Konkretnie, chodzi mi o to, że gdy mówi się o niesławnym raporcie na temat Dokładnie-Nie-Wiadomo-Czego, to istotę krytyki sprowadza się do jednego zdania: raport został napisany przez AI. W stu procentach czy w dziewięćdziesięciu, w każdym razie w wystarczająco wysokim stopniu, by wyszedł z tego bełkot, którego nikt potem nie sprawdził.
"AI to zrobiła", i wystarczy, niczego już właściwie nie trzeba dodawać. Każdy rozumie, że to musi być chłam i tandeta.
Ale przecież takie twierdzenie w sposób oczywisty nie tylko ignoruje, ale także deformuje rzeczywistość. Bo częścią składową tej rzeczywistości jest sztuczna inteligencja, której algorytmy są dziś obłędnie dobre.
Otóż, proszę Państwa, nie wiem co musiałoby się stać, aby jakikolwiek w miarę rozwinięty model AI, któremu powierzono by opracowanie raportu na ten czy inny temat (łącznie z takim, co Polacy myślą o Polsce) wydał z siebie tak pokraczne rezultaty. Po prostu coś takiego nie mogłoby zaistnieć. Chyba że poprosi się sztuczną inteligencję, by wyprodukowała coś, co jest banalne, z błędami, niezdarnie napisane, z szokującymi zbitkami polszczyzny i angielszczyzny, pseudointeligenckie i generalnie kompromitujące w sposób spektakularny. Wtedy prawdopodobnie powstałby produkt zgodny z zamówieniem, bo umiejętności AI spokojnie by na to pozwoliły.
Naprawdę, przy okazji całej tej sprawy jakby mimochodem znieważono AI. Żadne AI ani samo z siebie ani normalnie zadaniowane nie stworzyłoby takiego auto-kompromatu.
I jaki skutek edukacyjny wywołuje dzisiaj posługiwanie się tym dyfamacyjnym skrótem myślowym, że "acha, AI to napisała"? My naprawdę potrzebujemy solidnej refleksji, wręcz filozoficznej, na temat ekspansji modeli generatywnej i - lada dzień - ogólnej sztucznej inteligencji, a nie zbywania tematu fałszywą inwektywą.
Poza tym, i to jest drugi punkt w mojej mowie obrończej, AI poniekąd świeci światłem odbitym. Piszę "poniekąd", bo nie wiem w jakim obecnie zakresie jej modele czerpią bezpośrednio z naszego dorobku intelektualnego a w jakim stopniu już go twórczo przetwarzają (a obecnie należałoby czytać: "w tym tygodniu"). Podejrzewam, że to drugie bierze górę, ale punktem wyjścia jest ciągle wsad do systemu pochodzący ze świata realnego - podobno nawet już niszczy się stare książki, pozbawiając je okładek i separując strony, by dawały się łatwo i szybko sczytywać w czasie sesji zasilania AI w dane. Dlatego też dla jakości raportu prawdopodobnie kluczowe było to, co AI zrozumiała na etapie konwersacji z, przepraszam, "twórcami" (przepraszam wszystkich twórców). Tu odrobina okrucieństwa, aby lepiej przedstawić hipotezę: jeśli zespół owych twórców reprezentował mniej więcej taki język, jakim posługuje się w wystąpieniach publicznych była pani pełnomocniczka - będąca chyba kierowniczką zespołu badawczego, czy kimś w tym rodzaju? - to ja się już niczemu nie dziwię. W sumie to raport pokazał Polaków - mówiąc ściśle, kilkorga Polaków - portret własny. A o to przecież w pewnym sensie chodziło, czy nie?
Doprawdy, ja żadnej winy AI w tym procederze nie widzę.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.












