Zagraniczny Ośrodek Polskiej Organizacji Turystycznej w Pradze zajmuje się promowaniem walorów turystycznych Polski wśród Czechów i Słowaków. Od 2022 roku dyrektorem placówki jest urodzony w Pradze Pavel Trojan.
Hanna Sidorska: Zakopane w tym sezonie nie może liczyć na turystów z Bliskiego Wschodu. Magistrat postanowił promować miasto wśród Czechów i Słowaków. Na czym polegają te działania?
Pavel Trojan: Na początku zaznaczę, że my współpracujemy z Małopolską Organizacją Turystyczną od początku działalności ZOPOT w Pradze, czyli od jakichś 3 lat i co roku wysyłamy dziennikarzy do Zakopanego, więc nie jest to dla nas nowy temat. W tym roku jeszcze nawet przed tym kryzysem na Bliskim Wschodzie wysłaliśmy trójkę dziennikarzy gastronomicznych.
Teraz zmobilizowaliśmy na szybko sześcioro dziennikarzy, żeby jeszcze przed sezonem coś napisali. Jeden z nich właśnie wraca do Pragi.
Co Zakopane musiałby zrobić, żeby przyciągnąć większą liczbę turystów z Czech i ze Słowacji?
Potrzeby turystów czeskich i słowackich są trochę inne od polskich. Też mentalność tych trzech narodów jest inna, chociaż często to się trochę myli. Uważa się, że to są wszyscy jakby tacy nasi ludzie, są do siebie podobni, a to nieprawda. Akurat Czesi są bardzo aktywnymi ludźmi.
Tu nie chodzi o poziom regionalny, ale całej Polski. Dla przykładu opowiem historię, która przydarzyła mi się nad Morskim Okiem, czyli w parku narodowym. Przychodzę pod bramę Tatrzańskiego Parku Narodowego i widzę przed tą bramą człowieka, który coś tam mówi po czesku do swojego psa. Pytam go, czy mogę jakoś pomóc. On dziękuje i mówi, że nie. I wyjaśnia, że nie wolno wchodzić z psem, dlatego czeka przed wejściem od kilku godzin na to, aż jego rodzina wróci z wycieczki znad Morskiego Oka. I to chyba niejedyny taki przypadek, bo Czesi są przyzwyczajeni, że w Czechach z psem można wejść gdziekolwiek.
Dodatkowo w Czechach ani na Słowacji nie płaci się za wejście do parków narodowych. Czyli to są różnice, takie generalne, które występują nie tylko w Zakopanem czy w Małopolsce, ale na poziomie krajowym.
Także rozbudowa tras rowerowych w Polsce, ona idzie do przodu i to bardzo szybko, tylko tego brakowało przez długie lata - przez 20-30 lat. W Czechach lub w Austrii ich rozwój trwa od lat 90. Czesi przyjeżdżają tutaj na rowery, ale to, czy jest idealnie, czy nie, zależy od regionu.
ZOPOT w Pradze promuje teraz na rynku czeskim i słowackim Warszawę. Co Czesi i Słowacy myślą o stolicy Polski?
Przede wszystkim Warszawa jest miastem, które z punktu widzenia Czecha czy Słowaka jest bardzo współczesne. Już pomijam, że mówi się o warszawskim lub polskim Manhattanie, ale to kreuje zainteresowanie Czechów i Słowaków, bo w naszych krajach tego nie ma. Są różnego typu pojedyncze budynki, ale na pewno nie ma całej dzielnicy, na przykład w naszych stolicach.
Do tego dochodzą także bardzo współczesne muzea, których w Czachach ani na Słowacji nie ma, np. multimedialne Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ale także Muzeum Wódki, czy Muzeum Czekolady Wedla. To są miejsca unikatowe dla czeskiego czy słowackiego turysty.
Poza tym Warszawa nigdy nie była uważana ani w Czechach, ani na Słowacji za miasto turystyczne. Do Warszawy jeździło się wyłącznie w celach biznesowych i to się zmienia. To jest zmiana, która zaszła w ciągu ostatnich 2-3 lat. Warszawa z miasta biznesowego stała się miastem turystycznym.
Niebawem w Pobierowie otworzy się hotel Gołębiewski, nazywany "małym Dubajem". Czy taki hotel, w którym jest wszystko, przyciągnie Słowaków i Czechów, czy raczej wolą bardziej kameralne obiekty?
Ponieważ dopiero zaczyna się sprzedaż, to nie jesteśmy w stanie przeanalizować tego zainteresowania na podstawie rzeczywistych danych, ale według mnie ta sytuacja nie będzie czarno-biała. Absolutna większość klientów z Czech i ze Słowacji wybiera mniejsze miejsca, czyli takie pensjonaty albo domki, które są dla całej rodziny.
Z drugiej strony są klienci, a wiemy to na przykładzie Karkonoszy, którzy uwielbiają resorty, w których jest wszystko. Taki typ klienta też istnieje.
A czy w tym sezonie Czesi ponownie przyjadą nad Bałtyk? Czy jednak wyruszą do Chorwacji?
Jestem przekonany, że w tym roku nad Bałtykiem będzie więcej czeskich turystów, a powodów tego jest kilka. Po pierwsze, Czesi są dość konserwatywnymi turystami. Jeśli gdzieś im się podoba, to nie mają potrzeby szukania nowych miejsc. Tak samo było z Chorwacją w ostatnich 30 latach.
Jeżeli przyjechali do pensjonatu, który im się spodobał, miał fajnego właściciela, można było dobrze w nim zjeść i do plaży było blisko, to byli tam w stanie jeździć nawet przez pokolenia. Tak jeździł tata i teraz jeździ syn.
Myślę, że w Polsce to też może się zdarzyć i się zdarza, że ludzie wracają do tego samego pensjonatu, w to samo miejsce, bo po prostu chcą odpocząć, a nie szukać nowych rozwiązań, które mogą być gorsze.
Drugi powód to jakoś usług, które w Polsce są na wyższym poziomie niż w Czechach. Kolejnym powodem jest ten kryzys, który trwa obecnie. Już wiemy z pewnych analiz, że Czesi będą wyjeżdżać raczej do państw sąsiednich lub tych, które są blisko. Czyli na pewno do Polski, Słowacji, Austrii, Słowenii, Chorwacji czy do Włoch.










