Resort kierowany przez Miłosza Motykę opublikował projekt nowego rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego, określanego jako rozporządzenie sieciowe. Jak zwraca uwagę money.pl, dokument przewiduje rozszerzenie uprawnień operatorów sieci dystrybucyjnych, którzy mogliby monitorować przydomowe instalacje fotowoltaiczne, a w określonych sytuacjach ograniczać ich pracę lub nawet czasowo je odłączać.
Propozycje wywołały sprzeciw części branży fotowoltaicznej. W odpowiedzi minister energii Miłosz Motyka zapewnił, że w ostatecznej wersji rozporządzenia nie znajdą się przepisy umożliwiające zdalne wyłączanie przydomowych instalacji PV. "Propozycje operatorów sieci idą zbyt daleko" - mówił na antenie TVP Info.
Dodał, że projekt rozporządzenia jest obecnie na etapie "otwartych konsultacji", które potrwają do 24 czerwca.
Branża o rozporządzeniu sieciowym. "Obawy są uzasadnione"
To jednak nie jedyny zapis, który wzbudził emocje w branży. Wspomniany projekt zakłada wprowadzenie nowych wymogów technicznych dla instalacji fotowoltaicznych. Zgodnie z proponowanymi przepisami każdy falownik o mocy od 800 W, a więc także wykorzystywany w bardzo małych instalacjach, musiałby zostać wyposażony w port komunikacyjny RS485 i być przystosowany do odbierania zdalnych poleceń dotyczących regulacji mocy.
W praktyce oznaczałoby to, że operatorzy uzyskaliby dostęp w czasie rzeczywistym do szeregu danych dotyczących pracy urządzenia, w tym informacji o mocy czynnej i biernej, napięciu oraz historii ostatnich 500 zmian konfiguracji falownika.
Resort energii we wcześniejszych wypowiedziach podkreślał, że nowe narzędzia miałyby być wykorzystywane wyłącznie w sytuacjach kryzysowych i służyć ochronie stabilności systemu elektroenergetycznego. Według ministerstwa mechanizm ma pomóc zapobiegać blackoutom, z jakimi w ostatnich latach mierzyły się m.in. Hiszpania i inne kraje europejskie.
Jednak, zdaniem przedstawicieli branży, w przypadku wejścia w życie przepisów obawy o prewencyjne ograniczenia są uzasadnione. - My wiemy z czego wynika, dlaczego operator chciałby mieć taki instrument - mówi w rozmowie z Interią Biznes Maciej Borowiak Prezes Zarządu Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej i Magazynowania Energii. - 13 gigawatów mocy zainstalowanej u 1,6 miliona prosumentów to realne wyzwanie dla zarządzania siecią. W słoneczne południe tysiące dachów jednocześnie "wypychają" energię do sieci, a infrastruktura dystrybucyjna nie była projektowana z myślą o takim przepływie - dodaje.
Jak tłumaczy Borowiak projekt daje operatorom prawo do zdalnego wyzerowania produkcji na dachu i to nie tylko ograniczenia tego, co idzie do sieci, ale całej mocy czynnej. - Oznacza to, że prosument w słoneczne południe nie naładuje własnego magazynu energii, nie zasili klimatyzacji, zapłaci za prąd z sieci zamiast korzystać z własnego. Bez żadnej rekompensaty - kontynuuje.
Ekspert podkreśla, że z podobnym problemem mierzą się Niemcy, jednak oni zastosowali inne rozwiązanie. - Operator ogranicza wyłącznie eksport do sieci, a za każdą godzinę ograniczenia właściciel instalacji dostaje upust w rachunku. U nas projekt nie przewiduje ani złotówki dla poszkodowanego prosumenta - mówi.
Borowiak zwraca uwagę również na kolejny aspekt projektu. - Urządzenie sterujące operatora ma być fizycznie montowane wewnątrz posesji prosumenta, przy jego falowniku, i zasilane z jego gniazdka. Na jego koszt. Operator ma prawo wejść i skontrolować instalację i co więcej, bez określonego trybu zapowiedzi - tłumaczy.
"To oznacza brak transparentności, na którym może korzystać silniejsza strona"
Na niesprecyzowane zasady dotyczące ewentualnych wyłączeń instalacji zwraca uwagę również Piotr Pająk redaktor naczelny portalu Gramwzielone.pl. - Projekt nowego rozporządzenia sieciowego w kształcie zaproponowanym przez Ministerstwo Energii daje operatorom sieci dystrybucyjnych prawo do ingerowania w pracę mikroinstalacji należących do prosumentów, wliczając ich odłączanie od sieci, bez jasno określonych sytuacji, w których takie ingerencje mogą nastąpić. To oznacza brak transparentności, na którym może korzystać silniejsza strona - w tym przypadku operator sieci dystrybucyjnych, który może arbitralnie korzystać z uprawnień nadawanych przez nowe rozporządzenie - mówi.
Jak dodaje, w dotychczasowej historii rynku energetyki prosumenckiej w Polsce mieliśmy do czynienia z sytuacjami, w których nieprecyzyjne przepisy dawały pole do interpretacji ich na korzyść operatorów sieci i sprzedawców energii, z niekorzyścią dla prosumentów. - Stąd obawy rynku i prosumentów wydają się uzasadnione - podkreśla.
- Autorzy nowych przepisów pomijają ponadto potencjalne problemy wynikające z ingerencji ich urządzeń w pracę mikroinstalacji prosumentów, która może utrudnić zdalną diagnostykę i serwisowanie przez instalatorów, a także egzekwowanie gwarancji - dodaje.
Pająk przypomina, że operatorzy sieci, w tym operator systemu przesyłowego PSE, tłumaczyli, że nowe propozycje przepisów to odpowiedź na ubiegłoroczny blackout w Hiszpanii. - Jak tłumaczył prezes PSE Grzegorz Onichimowski, brak kontroli nad dachową fotowoltaiką miał utrudnić Hiszpanom wyjście z zeszłorocznej awarii systemu elektroenergetycznego. Nowe przepisy nie określają jednak jasno, w jakich konkretnie sytuacjach operatorzy sieci mogliby przejmować kontrolę nad prosumencką fotowoltaiką. Brakuje wskazania konkretnych, kryzysowych sytuacji, w których operator sieci mógłby sterować pracą mikroinstalacji. Dookreślenie takich przypadków i zawężenie ich do absolutnie krytycznych sytuacji w krajowym systemie elektroenergetycznym, w których na przykład wprowadzane są przez PSE określone stopnie zasilania, mogłoby częściowo rozwiać obawy prosumentów o nadmierną ingerencję w pracę ich mikroinstalacji - dodaje.
Ekspert zwraca uwagę również, że projekt przewiduje montaż urządzeń, które umożliwiłyby operatorom zdalną kontrolę nad falownikami prosumenckich mikroinstalacji i magazynów energii. - Urządzenia mają pozostać własnością operatorów, ale mają być zasilane z domowej sieci, co oznacza, że koszty ich pracy poniosą prosumenci. W dodatku przerwanie komunikacji z urządzeniem, nawet niezawinione przez prosumenta, może być podstawą odłączenia mikroinstalacji od sieci - to jeden z proponowanych przepisów z projektu rozporządzenia, który z pewnością wymaga zmiany - konkluduje.












