W skrócie
- Czas rozpatrywania wniosków kredytowych w niektórych bankach wydłuża się do kilku tygodni, przekraczając ustawowy termin z powodu braku skutecznych sankcji.
- Banki obchodzą przepisy dotyczące terminów, a obecny zapis w ustawie nie powoduje realnych skutków za przekroczenie limitu czasu.
- Próba dochodzenia swoich praw przez klienta jest możliwa, ale wymaga wykazania szkody i jest trudna oraz często nieopłacalna.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Banki nie nadążają z rozpatrywaniem wniosków hipotecznych, a ustawowy 21 dniowy termin jest tylko na papierze. Choć przepisy miały dać pewność co do czasu oczekiwania, w praktyce brak sankcji sprawia, że klienci czekają tygodniami, a system zamiast chronić - wprowadza dodatkową niepewność.
Jak niedawno pisała Interia, w ostatnich tygodniach banki nie nadążały z rozpatrywaniem wniosków kredytowych, co w dużej mierze było efektem nie tylko składania wniosków o nowe kredyty, ale także refinansowania wcześniej zaciągniętych kredytów. W niektórych przypadkach długi czas oczekiwania na decyzję był problematyczny. Teoretycznie - zgodnie z ustawą - banki powinny zakończyć cały proces w ciągu trzech tygodni, ale w praktyce przepis jest, ale nie działa.
Jak informują pośrednicy kredytowi, dziś w niektórych bankach czas analizy sięga nawet dwóch miesięcy. Najdłużej jest tam, gdzie do końca marca była dobra oferta na refinansowanie kredytów z okresowo stałą stopą procentową. Tam wpłynęło najwięcej wniosków i zrobiły się zatory.
- Obecnie mamy świetny przykład, jak nieefektywny jest ten zapis w ustawie o kredycie hipotecznym. Nie dość, że wystarczyłoby dać zapis "w ciągu 21 dni", żeby nie była potrzebna żadna dodatkowa zgoda, to nie ma on prawie żadnego skutku praktycznego. W efekcie mamy przepis, który nie działa - mówi Interii Krzysztof Bontal, pośrednik kredytowy, prezes Proferto.
Chodzi o art. 14 ustawy o kredycie hipotecznym, który mówi, że "Kredytodawca, pośrednik kredytu hipotecznego oraz agent są obowiązani przekazać konsumentowi decyzję w sprawie udzielenia kredytu hipotecznego (decyzję kredytową) na trwałym nośniku w dwudziestym pierwszym dniu od dnia otrzymania wniosku, o którym mowa w ust. 1, w celu umożliwienia porównania warunków umów o kredyt hipoteczny oferowanych przez innych kredytodawców, chyba że konsument wyrazi zgodę na wcześniejsze przekazanie decyzji kredytowej", a jeśli byłoby to wcześniej, istnieje obowiązek poinformowania o tym klienta.
- Po pierwsze, sam zapis jest nietrafiony - zakłada, że decyzja ma być przekazana dokładnie 21. dnia, a klient bez swojej zgody nie powinien dostać jej wcześniej. Po drugie, banki częściowo obchodzą ten przepis. Ustawa mówi o czasie liczonym od złożenia wniosku, więc część instytucji zaczęła rozdzielać etapy - najpierw przyjmowane jest "zapytanie o kredyt", a nie formalny wniosek. Dopiero po wstępnej weryfikacji (albo jej części) klient składa właściwy wniosek, od którego zaczyna biec 21 dniowy termin - mówi Krzysztof Bontal.
Jak tłumaczy, w praktyce powinno to być liczone od złożenia kompletnego wniosku, więc część banków stosuje podejście, zgodnie z którym, jeśli klient jest proszony o uzupełnienie dokumentów, to termin 21 dni jest liczony od nowa - od momentu uzupełnienia wniosku.
21 dni bez sankcji. Dlaczego przepis nie działa
- Nie znam natomiast żadnych realnych konsekwencji dla banku za niewydanie decyzji w ciągu 21 dni. Trudno wskazać sankcje, które faktycznie dyscyplinowałyby instytucje do przestrzegania tego terminu. Co więcej, ścisłe trzymanie się tego przepisu mogłoby w niektórych przypadkach obrócić się przeciwko klientowi. Jeśli bank jest przeciążony i wie, że nie zdąży z analizą w ustawowym terminie, pojawia się pytanie, czy nie byłby zmuszony wydać decyzji odmownej tylko po to, żeby dotrzymać terminu.
