W skrócie
- Banki centralne w kupowaniu złota są w tym roku bardziej konsekwentne niż inwestorzy detaliczni. Napływy do funduszy ETF opartych na złocie były ujemne w marcu, maju i czerwcu. Jedynie kwiecień przyniósł niewielkie odbicie.
- Od początku tego roku zasoby złota gromadzonego przez NBP powiększyły się o 91 ton. Na koniec lipca kruszec stanowił 28,3 proc. ogółu rezerw walutowych Polski. Ten odsetek w ostatnich miesiącach zmalał (w lutym wynosił 31 proc.) z powodu spadku wartości sztabek.
- Chris Mancini, współzarządzający funduszem Gabelli Gold Fund, bardziej niż na złoto stawia na kopalnie metalu. Jego zdaniem, spółki wydobywcze są głęboko niedowartościowane.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Złoto ma za sobą najbardziej udany tydzień od sześciu miesięcy. Od początku sierpnia podrożało o ponad 7 proc., do około 4 400 dolarów za uncję. Ta wartość ciągle jednak wygląda dosyć skromnie w porównaniu z rekordem historycznym z końca stycznia, kiedy cena przekroczyła pułap 5 600 dolarów.
Po wspięciu się na absolutny szczyt notowań kruszec nie uniknął głębokiej korekty. W czerwcu i lipcu cena uncji konsolidowała się w przedziale 3,9-4,2 tysiąca dolarów. Dziś znawcy analizy technicznej twierdzą, że kluczowym poziomem jest próg 4 420 dolarów - jego utrzymanie lub utrata zdecyduje, czy kurs złota będzie kontynuował wzrosty, czy też znów padnie ofiarą korekty spadkowej.
Złoto bardziej pożądane
Analitycy skupiają się na dwóch czynnikach, które przywróciły inwestorom wiarę w wartość złota. Po pierwsza, rynki znów zaczynają wierzyć w odprężenie na linii USA-Iran, które powinno w jakimś stopniu odblokować szlak handlowy w Cieśninie Ormuz. Po drugie, stało się jasne, że Kevin Warsh, szef amerykańskiego banku centralnego, nie spieszy się z podwyższaniem stóp procentowych.
Oba czynniki są zresztą ściśle ze sobą powiązane. Tankowce płynące z ropą przez Ormuz byłyby gwarancją, że ceny surowca zaczną spadać. To z kolei powinno stłumić inflację i zmniejszyć prawdopodobieństwo podwyżek stóp na najbliższych posiedzeniach Rezerwy Federalnej. Jak wiadomo, wysokie oprocentowanie zwiększa atrakcyjność aktywów przynoszących odsetki, a to uderza w złoto, które swoim właścicielom nie daje żadnych tego rodzaju dochodów.
W piątek 7 sierpnia rynki nabrały jeszcze większego przekonania, że Fed nie będzie zaostrzał polityki monetarnej, gdyż pogorszyła się sytuacja na rynku pracy w USA. Analitycy spodziewali się, że w bilansie lipca liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wzrośnie o 80 tysięcy, tymczasem spadła o 23 tysiące. Efekt tej informacji był natychmiastowy. O ile przed jej pojawieniem się inwestorzy na 55 proc. szacowali prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki stóp w USA, to w tej chwili rynek wycenia możliwość obniżania kosztu pieniądza przez Fed jeszcze przed końcem tego roku.
Dużo znaków zapytania
Jednak zarówno w kwestii wojny na Bliskim Wschodzie, jak inflacji i polityki monetarnej banków centralnych nic nie jest pewne. Negocjacje w sprawie Cieśniny Ormuz wydają się przebiegać nie po myśli Białego Domu, a z Rezerwy Federalnej docierają niejednoznaczne sygnały.
