Według analityków biura Reflex między 28 września a 2 października średnia cena Pb95 ma wynieść 7,97 zł/l, Pb98 - 8,84 zł/l, a oleju napędowego 9 zł/l. Wyraźniej podrożeć może również LPG - prognozowany jest wzrost o 10 gr, do 3,29 zł/l.
Analitycy e-petrol przewidują z kolei, że Pb95 będzie kosztować średnio 7,97-8,09 zł/l, Pb98 8,85-8,99 zł/l, diesel 8,99-9,29 zł/l, a LPG 3,14-3,24 zł/l.
Analityk o cenach paliw. "Można spodziewać się nawet 10-groszowych podwyżek"
Również zdaniem Daniela Kosteckiego, analityka rynków finansowych CMC Markets, w najbliższym czasie ceny paliw raczej pozostaną wysokie. - W scenariuszu bazowym możliwy jest wzrost cen benzyny i oleju napędowego o kolejne 10 gr za litr - przyznał w rozmowie z naszą redakcją, pytany o prognozy na najbliższy tydzień (28.09-02.10).
- Cena oleju napędowego może wzrosnąć do około 9,30 zł za litr. W przypadku benzyny 95 prawdopodobny jest poziom zbliżony do 8 zł za litr, przy czym średnia cena krajowa może okresowo przekraczać tę wartość - dodał.
W przypadku LPG wzrosty powinny być natomiast znacznie mniejsze. Według analityka, cena tego paliwa może dojść w okolice 3,20 zł za litr lub nieco powyżej, ale tempo wzrostu cen gazu nie powinno dorównać benzynie czy dieslowi. - Ceny autogazu również mogą wzrosnąć, jednak ich dynamika powinna być niższa - podkreśla ekspert.
W minionym tygodniu notowania Brent były wyjątkowo zmienne. We wtorek (22 września) cena surowca po raz pierwszy od dwóch tygodni spadła poniżej 100 dolarów za baryłkę. Powodem były oczekiwania dotyczące możliwego powrotu do rozmów między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Te jednak spełzły na niczym, a ceny surowca ponownie wzrosły, przekraczając 107 dol. za baryłkę. "Oni chcą zawrzeć umowę, ale to nie jest umowa, którą ja chcę zawrzeć" - mówił w rozmowie z Axios Donald Trump, odnosząc się do potencjalnego porozumienia.
Kostecki zwraca jednak uwagę, że problemem nie są wyłącznie notowania surowca, które na tle historycznym nie znajdują się na wyjątkowo wysokich poziomach, lecz ograniczona dostępność paliw gotowych.
- Dostawy oleju napędowego i benzyny z Zatoki Perskiej są realizowane w mniejszej skali niż wcześniej. Możliwość przekierowania transportu ropy na alternatywne trasy nie rozwiązuje problemu niedostatecznej podaży produktów rafineryjnych - mówi.
Jak podkreśla, dodatkową niewiadomą jest możliwość wprowadzenia przez Stany Zjednoczone zakazu eksportu diesla. Od tego, czy taki zakaz wejdzie w życie i jak długo będzie obowiązywał, może zależeć sytuacja na światowym rynku.
- Długotrwałe ograniczenia zwiększałyby ryzyko zaburzeń podaży na rynku światowym, a jednocześnie mogłyby osłabić rentowność amerykańskiego sektora rafineryjnego - podsumowuje.
ZOBACZ TAKŻE: Balczun o cenach paliw i programie CPN. "Państwo to nie jest piaskownica"
Przepływ ropy z Arabii Saudyjskiej. Inne kierunki oznaczają dodatkową premię
Analityk wskazuje także na znaczenie przepływu surowców z Arabii Saudyjskiej. - Już raz ich wstrzymanie zmusiło Orlen do zwiększenia zakupów z innych kierunków, w tym z basenu Morza Północnego, Ameryki Północnej i Południowej oraz Afryki - wskazuje.
- I to powoduje, że wtedy, kupując takie paliwo, trzeba się licytować i przepłacać ceny rynkowe. To nie wynika z tego, że ropa jest po prostu droższa na Wschodzie. Nagle mamy do czynienia z o wiele wyższą ceną, niż wynikałoby to z rynku - tłumaczy.
Jak dodaje, konieczność sprowadzania ropy z innych kierunków oznacza większą konkurencję między odbiorcami i konieczność zapłaty premii ponad ceny referencyjne. - Źródłem dodatkowego kosztu byłaby przede wszystkim ograniczona dostępność odpowiednich gatunków ropy, a nie wyłącznie różnice cenowe między regionami. Wyższy koszt surowca zwiększałby presję na marże rafineryjne i ceny paliw gotowych - dodaje, podkreślając, że dodatkowa premia za dostawy spoza Bliskiego Wschodu może znaleźć odzwierciedlenie w cenach paliw w październiku i listopadzie.
Kostecki zwraca też uwagę na kwestię konsumpcji paliw. Jego zdaniem w debacie na temat kryzysu niewiele mówi się o ograniczaniu zużycia paliw, choć takie działania podejmowano w niektórych krajach Azji. - Podobne działania w Polsce mogłyby obniżyć popyt i częściowo ograniczyć presję na ceny detaliczne - wskazuje.
Projekt Paliwo Kosztuje Normalnie. "To raczej scenariusz z gatunku science fiction"
Nadal trwa spór o sposób obniżenia cen paliw. Rząd proponuje podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, który miałby umożliwić powrót pakietu "Ceny Paliwa Niżej".
Prezydent Karol Nawrocki kwestionuje jednak konstytucyjność tego rozwiązania i przedstawia własną inicjatywę "Paliwo Kosztuje Normalnie". W projekcie znalazły się m.in. propozycje czasowego zwolnienia sprzedaży detalicznej paliw z podatku od sprzedaży detalicznej, bardziej elastycznego obniżania akcyzy oraz ustawowego wprowadzenia limitów marż rafineryjnych, importowych i hurtowych.
Zdaniem Kosteckiego problem polega na tym, że rynek paliw nie ogranicza się do Polski. - Rynek paliw jest zintegrowany międzynarodowo, a działające w Polsce przedsiębiorstwa podejmują decyzje na podstawie rachunku ekonomicznego. Skuteczne wdrożenie projektu prezydenckiego wymagałoby więc nie tylko administracyjnego obniżenia cen, lecz także ograniczenia eksportu paliw z Polski oraz ustanowienia mechanizmu weryfikacji nabywców uprawnionych do zakupu po preferencyjnych stawkach - mówi.
Jak tłumaczy, wprowadzenie bardzo niskich cen w Polsce mogłoby prowadzić do tzw. turystyki paliwowej. Jego zdaniem, aby skutecznie ograniczyć taki mechanizm, konieczne byłyby dodatkowe restrykcje dotyczące eksportu paliwa oraz możliwości tankowania.
- Skuteczne egzekwowanie ograniczeń eksportowych oraz weryfikacja nabywców na stacjach byłyby jednak kosztowne i operacyjnie złożone, więc to raczej scenariusz z gatunku science fiction - wskazuje.
Jak podkreśla, jednostronne obniżenie cen paliw w Polsce, bez skoordynowanych działań w innych państwach europejskich i bez skutecznej kontroli eksportu, prowadziłoby zatem do odpływu części podaży za granicę.










