Spis treści:
- 500 plus pomogło polskiej demografii. Ale tylko na krótko
- Ile mogłoby kosztować poszerzenie 800 plus? Miliardowe wydatki dla budżetu
- Czy rozszerzenie 800 plus może pomóc polskiej demografii?
- Ekspert: "Zabrać" 800 plus na pierwsze, a może i drugie dziecko. Za to więcej pieniędzy na trzecie i każde kolejne
- Potrzebna waloryzacja 800 plus. Ale to tylko jeden z problemów
- Czarnek mówi o kreowaniu "mody na małżeństwa". Powrót wysokiej dzietności jest możliwy?
Kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera Przemysław Czarnek w rozmowie z Wirtualną Polską stwierdził, że "warte rozważenia są modyfikacje 800 plus", które zakładają, że kwota świadczenia wzrasta na każde kolejne dziecko. Zdaniem posła PiS, mogłoby to zachęcić rodziny do posiadania większej liczby dzieci. Zastrzegł jednak, że jest to jego "osobiste zdanie" i na razie nie było decyzji zespołu programowego PiS w tej sprawie.
Analizując, czy propozycja Przemysława Czarnka mogłaby zwiększyć dzietność w Polsce, należałoby najpierw zadać pytanie, czy takie efekty przyniósł program 500 plus, który na początku był programem prodemograficznym.
500 plus pomogło polskiej demografii. Ale tylko na krótko
Program Rodzina 500 plus (z którego wywodzi się obecne 800 plus) był jednym z głównych punktów programu Prawa i Sprawiedliwości w 2014 roku. W założeniach 500 zł miesięcznie miało przysługiwać dopiero na drugie i kolejne dziecko. Kandydująca wtedy na premiera Beata Szydło zapowiadała, że nowe świadczenie nie tylko wesprze rodziny, ale też poprawi niską dzietność w kraju.
Program wprowadzono w 2016 roku. Świadczenie na pierwsze dziecko przysługiwało jedynie dzieciom niepełnosprawnym oraz w przypadku, gdy dochody w rodzinie wynosiły mniej niż 800 zł netto. W pozostałych przypadkach 500 zł miesięcznie było tylko na kolejne dziecko w rodzinie (tj. drugie, trzecie etc.). Jak mówiła ówczesna minister rodziny Elżbieta Rafalska, rząd zakładał, że 500 plus zwiększy dzietność do poziomu 1,6 perspektywie 11 lat. W dużym uproszczeniu - celem rządu było, aby na jedną kobietę w wieku produkcyjnym przypadało 1,6 dziecka.
Jednak wtedy optymistyczne założenia zwiększenia dzietności do 1,6 nie wystarczyłyby do zatrzymania procesu malejącej populacji w Polsce. Aby zapewnić zastępowalność pokoleń, wskaźnik musi wynosić 2,1-2,15. A takiego w Polsce nie było od lat 90. XX wieku. Więc już w samych założeniach program nie miał być zbawieniem dla polskiej demografii, albo po prostu ustawodawca postawił - jak mogłoby się wtedy wydawać - realistyczne cele.
Na samym początku działania programu 500 plus faktycznie można było zauważyć wzrost dzietności. Oczywiście biorąc pod uwagę 9-miesięczny czas trwania ciąży, trudno oczekiwać, aby wprowadzenie programu natychmiastowo przyniosło efekty demograficzne, jednak według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) już w 2016 roku dzietność nieznacznie wzrosła z 1,29 do 1,36. Rok po wprowadzeniu programu, współczynnik dzietności wzrósł do 1,45 - czyli na poziom najwyższy od lat. Jak powiedział w rozmowie z nami ekspert ds. demografii i autor książki "Demografia jest przyszłością" Mateusz Łakomy, program 500 plus niewątpliwie był jednym z powodów wzrostu urodzeń odnotowanych 10 lat temu.
- W ostatnich latach pojawiło się kilka badań, na podstawie których jesteśmy w stanie stwierdzić, że wzrost dzietności w latach 2016-2019 był przede wszystkim - chociaż nie wyłącznie - efektem wprowadzenia programu Rodzina 500 plus, zwłaszcza w tej pierwotnej formie, czyli kiedy obowiązywał od drugiego dziecka - mówi Interii Biznes Mateusz Łakomy.

