Trzeba zatem zwolnić dla dobra ludzkości. Precyzyjniej, algorytmy uzyskują taką sprawność, że wymykają się spod kontroli człowieka; trzeba więc zabezpieczać każdą kolejną instancję, to zaś wymaga czasu i innego harmonogramu niż dla dotychczasowego wyścigu o najbardziej spektakularny model. A dlaczego ci, którzy pracują nad AI, piszą do władzy publicznej, zamiast do samych siebie? Dlatego że to zwolnienie miałoby być efektem porozumienia wielkich firm technologicznych, chodzi więc o to, by rząd nie ścigał ich za naruszenie prawa antymonopolowego zakazującego umów kartelowych.
Szefowie AI przypominają sobie dawne deklaracje
Pojawiło się od razu sporo głosów chwalących bossów sztucznej inteligencji za etyczne opamiętanie się. I za powrót do dawnych deklaracji założycieli OpenAI, o których już dawno opinia publiczna a przede wszystkim sama OpenAI dawno zapomnieli, że będą wytwarzać algorytmy nie dla kasy, lecz dla postępu i szczęśliwości wszystkich ludzi.
W ogóle nie wierzę w prawdziwość dzisiejszych deklaracji i w tę argumentację w wystąpieniu do administracji USA. Podejrzewam, że tak jak firmy technologiczne bardzo szybko wdrożyły modele zarabiania na użytkownikach, tak samo teraz rzecz dotyczy, co najwyżej nie aż tak ostentacyjnie, kasy i tylko kasy. I nawet jeśli zwolnienie może faktycznie nastąpi, to z innych powodów niż deklarowane.
Pierwsza hipoteza jest taka, że o zwolnieniu technolodzy AI mówią w celu poprawienia wizerunku swych firm i rewolucji opartej na sztucznej inteligencji. Ta wywołuje bowiem coraz bardziej mieszany odbiór, także w kolebce, czyli w Ameryce. Co bardziej charakterystyczne, z badań zdaje się wynikać, że wśród młodych ludzi narasta wręcz nienawiść wobec algorytmów, a na jeszcze większą skalę - nieufność i resentyment. Na tym tle operacja "trzeba wyrazić poczucie odpowiedzialności" wypada dobrze, bo współgra z nastrojami, nie tylko radykalnego sprzeciwu. I może być też uznana za reakcję na ostatnie głośne odejście badacza z Anthropica, z jego przestrogą, że AI staje się niekontrolowalna i niebezpieczna.
Druga hipoteza: w istocie rzeczy mamy do czynienia ze sprytnym wybiegiem, wykonanym po to, aby coś uzyskać od rządu. Wiadomo bowiem - szefowie AI musieli to wiedzieć - że Donald Trump i polityczny establishment są ich zakładnikami, ze względu na rywalizację z Chinami. W której to rywalizacji Ameryka jest w coraz bardziej defensywnej pozycji. Role mogłyby się odwrócić, gdyby okazało się, że ma lepsze algorytmy AI, zdolne do zachowywania stałej przewagi nad chińskimi. Dlatego też Trump powiedział od razu, żeby wybito sobie z głowy jakieś tam zwalnianie, bo przewaga w dziedzinie AI nad Chinami ma znaczenie egzystencjalne. To dobry moment dla szefów OpenAI, Anthropica i xAI, aby powiedzieć: "to zrób dla nas przynajmniej coś innego." Zresztą David Sacks, architekt deregulacyjnego podejścia w administracji USA już powiedział publicznie, że w całej historii widzi presję na dalsze likwidowanie ograniczeń, a nie altruizm.
Trzecia hipoteza: być może jest tak, że liderzy AI postanowili rozpocząć oswajanie ludzkości - o której dobro ma chodzić w publicznej deklaracji - że AI nie będzie taka sama dla wszystkich. Byłoby to w zgodzie z poglądem, jaki tu i ówdzie słyszałem, i pod którym sam się podpisuję, że już obecnie przyjęta jest strategia nieupubliczniania najbardziej zaawansowanych modeli AI. Ale nie tymczasowego, do "wygrzania" tych najbardziej zaawansowanych modeli, lecz trwałego utrzymywania dwóch warstw czy też poziomów modeli AI: jednej dla ogółu, drugiego dla elity, i to bardzo wąskiej elity. I oczywiście dla tej elity nie będą to zabawki technologiczne, lecz nowe instrumenty władzy. Albo raczej instrumenty nowej władzy, bo ta również jest w trakcie zmieniania swojego znaczenia. Wprowadzenie do obiegu społecznego pojęcia "zwolnienia" służy stopniowalnej zmianie percepcji. Skoro jest możliwe zwalnianie, to jest też możliwe przyspieszanie. A co za tym idzie, mogą powstawać różne warstwy technologicznej, a de facto społecznej, rzeczywistości.
AI zaczyna mieć problem z prądem i wodą
Możliwe jest też, że firmy technologiczne przeliczyły sobie potrzeby w zakresie przechowywania i przetwarzania danych, a co za tym idzie zużycie energetyczne i doszły do wniosku, że rzeczywiście trzeba wspólnie planować czerpanie z tych zasobów, bo kołdra jest coraz bardziej krótka. W dodatku przeciwko budowie kolejnych centrów danych wzniecane są społeczne protesty, nie tylko na przykład w RPA (gdzie w okolicach Cape Town ma powstać największe afrykańskie data centre), ale nawet w Teksasie. Gubernator tego stanu na początku sierpnia zawiesił procedury rozpatrywania wniosków o przyłączanie nowych wielkoskalowych centrów danych do sieci energetycznej. Powody wszędzie podobne: gigantyczne zużywanie energii elektrycznej i wody, wzrost cen dla konsumentów, wpływ na krajobraz i środowisko naturalne.
To energia staje się największym problemem w ekspansji AI. Władcy Energii mają dziś większą moc niż Władcy Sztucznej Inteligencji, i to mówi wiele o uzależnieniu tych drugich od tych pierwszych. I to jest prawda na pewno, zaś mówienie o tym, że w interesie ludzkości trzeba zwolnić, to bajdurzenie.
Tak samo jak głos Altmana z OpenAI, że w obecnej sytuacji spółka rozważa odłożenie swojego IPO. OpenAI zmieniło wiele w naszym codziennym funkcjonowaniu, ale chyba nie chce zmieniać pewnych fundamentalnych reguł zarabiania pieniędzy w kapitalizmie. W tym przypadku mówiłaby ona: jeśli jesteś pewny, że w niedługim czasie wartość przedsiębiorstwa będzie jeszcze wyższa, niż obecnie, mimo że obecna już jest imponująca, przesuń datę debiutu giełdowego. Nic nie stracisz, a wręcz przeciwnie". I podejrzewam, że to o to chodzi. Notabene, szef Anthropica, ten sam który wezwał do "zwolnienia", idzie na giełdę, jeszcze w tym roku. Według Reutersa i Bloomberga wybrano Nasdaq i ma się to stać w październiku. Szczególne rozumienie "zwalniania", bo giełda służy zazwyczaj do przyspieszania rozwoju. A na rynku amerykańskim - zawsze.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.












