Galopujące wzrosty cen paliw - w szczególności diesla - stanowią duży problem dla firm przewozowych. Gdyby nie klauzule paliwowe, które umożliwiają podniesienie cen frachtu, gdy dojdzie do wzrostu stawek za paliwo, ich sytuacja byłaby jeszcze gorsza.
Problem w tym, że paliwo drożeje z dnia na dzień, a jak zwrócił uwagę w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Karol Rychlik, członek zarządu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych (ZMPD) klauzule mają często tygodniowy okres rozliczeniowy.
Ceny paliw dobijają przewoźników. Ceny biletów mogą niebawem wzrosnąć
Kolejny rozmówca "Rz" prezes ZMPD, Jan Buczek wskazuje też na inny problem z klauzulami. "Pośrednicy przechwytują wszystkie podwyżki i firmie transportowej zostaje kwota pokrywająca bezpośrednie koszty działalności" - powiedział przedstawiciel branży, podkreślając, że przewoźnicy nie są w stanie tak dalej funkcjonować. Buczek apeluje do rządu o dialog na temat przyszłości polskich firm przewozowych.
Ceny paliw dobijają też transport pasażerski. Mieczysław Marosz, dyrektor biura Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji stwierdził, że firmy znalazły się w podbramkowej sytuacji. Jak wyjaśnił, niektóre nie mają podpisanych z samorządami umów zawierających klauzule dotyczące waloryzacji stawek.
Taką umowę zawarł z ZTM Warszawa PKS Polonus. Klauzula jest rozliczana w okresie kwartalnym. Prezes firmy Piotr Smogorzewski przyznał, że "to ratuje sytuację", ale problem stanowią kursy dalekobieżne, które PKS Polonus wykonuje "na swoje ryzyko". Smogorzewski ostrzega, że firma najpewniej będzie musiała podnieść ceny biletów. "Do końca roku wytrzymamy, jeśli ceny paliwa nie przekroczą 10 zł za litr" - zastrzegł.
CZYTAJ TAKŻE: "Paliwo Kosztuje Normalnie". Jest propozycja prezydenta ws. cen paliw
Samorządy nie mają pieniędzy na pokrycie dodatkowych kosztów
W podobnym tonie wypowiadają się prezesi innych firm realizujących przewozy pasażerskie. Prezes zarządu PKS Nova Wojciech Sienicki wskazał, że przewoźnicy współpracują z różnymi podmiotami - rozwożą dzieci do szkół, mają też trasy komercyjne, a wpływy z biletów pokrywają dużą część kosztów.
"Powinniśmy podnieść ich ceny o 20 proc., ale to jest nie do zrobienia. Samorządy nie mają pieniędzy i zastanawiamy się, co z tym zrobić" - powiedział "Rzeczpospolitej". W jego opinii państwo w jakiś sposób będzie musiało "przejąć buforowanie", bo komunikacja jest niezbędna. Sienicki zaznaczył także, że program CPN nie został stworzony z myślą o firmach, a VAT jest "neutralny" dla profesjonalnych firm.
CZYTAJ TAKŻE: Rekordowe ceny diesla. To może być dopiero początek
Na ceny paliw narzeka także prezes firmy autokarowej i autobusowej Raf-Trans Rafał Jańczuk. "Nasz biznes się nie spina, nie ma sensu jeździć. Jedziemy, żeby jechać" - powiedział gazecie. Ponieważ klienci sprzeciwiają się nagłym wzrostom cen, firma dokłada do przejazdów z własnej kieszeni.