Jak wskazuje ekspert, największy efekt 500 plus miało szczególnie w rodzinach, które decydowały się na trzecie i kolejne dziecko, a także wśród osób najmniej zarabiających. Ekspert zastrzegł jednak, że kwestie finansowe to tylko część barier do posiadania dzieci.
W 2019 roku prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział na konwencji programowej partii rozszerzenie programu 500 plus na pierwsze dziecko, bez kryterium dochodowego. Później zmiana przeszła ścieżkę legislacyjną i tym samym powszechne świadczenie na każde dziecko weszło w życie od 1 lipca 2019 roku. Mogłoby się wydawać, że rozszerzenie świadczenia na pierwsze dziecko zachęci więcej par do podjęcia decyzji o potomstwie i poprawi wskaźniki demograficzne. Tak się jednak nie stało.
Już w 2020 roku dzietność spadła poniżej 1,4. Później spadała coraz bardziej do poziomów najniższych w XXI wieku. Nie bez wpływu było także niestabilne otoczenie geopolityczne, jak choćby pandemia COVID-19 w 2020 roku czy wybuch wojny na Ukrainie w 2022 roku.
- Wprowadzenie 500 plus na pierwsze dziecko nie miało prawie żadnego efektu na urodzenia, ponieważ w przypadku pierwszego dziecka to nie kwestie wysokości dochodów są barierą. Tu są inne bariery, na przykład dotyczące tworzenia związku, stabilności zatrudnienia czy dostępności mieszkań. Z wyjątkiem oczywiście tych najmniej zarabiających, gdzie problemy finansowe są wyzwaniem. Natomiast oprócz tego, że pojawiły się dodatkowe urodzenia w tych wcześniejszych latach, mieliśmy też efekt zaniechania odkładania urodzeń, ponieważ w momencie pojawienia się 500 plus w poprzedniej wersji już nie było takiej potrzeby - rodziny szybciej uzyskiwały odpowiednie możliwości finansowe, więc ten potencjał trochę się wyczerpał. Jednocześnie faktycznie w międzyczasie zaczęły pojawiać się już kolejne bariery: narastający problem np. ze związkami i suma innych wszystkich czynników, które wpływają na dzietność - mówi nam Mateusz Łakomy.
Rząd w sprawozdaniu z 2019 roku stwierdził, że program przede wszystkim zmniejszył ubóstwo wśród dzieci, a bez niego spadek dzietności byłby jeszcze większy. Również Mateusz Łakomy potwierdza, że gdyby nie 500 plus, dzietność w Polsce byłaby jeszcze niższa.
W 2024 roku zdecydowano się podnieść świadczenie 500 plus do 800 zł miesięcznie. To już nie pomogło, w 2025 roku dzietność nie wzrosła, a jedynie dalej utrzymała się na rekordowo niskim poziomie 1,1.
Ile mogłoby kosztować poszerzenie 800 plus? Miliardowe wydatki dla budżetu
Policzyliśmy, ile mogłoby kosztować wprowadzenie progresywnego 800 plus. Założyliśmy, że świadczenie rosłoby o 200 zł z każdym dzieckiem, czyli przy drugim dziecku wynosiłoby 1000 zł, przy trzecim 1200 zł, a przy czwartym 1400 zł. Zrobiliśmy wyliczenia dla dwóch wariantów.
- Wariant hojniejszy - im większa rodzina, tym większe świadczenia tj. rodzina z jednym dzieckiem dostaje 800 zł, z dwójką - po 1000 zł na każde dziecko (czyli 2000 zł miesięcznie), z trójką po 1200 zł na każde dziecko (czyli 3600 zł miesięcznie) etc.
- Wariant oszczędniejszy - świadczenie tylko na kolejne dziecko jest wyższe tj. na pierwsze dziecko 800 zł, na drugie dziecko 1000 zł, trzecie 1200 zł. Czyli rodzina z dwójką dzieci dostanie miesięcznie 1800 zł (800+1000), z trójką 3000 zł (800+1000+1200) etc.