Prezes Fed z San Francisco Mary Daly oświadczyła, że w pełni popiera lipcową decyzję o pozostawieniu stóp bez zmian. Zaznaczyła jednak, że jej instytucja zbiera kolejne dane o inflacji utrzymującej się wyraźnie powyżej 2-procentowego celu. Nie można też wykluczyć, że decydenci z Fed proporcje z lipcowego raportu z rynku pracy uznają za incydent, a nie trwałą tendencję.
To wszystko sprawia, że największym krótkoterminowym problemem dla notowań złota nadal są wysokie stopy procentowe oraz relatywnie mocny dolar. Silny pieniądz Amerykanów pociąga za sobą nieunikniony skutek - złoto denominowane w dolarach staje się relatywnie droższe dla inwestorów korzystających z innych walut.
Na bankach centralnych można polegać
Analitycy nie mają wątpliwości, że jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za długoterminowym potencjałem złota pozostaje aktywność banków centralnych. To właśnie ich zakupy, obok napływu środków do funduszy ETF, były motorem hossy "królewskiego metalu" w 2025 roku.
Jednak pod koniec lutego tego roku, po wybuchu konfliktu amerykańsko-irańskiego, sytuacja nieco się zmieniła. Niektóre banki centralne zaczęły sprzedawać część rezerw złota, by stabilizować krajowe waluty w warunkach rosnących cen ropy naftowej. Prym w tej dziedzinie wiodła Turcja, która w pierwszej połowie 2026 roku sprzedała około 80 ton złota.
Nie oznacza to jednak, że banki centralne trwale odwróciły się od złota. Według BNP Paribas, jedynie marzec przyniósł ujemny bilans zakupów netto, ale zaraz potem aktywność ponownie wzrosła. Przez dwa ostatnie miesiące bardzo wyróżniał się Ludowy Bank Chin, który w czerwcu kupił 15 ton kruszcu, czyli w skali miesięcznej najwięcej od drugiej połowy 2023 roku.
Chińczycy ten rekord pobili już w lipcu - nabyli 20 ton złota i swoje oficjalne rezerwy podnieśli do 2 366,35 tony. Chiński cykl zakupowy trwa od 21 miesięcy. Bank centralny w Państwie Środka kupuje złoto nieprzerwanie do listopada 2024 roku, czyli od wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Nie ulega wątpliwości, że od wielu tygodni Ludowy Bank Chin zaopatruje się w metal wykorzystując swoistą "promocję" - obniżoną jego cenę na rynkach światowych.
Odważny NBP i ostrożni inwestorzy indywidualni
Od wielu lat poważnym nabywcą złota jest także Narodowy Bank Polski. Szacuje się, że w lipcu NBP kupił około 9,3 ton metalu. Dzięki temu rezerwy kruszcu zgromadzone przez nasz bank centralny wzrosły do 641 ton. Od początku tego roku zasoby NBP powiększyły się o 91 ton. Na koniec lipca złoto stanowiło 28,3 proc. ogółu rezerw walutowych Polski. Ten odsetek w ostatnich miesiącach zmalał (w lutym wynosił 31 proc.) z powodu spadku wartości sztabek.
Nie ulega wątpliwości, że banki centralne w kupowaniu "królewskiego metalu" są w tym roku bardziej konsekwentne niż inwestorzy detaliczni. Napływy do funduszy ETF opartych na złocie były ujemne w marcu, maju i czerwcu. Jedynie kwiecień przyniósł niewielkie odbicie.
Eksperci BNP Paribas zakładają, że sytuacja może stopniowo poprawiać się w drugiej połowie 2026 roku. Kluczowe znaczenie mogą mieć dwa czynniki - spadek krótkoterminowych stóp procentowych oraz osłabienie dolara. Jeżeli oba trendy pojawią się jednocześnie, to inwestorzy indywidualni powinni znowu zainteresować się złotem.
Prognozy dobre i jeszcze lepsze?
