Mediana zarobków w gospodarce narodowej według GUS za 2025 rok wyniosła 7907 zł brutto. "Na rękę" to około 5720 zł. Tymczasem jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biuro Informacji Gospodarczej (KRD BIG) mediana zadłużenia w Polsce wynosi 4931 zł. Tym samym obecnie mediana zadłużenia wynosi ok. 86 procent miesięcznej pensji.
"Mimo że mediana zadłużenia spadła rok do roku o blisko 200 złotych, to kwota 4931 złotych wciąż stanowi poważne obciążenie, bo wynosi około 86 procent pensji. Jeśli zderzymy to z kosztami życia - a przypomnijmy, że w 2025 roku przeciętne wydatki na osobę przekroczyły 2000 zł miesięcznie, to wyłania się z tego mało optymistyczny obraz. Dla wielu konsumentów spłata zadłużenia, przy jednoczesnym regulowaniu rachunków, oznacza w najlepszym razie życie "od pierwszego do pierwszego", bez możliwości jakiegokolwiek oszczędzania. W mniej optymistycznym wariancie rosnące zadłużenie" - mówi Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Prezes zarządu Kaczmarski Group i przewodniczący rady nadzorczej Krajowego Rejestru Długów Martin Kaczmarski w rozmowie z Interią Biznes, wyjaśnia, że "wszystkie zobowiązania znajdujące się w KRD są już zobowiązaniami przeterminowanymi, czyli termin ich płatności został przekroczony". Dane o zadłużeniu nie dotyczą np. kredytu hipotecznego, który jest regularnie spłacany, a długów, które nie są spłacane terminowo (np. niezapłaconych rachunków, niespłacanego kredytu, faktury etc.). Warto podkreślić, że krótkie opóźnienia w przelewie nie oznaczają od razu wpisu do KRD.
- W Polsce dyscyplina płatności jest "rozmyta", przelewy 2-3 dni po terminie, plus czas ich procesowania sprawiają, że mimo nawet 7-10 dni opóźnienia, takie sytuacje rozpatruje się jako płatność terminową - wskazuje Martin Kaczmarski.
Obecnie 1,9 mln Polaków ma przeterminowane zobowiązania na łączną kwotę 40,5 mld zł.
Największy problem z długami względem zarobków wśród osób w średnim wieku
Jeśli weźmiemy pod uwagę relacje zadłużenia do wynagrodzenia w grupach wiekowych, można zauważyć, że w najgorszej sytuacji są osoby w wieku 55-64 lata. Ich mediana zarobków wynosi 5840 zł; a mediana zadłużenia 6690 zł, czyli stanowi 115 proc. ich miesięcznego zadłużenia. W równie trudnej sytuacji jest grupa wiekowa 45-54 lata, w której stosunek długu do pensji wynosi 114 proc. (6843 zł mediany zadłużenia, przy 5992 zł netto zarobków).
Jak czytamy w raporcie KRD, osoby z grupy wiekowej 45-54 lata, żeby spłacić cały dług, musiałyby pracować przez 1 miesiąc i 4 dni, przy założeniu, że całe miesięczne wynagrodzenie przeznaczą na uregulowanie zobowiązań. Oczywiście to wyliczenia czysto hipotetyczne, ze względu na koszty życia nie jest to możliwe, aby całe wynagrodzenie pokrywało spłatę długów. Martin Kaczmarski wskazuje również, że firmy i konsumenci priorytetyzują płatności, tj. najpierw wybierają najistotniejsze opłaty, jak prąd, czy gaz, a potem spłacają pożyczki.
"Osoby w średnim wieku, choć zgodnie z wyliczeniami GUS zarabiają najwięcej, odpowiadają też za najwyższe długi. Spłacają kredyty hipoteczne, utrzymują dzieci i łożą na ich edukację czy zdrowie, a także ponoszą koszty opieki nad starzejącymi się rodzicami. W grupach 45+ i 55+ widzimy zobowiązania, które narastały miesiącami, a czasem latami" - komentuje Jakub Kostecki, wiceprezes zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Co ciekawe, najniższe zadłużenie względem pensji jest w grupie wiekowej poniżej 24 lat, bo wynosi 37 proc. (przy medianie zadłużenia 1783 zł i medianie wynagrodzenia 4773 zł). Jak ocenia Kaczmarski wynika to w głównej mierze z tego, że te osoby mają niską zdolność kredytową.

