przez Rzecznika na indywidualne sygnały ze strony obywateli jest nieefektywne i w istocie pozorujące ochronę praw obywateli, bo w najlepszym przypadku chroni prawa jednego obywatela. Rzecznik powinien wychodzić od zbadania, czy konkretna sprawa, która do niego wpłynęła, dotyczy odosobnionego przypadku, czy ma charakter systemowy i nadawać priorytet sprawom o znaczeniu systemowym.
Ale nie koniecznie w sprawach, w których mają interes pracownicy i eksperci biura Rzecznika. Powinni oni ujawniać wszelkie okoliczności, które mogą rzutować na ocenę ich obiektywizmu - na przykład, czy zajmując się umowami kredytowymi oni sami lub ich najbliżsi nie są stronami takich umów, a rozstrzygnięcie sprawy może mieć bezpośrednie przełożenie na ich interes prawny lub finansowy. Bo czy nadpobudliwość RPO w sprawie kredytów frankowych kilka lat temu nie była spowodowana właśnie tym? Dla znajomych pytam, którzy musza spłacać wyższe raty kredytów złotowych - ba, i za siebie, i za frankowiczów, którzy mieli swoich "rzeczników".
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.