Wspomniani analitycy BNP Paribas podtrzymują korzystne długoterminowe perspektywy dla kruszcu i zakładają, że w horyzoncie 12 miesięcy jego cena może przekroczyć 5 tysięcy dolarów za uncję. Ich zdaniem, wysokie deficyty budżetowe państw Zachodu i rosnące zadłużenie publiczne mogą skłaniać banki centralne do dalszej dywersyfikacji rezerw - złoto będzie wykorzystywane do dedolaryzacji.
Skoku ceny uncji złota do 5 tysięcy dolarów spodziewa się także Bank UBS i wyznacza horyzont czasowy tej zmiany na pierwszą połowę 2027 roku. Ostrożniejsi są analitycy Deutsche Banku, którzy choć uważają, że złoto nieprzerwanie pozostaje w fazie dynamicznego wzrostu od sierpnia 2024 roku, to jednak podtrzymują całoroczną prognozę zakładającą poprawę notowań kruszcu tylko do 4 600 dolarów za uncję.
Michael Hsueh z Deutsche Banku przekonuje, że rynek wyznaczył już tegoroczny cenowy dołek złota. Jego zdaniem, obecne poziomy mogą stanowić punkt wyjścia do dalszych wyżek, napędzanych m.in. globalną niepewnością makroekonomiczną i polityką głównych banków centralnych.
Niezwykle optymistyczną wizję prezentuje Rashad Hajiyev, założyciel i główny analityk RM Capital, który uważa, że już w pierwszym kwartale przyszłego roku cena złota może dotrzeć do poziomu 8 tysięcy dolarów za uncję. Zaznacza jednak, że najważniejszym poziomem technicznym będzie opór w okolicach 4 500 dolarów i dopiero jego trwałe przełamanie mogłoby wzmocnić scenariusz wzrostowy. Swój wywód Hajiyev uzasadnia analogicznym wybiciem obserwowanym kilkanaście miesięcy temu. W połowie 2025 roku złoto wyszło ze 130-dniowej konsolidacji, a potem nastąpił rajd, który podbił cenę o 65 proc. w ciągu 157 dni.
Kopalnie złota warte uwagi
Chris Mancini, współzarządzający funduszem Gabelli Gold Fund, należy do tych ekspertów, którzy przywiązani są do "mniej szalonej" ceny docelowej na poziomie 5 tysięcy dolarów za uncję. Zakłada, że złoto może doświadczyć dodatkowej zmienności w zależności od trendów w polityce pieniężnej, zwłaszcza w USA. Mancini za największe ryzyko w najbliższym czasie uznaje ewentualny wzrost inflacji napędzany wyższymi cenami ropy naftowej.
W jego ocenie, podwyżka amerykańskich stóp procentowych mogłaby opóźnić marsz złota w górę, lecz nie wykoleiłaby długoterminowej tendencji. - Sądzę, że wszystko, co wywindowało cenę złota do 5 tysięcy dolarów, wciąż jest w grze, i że wrócimy do tego poziomu - powiedział Chris Mancini.
Współzarządzający funduszem Gabelli Gold Fund jest optymistycznie nastawiony także do spółek wydobywczych. Jego zdaniem, inwestorzy błędnie wyceniają producentów złota, tak jakby wzrost ceny kruszcu miał charakter przejściowy. W związku z tym sektor jest głęboko niedowartościowany. Przy założeniu, że ceny złota utrzymają się lub będą dalej rosły, akcje kopalń oferują wyraźnie większy potencjał niż sam metal fizyczny.
Chris Mancini podkreśla, że najwięksi producenci osiągają rekordowe zyski przy całkowitym koszcie wydobycia w okolicach 2 tysięcy dolarów za uncję, podczas gdy złoto notowane jest powyżej 4 tysięcy dolarów. Zarządzający dodaje, że kruszec nie musi bić nowych rekordów, aby akcje kopalń zaczęły przynosić ponadprzeciętne stopy zwrotu. Wystarczy, że rynek uzna obecne poziomy cen za trwałe.
Jacek Brzeski