Do wyliczeń wykorzystaliśmy dane GUS ze spisu powszechnego z 2021 dotyczącej liczby dzieci w rodzinie (najnowsze dostępne dane), a następnie wyliczyliśmy proporcje, z których wynika, że ok. 34 proc. dzieci jest z rodzin z jednym dzieckiem; 44 proc. z rodziny z dwójką dzieci, 16 proc. z rodziny z trójką dzieci i 0,07 proc. rodziny z czwórką dzieci, lub więcej. Później zastosowaliśmy te proporcje do danych GUS o liczbie dzieci w wieku 0-17 na początku 2026 roku, która wynosiła 6,6 mln. Tym samym według naszych szacunków, koszty programu wyniosłyby w przeciągu całego roku:
- wariant hojniejszy 800 plus - 78,4 mld zł,
- wariant oszczędniejszy 800 plus - 70,9 mld zł,
- koszt 800 plus w obecnej formie - 61,7 mld zł (wg. szacunków z budżetu państwa na 2026 roku).
Mówimy więc o różnicy od 9,2 mld zł wydatków do nawet 16,7 mld zł względem pierwotnego 800 plus. Dla zobrazowania, deficyt budżetu (różnica między wydatkami a przychodami) w 2026 roku według szacunków rządu wynosi 271,7 mld zł. Przeliczając to na produkt krajowy brutto, podwyżka w wariancie oszczędniejszym wyniosłaby ok. 0,2 proc. nominalnego polskiego PKB; a w wariancie hojniejszym około 0,4 proc. Sam program 800 plus w tej chwili jest wart ok. 1,5 proc. PKB (biorąc pod uwagę prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego i projekt budżetu).
Jak ocenia w rozmowie z nami założyciel Debaty Emerytalnej, ekspert emerytalny i rynku pracy w HRK Oskar Sobolewski, aby rozszerzyć 800 plus, należałoby znaleźć jego źródło finansowania.
- Dobrze by było, gdyby przy takich propozycjach pojawiały się od razu źródła finansowania, których na razie nie widzę. Biorąc pod uwagę sytuację finansową państwa, nie są to małe kwoty, które łatwo byłoby znaleźć w budżecie - ocenia Sobolewski.
Pozostaje jednak kwestia, czy wyższe zadłużenie kraju jest ceną, którą moglibyśmy ponieść, aby poprawić problem depopulacji Polski.
- Jeśli nie będziemy działać na rzecz wzrostu dzietności, to demograficznie grozi nam ciągły spadek populacji, patrząc na 100-150 lat do przodu, a w konsekwencji jej zanik i być może trudności w utrzymaniu istnienia państwa w obecnym kształcie. W krótszej perspektywie oznacza to zwiększenie wydatków na osoby starsze, ale aby to osiągnąć może nastąpić wzrost presji fiskalnej na osoby fizyczne i gospodarkę. To zmniejszy możliwości rozwoju państwa, finansowania infrastruktury, urzędników, wojska, nauczycieli czy nauki. Nastąpi taki powolny "uwiąd" państwa, niewidoczny z dnia na dzień, ale dostrzegalny z dekady na dekadę - ostrzega Mateusz Łakomy.
Czy rozszerzenie 800 plus może pomóc polskiej demografii?
Gorzej jeśli projekt kosztowałby kolejne miliardy złotych, a poza zabezpieczeniem społecznym nie przyniósłby wymiernych korzyści demograficznych. Zdaniem Oskara Sobolewskiego poszerzenie 800 plus "na pierwszy rzut oka" nie wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Jak przypomina, w 2024 roku świadczenie zwaloryzowano z 500 zł do 800 zł miesięcznie, a poprawa w statystykach urodzeń nie nastąpiła.
- Program miał być zachętą do posiadania większej liczby dzieci, to od 10 lat - najpierw przy 500 plus, a potem 800 plus nie widać dużej poprawy. Dane za rok 2025 pokazują utrzymanie niskiej dzietności, dlatego nie mam pewności, czy zmiana formuły poprawiłaby sytuację - ocenia Sobolewski.
