Z marcowych danych BIG InfoMonitor wynika, że polska branża gastronomiczna jest zadłużona po uszy. Łączna kwota należności przekroczyła 1,02 mld zł, a z trudnościami finansowymi mierzy się 10 tys. podmiotów - wskazywali autorzy raportu.
Gastronomia tonie w długach. Klienci żalą się na "paragony grozy", a właściciele na koszty
Zadłużeniom towarzyszy fala upadków. Na OLX i facebookowych grupach codziennie pojawiają się ogłoszenia dotyczące odstąpienia lokalu gastronomicznego. Właściciele często przekonują w swoich ogłoszeniach, że biznes jest dochodowy i przynosi zysk. W takie zapewnienia mało kto wierzy - dobrych interesów nikt się nie pozbywa.
Zdaniem wielu internatów, lokale miałby klientów, gdyby ceny dań były niższe. Restauratorzy twierdzą z kolei, że stawki na paragonach nie wynikają z ich pazerności i wysokich marż, a kosztów.
Przybywa lokali z opłatą serwisową. Część dolicza ją bez informowania klienta
Branża gastronomiczna podpadła Polakom nie tylko z powodu cen. Konsumenci skarżą się, że coraz więcej lokali dolicza do rachunku opłatę serwisową, a wiele z nich nie informuje o tym klienta przed złożeniem zamówienia. Na stronie Miejscownik można sprawdzić, które restauracje stosują tego typu praktyki, a także dokonać własnego zgłoszenia.
Baza serwisu liczy 285 restauracji doliczających obowiązkowy napiwek. W 33 lokalach klient dowiaduje się o opłacie dopiero po otrzymaniu rachunku - podano w raporcie. Autorzy opracowania przypominają, że to złamanie prawa - klient musi wiedzieć przed złożeniem zamówienia, że restauracja pobiera dodatkową opłatę oraz znać jej wysokość. Taką informację można zamieścić w karcie dań.
239 lokali podaje konkretną stawkę serwisu - najczęściej 10 proc. W pozostałych miejscach opłata wynosi od 5 do 25 proc. lub restauracja jej nie podaje - wskazano w raporcie.
Wiele osób sądzi, że serwis jest doliczany wyłącznie w przypadku obsługi grup. Dane Miejscownika temu przeczą - w 52 lokalach pobiera się go także od tych jedzących solo.
Policzyli śpiące niemowlę, żeby skasować klientów za serwis
Użytkownicy serwisu skarżą się nie tylko na sam fakt naliczenia serwisu. W niektórych lokalach stosuje się dziwne "zasady", które mają spowodować, że klient będzie musiał go zapłacić, chociaż nie powinien.
W jednej z warszawskich restauracji, która pobiera serwis wyłącznie od grup, doliczono śpiące w wózku niemowlę, a w innej dwulatkę. W jeszcze innym lokalu opłatę pobrano, bo klientów obsługiwano w języku angielskim - podaje Wyborcza.biz.
Restaurator uderza w branżę: "Ten, kto je pobiera, jest złodziejem"
"Cena towaru to cena towaru, podana w karcie w sposób jednoznaczny: wszelkie gwiazdki, serwisy, opłaty, dopłaty, to jest zwykłe złodziejstwo i trzeba to nazwać wprost. Ten, kto je pobiera, jest złodziejem" - komentuje ostro w rozmowie Wyborcza.biz Kamil Sakałus, dyrektor zarządzający grupy Schronisko Bukowina, prowadzącej m.in. restaurację w Bukowinie Tatrzańskiej.
Sakałus jest zagorzałym przeciwnikiem doliczania opłat serwisowych. Uważa, że restauracje powinny wliczyć ją w ceny dań, a napiwki należą się za dobrą obsługę.










