Zdarzyło się również to, że Moody's, jedna z najważniejszych agencji ratingowych, obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej Polski. Ma to wiele wspólnego z tym, jaka jest sytuacja finansowa naszego kraju. Mało miejsca zostaje na jakieś "ale" czy ukazanie "drugiej strony". Komentarz ministra finansów? Uznaje to za poważne wydarzenie, ale zwraca uwagę, że teraz wszystkie trzy kluczowe agencje trzymają rating Polski na tym samym poziomie. To jakby stwierdzić, że nie ma problemu w tym, że już trzech kolegów uważa, że jak ktoś miałby mi pożyczyć pieniądze, to na troszkę wyższy procent niż wcześniej, bo przecież do niedawna uważało tak dwóch kolegów i ten trzeci się wychylał z szeregu.
Na wszystko potrzeba pieniędzy. Coraz więcej z pożyczek
Bo tu faktycznie o pożyczanie chodzi. Dług publiczny znajduje się na bardzo wysokim poziomie. Pada w tym kontekście rządowy argument, że przecież notujemy świetny wzrost gospodarczy. Gospodarka pędzi, nie ma więc powodów do obaw. Wystarczy na wszystko. W tym "wszystkim" czają się jednak olbrzymie wydatki na obronność, energetykę, na infrastrukturę cyfrową. Czy gospodarka będzie rosła szybciej niż dług, który musi na to dać pieniądze? Bo rynek kapitałowy, z jego możliwościami udzielania finansowania, którego nie trzeba oddawać tak jak pożyczki (czyli przez akcje) jest zbyt słaby, aby wesprzeć te nadzwyczajne potrzeby.
Niech będzie zatem, że gospodarka pędzi. Ale pędzi teraz. I tak samo jak zgadzam się z rządem, że poza liczbami ilustrującymi zadłużenie państwa jest jeszcze kluczowy kontekst i interpretacja, tak samo oczekuję, że rząd przestanie udawać, że w przypadku liczby obrazującej wzrost gospodarczy takiego kontekstu nie ma. Bo on jest. Kontekst ryzyka, bo co będzie jak wzrost nagle zwolni lub się załamie? Być może dzieli nas od tego zaledwie jeden czy dwa drony, które, odpukać, uderzą w coś konkretnego. Jest też kontekst struktury zadłużenia krajowego, z którego ponad połowa siedzi w portfelach banków. Wiadomo, że to jeden z istotnych czynników obniżających stopę inwestycji w polskiej gospodarce.
To naprawdę nie jest ani zdrowe, ani bezpieczne, ani prorozwojowe.
A jeśli jest tak dobrze ze wzrostem, to należy wykorzystać ten czas dla cięcia w wydatkach. I, ogólniej, systemowe zmiany. Na to zwrócił uwagę Moody's.
Nakładanie kolejnych łat na dziury nie jest przejawem kompleksowego myślenia o przyszłości. Nie był nim podatek Belki, służący chyba głównie do tego, by przez dziesięciolecia próbować go znieść (nadal istnieje, choć wyrwano mu jeden kieł w przypadku inwestowania na rynku kapitałowym). Takim rozwiązaniem nie jest też danina solidarnościowa (wybranie grupy obywateli jako współodpowiedzialnych za łagodzenie problemów społecznych). Niepokoi precedensowe wprowadzenie podatku od wartości kapitału, w konstrukcji Osobistych Kont Inwestycyjnych. A już szczególnie razi wlewanie wody do wiadra z dziurami, czyli pieniędzy z podatku zdrowotnego w nieefektywny system ochrony zdrowia.
Kalifornia szuka pieniędzy u najbogatszych
Za chwilę będziemy jak Kalifornia, która w listopadzie zagłosuje nad jednorazowym podatkiem od majątku, do ewentualnego nałożenia na miliarderów, czyli osoby których majątek osobisty przekracza 1 miliard USD. Miałoby to być 5% od wartości aktywów. Przeznaczenie wpływów konkretne, na ochronę zdrowia. Mniejsza o miliarderów, na biednego nie trafi. Projekt stanowi świadectwo tego, że stan Kalifornia nie potrafi rozwiązać problemu inaczej, niż przez doraźne działanie. I jak tu się dziwić, że Republikanie uważają, że Demokraci to sabotażyści gospodarczy. Nawet gubernator Gavin Newsom, antytrumpista, odciął się od tego pomysłu, nie mając zresztą innego wyjścia, bo szykuje się do batalii o prezydenturę.
Niektórzy z tych miliarderów już powiedzieli, że nie ma problemu, przeniosą się do innego stanu. Na co kalifornijscy Demokraci powiedzieli, że z tym podatkiem powinno być tak samo we wszystkich stanach, a najlepiej też w innych krajach, żeby bezwstydni miliarderzy z Doliny Krzemowej nie mieli dokąd się wyprowadzić.
Takie to cudactwa pod kalifornijskim słońcem wyrastają. W Polsce temperatury też coraz wyższe. A jeśli ten rating znowu spadnie, zrobi się jeszcze goręcej.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.