Z kolei Mateusz Łakomy wskazuje, że progresja w programie mogłaby pomóc polskiej demografii, ale zwiększanie świadczenia 800 plus nie powinno funkcjonować od drugiego dziecka, ale dopiero od trzeciego.
- Cały czas obserwujemy wśród rodzin, które chciałyby mieć troje lub większą liczbę dzieci, że to problemy finansowe są jedną z głównych barier do powiększenia rodziny, obok problemów mieszkaniowych. Pojawiają się już postulaty wśród ekspertów, żeby rzeczywiście zapewnić pewną progresję [od liczby dzieci w 800 plus - dop. red.]. Przy czym wydaje się, że najbardziej efektywne z perspektywy finansowej byłoby to w przypadku urodzenia od trzeciego dziecka w górę - mówi ekspert ds. demografii.
Ekspert: "Zabrać" 800 plus na pierwsze, a może i drugie dziecko. Za to więcej pieniędzy na trzecie i każde kolejne
Mateusz Łakomy dodaje, że można by przy tym rozważyć wprowadzenie kryterium dochodowego w świadczeniu 800 plus w przypadku pierwszego i drugiego dziecka. To by oznaczało, że 800 plus dla rodzin z jednym lub dwójką dzieci przysługiwałoby jedynie najuboższym. Jak argumentuje ekspert, dopłaty do pierwszego i drugiego dziecka dla osób, które nie są w trudnej sytuacji finansowej, nie mają wpływu na demografię.
- W mojej ocenie najlepiej w obecnym 800 plus wprowadzić progresję od trzeciego dziecka, a jeszcze wyższą kwotę na czwarte i kolejne dziecko. Z drugiej strony mamy też możliwość wprowadzenia kryterium dochodowego na pierwsze, a nawet na drugie dziecko, co spowodowałoby samofinansowanie się tej zmiany, a może nawet oszczędności - mówi Łakomy.
Zdaniem Oskara Sobolewskiego są jednak małe szanse na to, aby zapadła decyzja polityczna o ograniczeniu 800 plus progiem dochodowym. Do takich kroków mogłoby dojść, gdyby wystąpiły bardzo poważne problemy budżetowe.
- Należy zadać pytanie, dla kogo jest to świadczenie i jaki ma cel. Obecnie nie ma kryteriów dochodowych, więc dla jednych jest to podstawowe wsparcie, a dla bogatszych rodzaj ulgi. Nie spodziewałbym się jednak wprowadzenia takich zmian, chyba że dojdzie do poważnych trudności budżetowych. Dzisiaj prezentowane są jedynie pojedyncze elementy, a brakuje szerszego pomysłu i polityki, która faktycznie mierzyłaby się z kryzysem demograficznym - mówi Sobolewski.
Potrzebna waloryzacja 800 plus. Ale to tylko jeden z problemów
Obaj eksperci wskazują na konieczność ustawowej waloryzacji 800 plus. Sobolewski zauważa, że wartość pieniądza spada z roku na rok, więc jego zdaniem "lepszym rozwiązaniem jest wpisanie mechanizmu waloryzacji bezpośrednio do przepisów, by była ona realizowana np. wraz ze wzrostem inflacji".
- Taka waloryzacja byłaby realizowana np. wraz ze wzrostem inflacji. Niekoniecznie musiałaby się odbywać co roku, ale np. co 2-3 lata - ocenia Sobolewski.
Mateusz Łakomy wskazuje także na potrzebę zapewnienie okresowej waloryzacji 800 plus, corocznej lub dwuletniej, "żeby środki nie traciły siły nabywczej". Jak jednak dodaje, pieniądze to tylko jedna z kategorii zmniejszającej bariery dotyczące posiadania dzieci.
