Reklama

Czy opcja węgierska jest rozwiązaniem kredytowych problemów Polaków

Rodzimi "frankowicze" często powołują się na przykład Węgier. Czy rzeczywiście wariant naszych sąsiadów byłby dla nich korzystny?

Rodzimi "frankowcy" często powołują się na przykład Węgier. Decyzje gabinetu Orbana dotyczące kredytów walutowych, niekiedy są przedstawiane w opozycji do działań obecnego rządu. Po przeanalizowaniu rozwiązań zastosowanych na Węgrzech okazuje się jednak, że nie były one bardzo radykalne. Można przypuszczać, że spora część krajowych "frankowców" nie wyrażałaby zadowolenia, gdyby rząd zaproponował węgierski model przewalutowania. To pokazuje, jak bardzo są rozbudzone oczekiwania niektórych kredytobiorców.

Na Węgrzech przeciętna obniżka długu wynosiła 20 proc. - 25 proc. ...

Reklama

Po lekturze komentarzy i wypowiedzi internautów można dojść do wniosku, że wielu z nich po prostu nie wie, na czym polegało rozwiązanie wybrane przez rząd Orbana. Według błędnej i dość powszechnej opinii, kredyty mieszkaniowe Węgrów przewalutowano po kursie euro i franka z dnia zawarcia umowy. Taki wariant był niemożliwy ze względu na stanowisko Węgierskiego Sądu Najwyższego (Curii). Orzeczenie Curii z 16 czerwca 2014 r. (sygn. 2/2014) wskazuje, że osoby posiadające kredyt rozliczany we frankach lub euro, powinny ponieść część ryzyka kursowego - tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Węgierski Sąd Najwyższy zakwestionował jednak legalność spreadów stosowanych przez banki.

W związku z powyższym, konieczny był podział obciążenia kursowego między banki i dłużników. Ostatecznie węgierski rząd zdecydował się na przeliczenie 500 000 kredytów hipotecznych według aktualnych stawek rynkowych (średni kurs euro i franka z okresu 16 czerwca - 7 listopada 2014 r. albo kurs z 7 listopada 2014 r.). Przymusowego przewalutowania "hipotek" z lat 2004 - 2014 uniknęły tylko osoby, których zadłużenie nie generowało dużego ryzyka (np. ze względu na niski poziom rat). Ważnym elementem planu były rekompensaty od banków za niedozwolone praktyki (np. pobieranie spreadów i nieregulaminowe podwyżki oprocentowania). Wspomniane odszkodowania zmniejszyły zadłużenie obliczone po przewalutowaniu. Średni poziom umorzenia wynosił 20 proc. - 25 proc. (zobacz: raport Węgierskiego Banku Narodowego - Financial Stability Report May 2015). Zgodnie z generalną zasadą, węgierskie banki musiały utrzymać dotychczasową marżę po przeliczeniu kredytu na forinty i zastosować oprocentowanie zależne od wahań stopy BUBOR 3M.

Gdyby rząd chciał przenieść węgierskie rozwiązanie na krajowy grunt, to wielu "frankowców" nie byłoby zbyt zadowolonych (patrz poniższa tabela). Rozliczeniowy kurs dla kredytów wyniósłby około 3,92 zł (średnia z okresu 16 czerwiec - 28 wrzesień 2015 r.). Po uwzględnieniu redukcji długu na "węgierskim" poziomie, zobowiązanie dwóch przykładowych kredytobiorców spadłoby o jedną czwartą.

Analogiczny wynik wzrasta do 34 proc., gdy weźmiemy pod uwagę odpowiedni kurs CHF/PLN z 2014 roku, zamiast aktualnego poziomu notowań franka (patrz poniższa tabela). Nawet taka preferencyjna opcja byłaby mniej korzystna dla dłużników, niż przewalutowanie według notowań franka z dnia zawarcia umowy. Jak wiadomo, uwzględnienie początkowego kursu CHF/PLN przy rozliczeniu kredytu, jest postulatem głównej partii opozycyjnej. Po jego realizacji, przykładowi kredytobiorcy mogliby liczyć na umorzenie 40 proc. - 45 proc. zadłużenia.

Trudno porównywać kredytowe problemy Polaków i Węgrów

Oceniając rozwiązanie zastosowane na Węgrzech, trzeba wziąć pod uwagę dramatyczne okoliczności, które mu towarzyszyły - dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Przed masowym przewalutowaniem, węgierskie banki raportowały, że odsetek zagrożonych kredytów mieszkaniowych w euro i franku przekracza już 40 proc. Analogiczny wynik dla Polski wówczas wynosił około 3,10 proc. (zobacz: Raport NBP o stabilności systemu finansowego, lipiec 2015 r.). W pierwszym kwartale b.r. udział zagrożonych kredytów walutowych wzrósł do 3,30 proc. (zobacz: Informacja KNF o sytuacji banków w I kwartale 2015 r.).

Działania podjęte przez węgierski rząd nie wydają się bardzo radykalne w odniesieniu do krytycznej sytuacji kredytobiorców. Jeżeli krajowi politycy przeforsują plan przewalutowania "hipotek" po początkowym kursie franka, to za granicą skala działania będzie postrzegana jako nieproporcjonalna w stosunku do liczby zagrożonych kredytów. Ten argument mogą wykorzystać zagraniczni akcjonariusze banków w zapowiadanych pozwach przeciwko Skarbowi Państwa.

Andrzej Prajsnar

Dowiedz się więcej na temat: była

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »