Leżąca na Morzu Jońskim Makri ma powierzchnię około 0,98 km² (około 243 akrów). Na jednej części wyspy występują spore zbocza, a druga ma łagodniejszą rzeźbę terenu. Całość porasta gęsty las.
Wyspę Makri próbowano sprzedać za 8 mln euro
Makri należy do mieszkańca Chios, który od 2022 roku próbuje ją sprzedać z powodu problemów finansowych. Początkowo znajdowała się w katalogu biura nieruchomości Private Islands Inc - opisuje grecka "Proto Thema". Jej cena była utrzymywana w ogromnej tajemnicy.
Pośrednik zachwalał Makri jako idealne miejsce na inwestycję. "W ramach pełnego rozwoju mógłby powstać hotel z pięciogwiazdkowymi apartamentami i luksusowymi prywatnymi willami" - przytacza opis grecka gazeta.
Równocześnie do sprzedaży tradycyjnej, zorganizowano także aukcję, na której cena wywoławcza za wyspę wynosiła 3,8 mln euro. Potem została obniżona do 296 tys. euro., a następnie podniesiona do 1,5 mln euro. Kupców nie udało się jednak znaleźć. Rok później Makri ponownie pojawiła się na rynku z ceną 8 mln euro, ale i tym razem nie udało jej się sprzedać. W międzyczasie biuro nieruchomości wycofało się z reprezentowania właściciela.
Grecka wyspa wraca na aukcję. Cena jak za mieszkanie w Warszawie
W listopadzie 2026 roku Makri znów zostanie wystawiona na aukcję z ceną wywoławczą 247 tys. euro, czyli za nieco ponad 1 mln zł. Za taką stawkę można kupić mieszkanie w dobrej lokalizacji w Warszawie. Dlaczego więc nikt nie chce prywatnej wyspy w Grecji?
Jak wyjaśnia "Proto Thema", Makri ma jeden poważny mankament - znajduje się na obszarze Natura 2000. Zgodnie z przepisami można na niej prowadzić jedynie działalność rolniczą, ale wyłącznie na istniejących już uprawach i wypas zwierząt.
Przepisy zezwalają na infrastrukturę rekreacyjną, ale tylko "w minimalnym zakresie". Budowa hoteli czy apartamentowców jest zabroniona. Wiele wskazuje więc na to, że listopadowa aukcja ponownie skończy się porażką i pechowa wyspa nie znajdzie nowego właściciela.










