Według raportu "Aktywność kulturalna Polaków w 2024 roku" przygotowanego przez Narodowe Centrum Kultury, aż 43 proc. badanych uczestniczyło w koncertach lub festiwalach. Wysokie zainteresowanie wydarzeniami muzycznymi utrzymało się również w 2025 roku. Pol'and'Rock Festival zgromadził rekordowe 750 tys. uczestników, Open'er Festival odwiedziło 140 tys. osób, a dwa wrześniowe koncerty Sanah na PGE Narodowym przyciągnęły po około 65 tys. widzów każdy.
Coraz droższe koncerty. Za bilety trzeba zapłacić nawet ponad 2 tys. zł
Wzrost cen biletów widać jednak niemal w całym segmencie wydarzeń muzycznych. Dwudniowy karnet na Orange Warsaw Festival kosztuje w tym roku 719 zł, a jednodniowy bilet - 469 zł. Jeszcze więcej trzeba zapłacić za inne festiwale. Czterodniowy karnet na Open'er Festival w Gdyni kosztuje 1258 zł, a z polem namiotowym już 1552 zł. Dwudniowy karnet na Clout Festival wyceniono na 739 zł, natomiast wejściówka VIP kosztuje 1699 zł. Trzydniowy karnet na OFF Festival w Katowicach to z kolei wydatek 807 zł - wylicza portal WP Finanse.
Podobny trend widać w przypadku koncertów największych zagranicznych gwiazd. Najtańsze bilety na lipcowy koncert Pitbulla na PGE Narodowym kosztują 255 zł. Za miejsce stojące na płycie trzeba zapłacić od 565 do 705 zł, a pakiet Platinum wyceniono na 2249 zł. To więcej niż podczas poprzednich wizyt artysty w Polsce, kiedy najtańsze wejściówki kosztowały 199 zł.
Jak tłumaczy dziennikarz muzyczny Bartosz Sąder, za wzrostem cen stoi kilka czynników.
"Ceny biletów w ostatnich latach wyraźnie wzrosły. Po pandemii wzrosły koszty organizacji - zaczynając od wynagrodzeń dla ekipy, cen wynajmu obiektu aż po transport sprzętu. Świat zderzył się też z dużą inflacją. Natomiast od kilku lat możemy zaobserwować, że koncerty są dłuższe, niektóre trwają ponad trzy godziny i mają zdecydowanie bardziej skomplikowaną produkcję. Dzisiaj występ światowego artysty bez podnośników, bungee czy ogni na scenie po prostu publiczności nie zachwyca" - mówi.
Ekspert zwraca uwagę, że po pandemii organizatorzy uwierzyli w trwałość koncertowego boomu. Jak dodaje, liczba wydarzeń rosła szybciej niż możliwości finansowe odbiorców. Efektem jest coraz większa konkurencja o widza i trudniejsza sprzedaż biletów.
Organizatorzy przeceniają bilety. Rynek koncertowy przestaje być odporny na ceny
Coraz częściej organizatorzy decydują się jednak na promocje. Zwrócił na to uwagę profil "Koncerty w Polsce", wskazując m.in. na koncert OneRepublic w krakowskiej Tauron Arenie.
"Kolejna promka - bilety na płytę na OneRepublic do dorwania za 119 zł. Taki sam manewr z GA2 jak przy koncertach Foo Fighters, Akon & Ne-Yo czy Ricky'ego Martina. Pierwsza cena za bilety stojące, która dalej obowiązuje dla strefy bliżej sceny, to 399 zł" - napisano.
Promocje wywołują dyskusję wśród fanów. Część internautów uważa, że rynek jest przesycony koncertami, inni wskazują przede wszystkim na zbyt wysokie ceny. W komentarzach pojawiają się opinie, że dopiero połączenie rekordowej liczby wydarzeń z "absurdalnymi cenami" doprowadziło do obecnych problemów sprzedażowych.
Zdaniem Bartosza Sądera nie oznacza to jeszcze kryzysu rynku. "Nie powiedziałbym jeszcze, że rynek jest w kryzysie, ale na pewno skończył się okres, kiedy niemal każdy duży koncert sprzedawał się bez większego problemu. Dzisiaj widz wybiera znacznie ostrożniej" - ocenia.
Na wysokie ceny wpływa także funkcjonowanie rynku wtórnego. Mimo że odsprzedaż biletów z zyskiem jest wykroczeniem określonym w art. 133 Kodeksu wykroczeń, w praktyce przepisy są trudne do wyegzekwowania. Resellerzy wykorzystują boty i wiele kont do wykupywania wejściówek, a następnie sprzedają je za wielokrotnie wyższe kwoty..