- Nie zawsze dochody są jedyną i rozstrzygającą barierą do posiadania dzieci. Są kwestie związane z trudnościami z wchodzeniem w związek, stabilnością tego związku, niestabilnością pracy zawodowej, niedostępnością mieszkań, brakiem wsparcia rodziców, bo młodzi gdzieś wyjechali z miejscowości pochodzenia i wiele innych. Na to, z natury rzeczy, dołożenie dodatkowej kwoty do budżetu rodziny nic nie pomoże - mówi Łakomy.
Zdaniem autora książki "Demografia jest przyszłością" wsparcie powinno być uzupełnione o inne rozwiązania, które eliminują te bariery.
- 500 plus jest tutaj tylko jednym z zawodników na boisku. Co z tego, że mamy jednego bardzo dobrego zawodnika, jeżeli pozostali są słabi - drużyna z dnia na dzień nie zacznie wygrywać. Pozostali zawodnicy też powinni być w miarę sprawni i dobrze skoordynowani - mówił Łakomy.
Czarnek mówi o kreowaniu "mody na małżeństwa". Powrót wysokiej dzietności jest możliwy?
Przemysław Czarnek w rozmowie z Wirtualną Polską zauważył, że rozszerzenie 800 plus nie wystarczy, aby odbudować kurczącą się populację kraju. Przytoczył przy tym wyliczenia prof. Andrzeja Nowaka, według których, aby przywrócić poziom dzietności z lat 80. XX wieku, każda kobieta musiałaby teraz rodzić po ośmioro dzieci. Dlatego zdaniem byłego ministra nauki musi zajść zmiana w edukacji poprzez wykreowanie "mody na małżeństwa, na rodziny i na dzietność".
Mateusz Łakomy wskazuje, że faktycznie brakuje odpowiednich wzorców społecznych. Problemem jednak nie jest tyle, co kwestia założenia rodziny, a w ogóle łączenia się w pary.
- Istnieje pewna społeczna obojętność na tworzenie związków. To, czy ktoś jest w związku, czy nie, czy związek się rozpada, traktujemy właściwie z całkowitą obojętnością. Jeszcze nie tak dawno był to ważny interes społeczny rodziny, żeby córka dobrze wyszła za mąż, a syn się dobrze ożenił. Teraz młodzi dorośli zostali pozbawieni tego wsparcia i często nie mają wzorców w swoich rodzinach - częściej widzieli rozpadające się związki rodziców niż wcześniejsze pokolenia - zauważa ekspert.
Zdaniem Mateusza Łakomego do "tradycyjnych" problemów hamujących dzietność, jak niestabilność zatrudnienia, słaba dostępność mieszkań czy trudności z opieką nad dzieckiem po urodzeniu, pojawiły się nowe wyzwania, związane m.in. z technologią, czy niestabilnym otoczeniem geopolitycznym.
- Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na trudności z tworzeniem związków wśród młodych dorosłych, które są efektem m.in. wychowywania się ze smartfonem w rękach. W tym smartfonie mamy media społecznościowe, pornografię, lękowe komunikaty odnośnie wszystkiego: wojny, gospodarki, ekologii, tego, jakim trudem jest urodzenie dziecka czy lęku, że mężczyzna może mnie zostawić. To podmywa poczucie bezpieczeństwa w wielu obszarach - ocenia Łakomy.
Problem trudnych perspektyw demograficznych dotyka nie tylko Polski, a niemal wszystkich społeczeństw zachodnich. Według danych ONZ ponad połowa krajów świata ma wskaźnik dzietności poniżej 2,1 - czyli poziomu zastępowalności pokoleń. Problem Polski jest szczególny, bo nasz kraj ma jeden z najniższych wskaźników we wspólnocie (1,14). Według danych Eurostatu z 2024 roku (najnowsze dane) mniejszą dzietność miały od nas jedynie Litwa, Hiszpania i Malta. Dla porównania, w Czechach wskaźnik wynosił 1,36, w Niemczech 1,36, a średnia dla całej UE wyniosła 1,34.
Jak zauważa Mateusz Łakomy zbliżenie się ponownie do dzietności na poziomie 2-2,1 "jest możliwe", ale "nie zadziała na pstryknięcie palcami" i jest to perspektywa "pokolenia, lub półtorej".












