Do zdarzenia doszło w marcu 2026 r. w sklepie Migros w centrum handlowym w kantonie Berno. 70-letnia Therese Stooss robiła zakupy, a ponieważ tradycyjne kasy były zatłoczone, a kobieta spieszyła się na wizytę u dentysty, zdecydowała się po raz pierwszy skorzystać z kasy samoobsługowej.
Zakupy za 24 franki zakończyły się przesłuchaniem
Seniorka zeskanowała siedem artykułów i zapłaciła kartą kredytową. Następnie wzięła ze stojaka niewielką plastikową torebkę. Jak sama przyznała, nie wiedziała, że również ją należy zeskanować. Co więcej, jeden z produktów nie został prawidłowo zarejestrowany.
"Nigdy w życiu nie korzystałam z takiej kasy" - powiedziała później w rozmowie ze szwajcarskim dziennikiem "Blick". Jak dodała, nie sprawdziła również paragonu, ponieważ nigdy wcześniej nie miała takiego zwyczaju.
Kobieta nie wiedziała, że popełniła błąd, dopóki nie zadzwoniła do niej policja, która poprosiła ją o stawienie się na przesłuchanie w Münchenbuchsee.
"Na początku myślałam, że to oszustwo. Nie mogłam sobie nawet w najmniejszym stopniu wyobrazić, że miałabym coś ukraść" - relacjonowała 70-latka.
Na komisariacie poinformowano ją, że jest podejrzana o drobną kradzież sklepową. Policjanci pokazali jej nagranie z monitoringu. Stooss rozpoznała na nim siebie i przyznała, że rzeczywiście popełniła błąd. "Z perspektywy czasu dokładnie widzę, co zrobiłam źle" - powiedziała.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Europa płaci coraz więcej. Tak rosną ceny ceny towarów i usług
Pobrali odciski palców. "To całkowicie przesadzone"
Na tym sprawa się nie skończyła. Sieć Migros zażądała od seniorki 300 franków. Znacznie większe wrażenie zrobiły jednak na niej działania policji.
70-latka została zarejestrowana w policyjnej bazie danych. Jak relacjonowała, wykonano jej fotografie z różnych stron, a funkcjonariusze specjalnie sfotografowali nawet tatuaż na jej stopie. Pobrano także odciski palców oraz dłoni.
"Czułam się jak ciężka przestępczyni" - mówiła Stooss. Dodała, że nie rozumie, dlaczego w związku z tak drobnym zdarzeniem zastosowano tak daleko idące środki. "Uważam takie środki za całkowicie przesadzone" - oceniła.
Policja w Bernie nie odniosła się bezpośrednio do sprawy. Wyjaśniła jednak "Blickowi", że rejestrowanie danych identyfikacyjnych w związku z podejrzeniem kradzieży sklepowej nie jest czymś nadzwyczajnym. Ma to służyć identyfikowaniu osób podejrzanych o przestępstwa oraz ustalaniu ewentualnych powiązań z innymi popełnionymi lub przyszłymi czynami.
Funkcjonariusze zaznaczyli również, że sama wartość towaru nie przesądza o sposobie oceny sprawy. Kluczowe mają być wszystkie okoliczności, przede wszystkim to, czy istnieją przesłanki wskazujące na umyślne działanie.
Do sprawy nie odniósł się również sklep Migros, tłumacząc to trwającym postępowaniem karnym. Firma przekazała jednak, że nie składa zawiadomień o przestępstwie bez uzasadnionej przyczyny.










