"O roku ów…" - chciałoby się zacytować początek XI Księgi "Pana Tadeusza". W tym samym bowiem roku 1776, gdy Smith ogłosił, że "roczna praca każdego narodu jest funduszem, który zaopatruje go we wszystkie rzeczy konieczne i przydatne w życiu" a jego wysokość "zależy od umiejętności, sprawności i znawstwa, z jakim swą pracę zazwyczaj wykonywa i od stosunku liczby tych, którzy pracują użytecznie, do liczby tych, którzy tego nie czynią", poddani tego samego Króla Jerzego III, którzy wcześniej wyemigrowali do Ameryki Północnej, w proklamowanej Deklaracji Niepodległości uznali "za prawdy oczywiste, że wszyscy ludzie są stworzeni równi, że są przez Stwórcę obdarzeni pewnymi prawami przyrodzonymi, wśród których jest prawo do życia, prawo do wolności i prawo dążenia do szczęścia".
Przeszukania w biurach Allegro. "Jak to prywatna firma nie może robić co chce?"
Kilka dni przed tą rocznicą Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dokonał przeszukania w biurach Allegro z powodu podejrzeń o naruszanie zasad wolnej konkurencji przez faworyzowanie własnych usług logistycznych kosztem niezależnych firm kurierskich. I posypały się złośliwe pytania pod adresem zwolenników nauk "Genialnego Szkota" - jak niektórzy nazywają Smitha. Jak to prywatna firma nie może robić co chce, kupować od kogo chce, sprzedawać komu chce i za ile chce? Czyż to nie jest owa mityczna "niewidzialna ręka wolnego rynku"? No nie jest!
Żeby to zrozumieć trzeba przeczytać drugą książkę Smitha. A ściślej biorąc chronologicznie (a moim zdaniem nawet merytorycznie) pierwszą - wydaną 17 lat wcześniej, w roku 1759, "Teorię uczuć moralnych".
"Badania nad naturą i przyczynami bogactwa nardów" - bo taki jest pełen tytuł dzieła "Genialnego Szkota" - opisuje procesy ekonomiczne, które w ogóle nie mogłyby zachodzić, albo zachodziłby inaczej, gdyby nie "uczucia moralne", którymi kieruje się człowiek.
Z jednej strony "nie od przychylności rzeźnika, piwowara czy piekarza oczekujemy naszego obiadu lecz od ich dbałości o własny interes. Zwracamy się nie do ich humanitarności, lecz egoizmu i nie mówimy im o naszych własnych potrzebach, lecz o ich korzyściach". To z "Bogactwa narodów". Ale z drugiej strony "jakkolwiek samolubnym byłby człowiek, ewidentnie w jego naturze leżą pewne zasady, dzięki którym interesuje go los innych i uważa ich szczęście za niezbędne, choć sam nie czerpie z tego nic poza przyjemnością widzenia go". To z "Teorii uczuć moralnych". I jeszcze jedno: "Jedynym sposobem przedstawienia sobie, co inni przeżywają, jest wyobrażenie, co my sami czulibyśmy w takiej samej sytuacji". To drugie zdane rozwinął Immanuel Kant w swoim słynnym imperatywie kategorycznym. A mądrość ludowa ujmuje je krótko: "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe".
Czy ktoś mógłby chcieć, by inni wykorzystywali swoją przewagę w czymś do uzyskania nad nim przewagi w czymś innym? A jakby nie chciał, to może nie powinien sam tego robić? W roku 1776 kapitaliści budowali za oceanem kapitalizm na fundamentach moralnych opisanych przez Smitha w roku 1759. Trudno przesądzić, czy robili tak dlatego, że w ludzkiej naturze tkwi ewolucyjnie wykształcona empatia - jak opisał to miedzy innymi Frans de Waal w książce "Małpy i filozofowie" - czy ze strachu przed Panem Bogiem. Pewne jest, że robili to z Biblią w ręku. Nawet na własnych pieniądzach wybili napis: "In God We Trust". Max Weber opisał to zjawisko w książce "Etyka protestancka a duch kapitalizmu".
Wolny rynek a nieuczciwa konkurencja. "Konsument wybierze raczej lepszą usługę od gorszej"
Ale odkąd usunęliśmy Boga z naszego życia i już nie boimy się jego kary, to musiał pojawić się inny bóg. Zostało nim państwo. To ono określa czego nie wolno robić. I stosuje kary. I to już w życiu doczesnym. Bogu wystarczyły dwie tablice i 10 artykułów. Państwo o samej konkurencji musiało napisać 13 artykułów - tyle liczy ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów.
Zgodnie z klasyczną definicją, rynek to ogół stosunków wymiennych między sprzedającymi, reprezentującymi podaż dóbr i usług, a kupującymi, reprezentującymi popyt na nie, nawiązywanych i realizowanych w danych warunkach. W języku cybernetycznym rynek tworzą podmioty gospodarcze, przedmioty wymiany (dobra oraz pieniądze), sprzężenia między tymi podmiotami oraz między ich potrzebami i możliwościami zaspokojenia tych potrzeb - czyli między podażą, którą oferują sprzedawcy i popytem, który zgłaszają nabywcy. Są to zarówno dodatnie, jak i ujemne sprzężenia zwrotne.
Producenci konkurują o czynniki wytwórcze i pracowników (na rynku pracownika), sprzedawcy o kupujących (i też o pracowników), kupujący (konsumenci) konkurują o dobra, pracownicy o miejsca pracy (na rynku pracodawcy). Wolna konkurencja służy z definicji konsumentom. To o nich konkurują między sobą producenci i sprzedawcy. Mówiąc kategoriami politycznymi to konsumenci głosują na producentów i sprzedawców w najbardziej demokratyczny sposób. Jak pisał Milton Friedman "każdy może głosować na, powiedzmy, kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości podporządkowywać się".
Struktura rynku jest symetryczna, jeśli tworzą go sprzedawcy lub nabywcy o jednakowym lub zbliżonym udziale w rynku. Jest natomiast niesymetryczna, jeśli dominującą wielkość obrotów osiąga mniejszość (kilku czy kilkunastu) uczestników rynku. Struktura ta kształtuje się samoczynnie (mówimy wówczas o konkurencji na wolnym rynku) lub jest kształtowana przez regulatora rynku. W interesie konsumentów.
Na wolnym rynku konsument wybierze raczej lepszą usługę od gorszej. Tańszą od droższej. Wygodniejszą dla siebie od mniej wygodnej. Wolną konkurencję może ograniczać państwo. I niestety często to czyni. Ale mogą ją ograniczać też niektórzy przedsiębiorcy. I tu może przydać się, jako nowy bóg, UOKiK.
Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos Marcin Kuśmierz - prezes Allegro - mówił o konkurencji. I tak sobie pomyślałem, że lepiej dla mnie jako konsumenta byłoby, gdyby Allegro nie próbowało wmusić na mnie, abym zakupione w ich serwisie "Bogactwo narodów" odebrał w jednym z 4 tysięcy ich automatów paczkowych, skoro InPost ma ich 6 razy więcej, w tym jeden znacznie bliżej mojego domu. Może Tomasz Chróstny - prezes UOKiK - też to słyszał?
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.