Z informacji uzyskanych od Rzecznika Finansowego wynika, że na razie nie wpływają skargi dotyczące wydłużonego czasu rozpatrywania wniosków o kredyt hipoteczny, ale jeśli termin został przekroczony, można składać reklamację.
- Przepisy ustawy o kredycie hipotecznym przewidują, że bank powinien przekazać klientowi decyzję kredytową w 21. dniu (lub - w przypadku udzielenia zgody na wcześniejsze jej wydanie przez konsumenta - w terminie do 21. dnia) od złożenia kompletnego wniosku. Celem tego rozwiązania jest ograniczenie niepewności po stronie konsumenta i umożliwienie mu sprawnego porównania ofert różnych kredytodawców. Jednocześnie przekroczenie tego terminu nie powoduje automatycznie żadnych skutków prawnych - mówi Interii radca prawny Katarzyna Kaczorowska, ekspertka w Biurze Rzecznika Finansowego.
Oznacza to, że brak decyzji w ciągu 21 dni nie oznacza ani przyznania, ani odmowy kredytu. W takiej sytuacji klient może zwrócić się do banku o wyjaśnienia lub złożyć reklamację. W ocenie Rzecznika Finansowego 21 dniowy termin wyznacza standard, którego banki powinny przestrzegać. Kredytodawcy powinni organizować swoje procesy w sposób zapewniający terminowe rozpatrywanie wniosków - przyznaje.
Trefny przepis z ustawy o kredycie hipotecznym nie dość, że nie chroni kredytobiorcy, to może być nawet podwójnie niekorzystny, bo teoretycznie daje gwarancję czasu, a ta jest istotna ze względu na zapisy w umowach ze sprzedającym mieszkanie.
Pytany przez Interię prawnik zwraca jednak uwagę, że nie do końca przepis jest martwy i kredytobiorca może dochodzić swoich praw, choć w praktyce jest to trudne i nie musi być opłacalne.
Banki wydłużają procedury i "resetują" termin
- Art. 14 ustawy o kredycie hipotecznym nakłada na bank obowiązek przekazania konsumentowi decyzji kredytowej w terminie 21 dni od otrzymania kompletnego wniosku. Przepis nie przewiduje jednak wprost żadnej sankcji za jego przekroczenie - i to jest źródłem dość powszechnego przekonania, że jest on w praktyce martwy. To przekonanie jest tylko częściowo trafne. Brak sankcji wpisanej w samą ustawę o kredycie hipotecznym nie oznacza, że uchybienie terminowi jest prawnie obojętne. Naruszenie ustawowego obowiązku może rodzić odpowiedzialność odszkodowawczą banku na zasadach ogólnych (art. 415 k.c.), a przewlekłe rozpoznawanie wniosków można też rozpatrywać w kategoriach nieuczciwej praktyki rynkowej. Sankcja więc istnieje - tyle że nie znajduje się w art. 14. - mówi Interii Damian Nartowski, radca prawny, partner w WN Legal Wątrobiński Nartowski.
Zastrzega jednocześnie, że problem ma charakter praktyczny i tłumaczy, że do tego, aby skutecznie dochodzić odszkodowania, osoba starająca się o finansowanie musiałaby wykazać nie tylko opóźnienie, lecz także konkretną szkodę i jej wysokość - a to przy decyzji kredytowej może być trudne i w realiach dochodzenia roszczeń w trybie sądowym nieefektywne. Dodatkowo art. 14 ust. 4 stanowi, że dopiero decyzja kredytowa jest ofertą w rozumieniu Kodeksu cywilnego. Trudno zatem konstruować roszczenie o "wydanie" decyzji o określonej treści, skoro to bank decyduje, czy i na jakich warunkach kredytu udzieli. W efekcie czas i ryzyko procesowe sprawiają, że klientom najczęściej po prostu nie opłaca się korzystać z tego przepisu.
- Moim zdaniem w obecnym kształcie przepis nie realizuje celu, któremu miałby służyć. Jeśli ma realnie dyscyplinować banki, wymagałby przebudowy - np. wprowadzenia działającej od razu sankcji w postaci fikcji prawnej (określony skutek z mocy prawa w razie braku decyzji w terminie) czy zryczałtowanego odszkodowania. Każde takie rozwiązanie trzeba jednak skonstruować bardzo ostrożnie - podsumowuje Damian Nartowski.
Monika Krześniak-Sajewicz