Relacja zadłużenia do płacy w poszczególnych regionach kraju
Relacja zadłużenia względem zarobków różni się także ze względu na miejsce zamieszkania. Najwyższy stosunek zadłużenia do płacy mieli mieszkańcy województwa świętokrzyskiego, bo aż 110 proc., zaraz za nimi byli mieszkańcy woj. podkarpackiego (109 proc.), oraz lubuskiego i lubelskiego (108 proc.). Problem potęguje fakt, że w tych województwach są jedne z niższych wynagrodzeń w kraju, jak wskazuje KRD, "wysokie zadłużenie przy niskich dochodach netto to najbardziej ryzykowna kombinacja z perspektywy bezpieczeństwa finansowego".

Różnica jest widoczna również na poziomie powiatów. W powiecie tomaszowskim (woj. łódzkie) zadłużenie stanowi 142 proc. mediany wynagrodzenia netto (7308 zł zadłużenia i 5137 zł netto), a w lubańskim (woj. dolnośląskie) sięga 141 proc. (7409 zł zadłużenia przy 5262 zł zarobków netto). Jak czytamy, w takich regionach większa część dochodów przeznaczana jest na spłatę długów, co ogranicza konsumpcję i inwestycje gospodarstw domowych. To może przekładać się na wolniejsze tempo rozwoju lokalnej gospodarki.
"Dłużnicy pochodzący z tych regionów są w skrajnie niekorzystnym położeniu, ich pensje nie starczają na pokrycie zobowiązań, nie wspominając o miesięcznych kosztach utrzymania. Często warunki zatrudnienia są tam gorsze niż w większych ośrodkach zlokalizowanych niedaleko. Przykładowo, w powiecie tomaszowskim w listopadzie 2025 r. stopa bezrobocia wynosiła 8,5 proc., podczas gdy w położonej o około 70 km dalej Łodzi 6,2 proc. Te powiaty to także miejsca, w których struktura zatrudnienia opiera się głównie na mniejszych firmach, często rodzinnych, co przekłada się także na poziom zarobków" - komentuje Adam Łącki.
Mieszkańcy mniejszych miast mają większy problem z zadłużeniem
Również w niektórych miastach na prawach powiatu wysokie zadłużenie idzie w parze z niskimi dochodami netto. Największe problemy odnotowano w Wałbrzychu (woj. dolnośląskie), w którym mediana zadłużenia wyniosła 8059 zł; przy 5552 zł netto mediany dochodów, oraz w Świętochłowicach z medianą zadłużenia 8168 zł i zarobkach 5635 zł. W obu miastach stosunek długu do zarobków netto wynosił 145 procent.
- W mniejszych miejscowościach długów jest więcej, ponieważ zarobki są tam niższe i trudniej o alternatywną pracę w razie jej utraty. W dużych miastach ofert pracy jest więcej, w małych - szczególnie tych odpowiadających kompetencjom - jest ich mało, stąd te różnice - mówi Interii Martin Kaczmarski.
Jak wskazuje KRD, w takich miejscach częściej występują problemy z terminową obsługą długów oraz większa podatność na pogorszenie sytuacji ekonomicznej w przypadku utraty pracy czy wzrostu kosztów życia.
Czym grozi wysokie zadłużenie względem zarobków?
Martin Kaczmarski wskazuje, że z ekonomicznego punktu widzenia relacja zadłużenia do dochodów to jeden z podstawowych wskaźników ryzyka.
- Im większa część dochodów musi zostać przeznaczona na obsługę istniejących zobowiązań, tym mniejszy margines bezpieczeństwa pozostaje gospodarstwu domowemu na pokrycie bieżących wydatków czy nieprzewidzianych zdarzeń. To zwiększa podatność na kolejne opóźnienia płatnicze, zwłaszcza w przypadku utraty pracy, choroby lub wzrostu kosztów życia - mówi Martin Kaczmarski.
