Policja już w całym kraju ostrzega o metodzie oszustwa "na wypadek". To coraz chętniej wykorzystywany przez oszustów sposób wyłudzenia pieniędzy. Niestety, nowinki technologiczne wspierają złodziei w ich procederze.
Oszustwo metodą "na wypadek". Tak oszukują zwykle osoby starsze
Doniesienia o kolejnych przypadkach kradzieży tą metodą pojawiają się coraz częściej. Tylko w ostatnich dniach media kilkukrotnie już donosiły o kradzieży "na wypadek".
Ta polega zwykle na tym samym schemacie - do ofiary dzwoni człowiek podający się za policjanta, lekarza lub prokuratora, który informuje, że bliski rozmówcy doprowadził do poważnego wypadku drogowego i jeśli nie zostanie wpłacona kaucja, osoba ta trafi za kratki. Bywa też, że to sam rzekomy sprawca zwraca się o pomoc.
Często na ofiary tego procederu wybierani są seniorzy. Wynika to przede wszystkim z faktu, że wielu z nich żyje samotnie w blokach bez codziennego kontaktu z innymi członkami rodziny. Oszuści nie mają skrupułów i okradają osoby w tak sędziwym wieku, jak chociażby 88-latka z Buska-Zdroju.
Dzwonią do samotnych seniorów w blokach. Szybko wywołują emocje i oczekują decyzji
Lokalna policja pod koniec marca donosiła o udaremnionej próbie takiej właśnie kradzieży. Do seniorki zadzwoniła kobieta podająca się za jej kuzynkę z Warszawy. Przekonywała, że potrąciła poważnie inną kobietę i żeby "załatwić sprawę" potrzebuje wsparcia finansowego.
Po pieniądze do bloku 88-latki miał przyjechać policjant, którego przez telefon zapowiedziała rzekoma kuzynka. Na szczęście w porę zareagowali prawdziwi kryminalni, którzy zatrzymali oszusta.
W ostatnich dniach oszustw "na wypadek" szczególnie dużo jest też na Kielecczyźnie. Lokalny oddział TVP donosi, że w ostatni weekend tą metodą oszukany został 75-latek ze świętokrzyskiego Wodzisławia. Do mężczyzny zadzwoniła podająca się za adwokata kobieta, która przekonywała, że córka mężczyzny doprowadziła do niebezpiecznego wypadku i konieczne są pieniądze do opłacenia kaucji.
Chwilę później do 75-latka zadzwoniła podająca się za jego córkę kobieta, która miała uwiarygodnić oszustwo i wzbudzić w seniorze silne emocje. Ten zgodził się wesprzeć ją finansowo. Zapakowane 32 tys. zł przekazał mężczyźnie, który przyszedł do jego mieszkania w bloku. Pieniądze tym razem przepadły, ale policja ostrzega oszustów, że za taką działalność prawo przewiduje do 8 lat więzienia.
Decyzja pod presją i pieniądze przekazane na szybko. Emeryci nie mają czasu na zastanowienie się
Policja radzi, by w sytuacji, gdy dzwoni do nas osoba, która informuje o drastycznych wydarzeniach z udziałem naszych bliskich, zachować zimną krew. Prawdziwi policjanci, adwokaci czy lekarze nie dzwonią, by wywoływać sensację i podnosić ciśnienie. Nie mają też zwyczaju dzwonić w celu wyciągnięcia pieniędzy na kaucję.
Metoda działania "na wypadek" nie tylko ma wzbudzać silne emocje, ale wywierać presję na ofiarę, która zmuszana jest do podjęcia decyzji w krótkim czasie. Bez możliwości konsultacji czy przemyślenia starsza osoba jest stawiana pod ścianą. Dla oszustów to ważne, by taka osoba nie miała w tej chwili wsparcia bliskich, dlatego ofiarami często padają samotnie mieszkający w blokach seniorzy.
Informacje o rzekomych poważnych wypadkach dokonanych przez bliskie osoby najlepiej weryfikować u nich samych. Jeśli jakikolwiek telefon wyda się podejrzany lub rozmówca będzie wprost nakłaniał do przekazania pieniędzy, sprawę warto niezwłocznie zgłosić na policję.