Nasz rozmówca zapytany o to, czy istnieje punkt krytyczny, w którym sytuacja stanie się groźna dla całego systemu, odpowiada, że trudno znaleźć granicę punktu krytycznego. Jednak, jeśli trend rosnącego zadłużenia wobec dochodów utrzymywałby się dłużej, to "coraz większa grupa konsumentów mogłaby mieć trudności z terminowym regulowaniem zobowiązań".
- Przyrosty są spore, zbliżamy się do punktu, gdzie zobowiązania stanowiące 200 proc. zarobków zaczynają być niebezpieczne. Jednak istniejące regulacje prawne czy polityki oceny ryzyka banków i firm pożyczkowych sprawiają, że sytuacja jest pod kontrolą. W interesie pożyczkodawców nie jest nadmierne zadłużanie ludzi, lecz pożyczanie pieniędzy, które zostaną im zwrócone wraz z odsetkami - więc same instytucje finansowe będą ograniczać finansowanie przy wzroście ryzyka - powiedział prezes zarządu Kaczmarski Group.
Nasz rozmówca zapytany o ryzyko wzrostu liczby upadłości konsumenckich dodaje, że wysoka relacja długu do zarobków, może zwiększać ryzyko, ale nie jest ich bezpośrednim powodem. Jak podkreśla, obserwacja zależności między dochodami, a zadłużeniem może być jednym z wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych pogarszającej się kondycji finansowej gospodarstw domowych, ale nie przesądza o wzroście liczby upadłości.
- Decyzja o ogłoszeniu upadłości zależy od wielu okoliczności: trwałej niewypłacalności, struktury zobowiązań, sytuacji rodzinnej, zdrowotnej czy zawodowej. Relacja zadłużenia do dochodów jest jednak ważnym sygnałem ostrzegawczym. Jeżeli dochody przez dłuższy czas nie pozwalają na regulowanie zobowiązań i jednoczesne pokrywanie podstawowych kosztów utrzymania, ryzyko niewypłacalności rośnie - mówi Kaczmarski.
Prezes Kaczmarski Group dodaje również, że upadłość konsumencka jest rozwiązaniem skrajnym, ale nie "twardym resetem", bo niesie za sobą konsekwencje i nie oznacza, że po zakończeniu procedury będziemy mieli "czyste konto" kredytowe.
Co robić, jeśli nasze zadłużenie przekracza miesięczne zarobki?
Martin Kaczmarski wskazuje, że fakt wartości zadłużenia przekraczającego wysokość miesięcznego wynagrodzenia nie oznacza od razu braku możliwości spłaty. Jak podkreśla, większość zobowiązań jest regulowana w ratach lub w dłuższym okresie, a nie jednorazowo.
- Problem pojawia się wtedy, gdy po opłaceniu podstawowych kosztów życia nie pozostają środki na regularną obsługę zadłużenia. W takiej sytuacji mogą narastać odsetki, koszty windykacyjne, a część osób próbuje "ratować się" zaciąganiem kolejnych zobowiązań. To właśnie mechanizm prowadzący do spirali zadłużenia - mówi Kaczmarski.
Jak dodaje prezes Kaczmarski Group, im wcześniej dłużnik podejmie się rozmowy z wierzycielem, czy spróbuje rozłożyć zobowiązanie na raty lub skorzysta z profesjonalnego wsparcia, tym większa szansa, że uniknie pogłębienia problemów finansowych. Nasz rozmówca podkreślił jednak, że wiele zależy od polityki wierzyciela, a firmy windykacyjne odkupujące portfele długów funkcjonują dzięki ugodom z dłużnikami.
- Najgorszym rozwiązaniem jest ucieczka. Ucieczka nie rozwiązuje problemu, a jedynie go odracza, generując dodatkowe odsetki i koszty. Trzeba jak najszybciej skontaktować się z firmą i szukać rozwiązania. Po drugiej stronie też siedzą ludzie, którym zależy na spłacie zobowiązania przez dłużnika i odzyskaniu pieniędzy - mówi Kaczmarski.












