Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: Słuchałam pana wystąpienia o tym, jak ludzie dają się złapać cyberprzestępcom, w debacie przy okazji startu kampanii edukacyjnej PKO BP, która ma pomóc ustrzec się przed takimi sytuacjami. Ryzyko jest w technologii czy jednak socjotechnice? Często dziwimy się, jak dorosła, wykształcona osoba może uwierzyć np. w wiadomość od "Brada Pitta" czy "księcia z Dubaju". Jakie mechanizmy za tym stoją?
Maksymilian Bielecki, psycholog, neurokognitywista, Uniwersytet SWPS: - Podatność na oszustwa jest badana od lat. Wiemy, że w pewnych warunkach można oszukać właściwie każdego. Nie jesteśmy odporni na wpływ społeczny czy komunikację - także tę nieuczciwą. Nie sądzę natomiast, by sama technologia w prosty sposób zmieniała te mechanizmy. To, jak działa, zależy od kontekstu i sposobu użycia.
- Tych mechanizmów jest wiele. Często pojawiają się w sytuacjach, gdy jesteśmy odizolowani od innych źródeł informacji i poddani wpływowi określonej narracji. Tak działa choćby sprzedaż bezpośrednia - ktoś wychodzi ze spotkania z drogim produktem, którego nie potrzebuje, i później sam nie rozumie, jak do tego doszło. Przez dłuższy czas podlegał różnym technikom wpływu społecznego i był odcięty od innych źródeł informacji. Dziś podobne sytuacje przenoszą się do świata cyfrowego - jesteśmy my, ekran i ewentualnie konsultant, który do nas dzwoni.
- W tej chwili oszustwa są też coraz bardziej spersonalizowane. To nie są już proste, łatwe do rozpoznania komunikaty - przekaz jest dopasowany do konkretnej osoby i jej zainteresowań.
- Zmieniły się też nasze oczekiwania wobec świata. Przyzwyczailiśmy się do natychmiastowości usług. Nie chcemy długo wypełniać formularzy czy się logować. Ta łatwość ma jednak swoją cenę - szczególnie przy decyzjach finansowych.
- Odpowiedzialność rozkłada się więc na wielu graczy: platformy powinny ograniczać określone typy reklam, banki nie powinny nadmiernie upraszczać kluczowych operacji, a my sami musimy zachować ostrożność. Przestępcy zawsze znajdą najsłabsze ogniwo.
Powiedział pan, że inteligencja jest słabym predyktorem tego, czy ktoś da się oszukać.
- Tak, bo mamy silną tendencję do myślenia o sobie dobrze i do przekonania, że takie rzeczy nas nie dotyczą. To właśnie powoduje, że tracimy czujność. Jeśli do tego dochodzi presja czasu, poczucie wyjątkowej okazji i inne mechanizmy wpływu społecznego, to w pewnym momencie odbiorca jest właściwie "ugotowany".
Mamy dziś natłok informacji - o różnej wiarygodności. Czy smartfony i AI zmieniają nie tylko nasze działanie, ale nasz sposób myślenia? Nawet papież Leon XIV poświęcił ostatnią encyklikę wpływowi technologii i AI na człowieka. Czy jesteśmy w jakimś punkcie zwrotnym?
- Nie powiedziałbym, że to jakiś przełomowy moment. To kolejna zmiana technologiczna, a było ich wiele. Każda następna wywołuje przekonanie, że "wszystko się zmieniło". Zmienia się środowisko, w którym funkcjonujemy, ale natura ludzka bywa zaskakująco trwała. Podobne obawy towarzyszyły wcześniej innym technologiom - książkom, telewizji, grom wideo.
Zajmuje się pan badaniem wpływu technologii na człowieka. Mówi się, że jesteśmy przebodźcowani, uzależnieni od zaglądania do aplikacji w smartfonach, klikania, mechanizmu wydzielania dopaminy. Wiele osób przyznaje, że musi mieć przy sobie telefon, który daje kontakt ze światem zewnętrznym. To nie ma na nas szerszego wpływu?
- Przyglądamy się tym zjawiskom w Obserwatorium Praktyk Medialnych Uniwersytetu SWPS. Patrzymy na to, co ludzie robią z technologią i co technologia robi z ludźmi. Smartfon pełni dziś wiele funkcji: jest narzędziem pracy, komunikacji, źródłem informacji czy nawet portfelem. W dużej mierze jest to więc funkcjonalna obecność technologii w naszym życiu. Nie demonizowałbym jej. To, jak na nas wpływa, zależy od sposobu i kontekstu korzystania, a tych sposobów jest wiele.
- Wydaliśmy niedawno raport "10 rozmów o cyfrowym dorastaniu[MB1.1]", który w wielu miejscach pokazuje coś innego niż dominujące narracje medialne. Każde pokolenie uważa swoje czasy za wyjątkowo szybkie i niebezpieczne. Tak jest od dawna. Mówiąc o technologii - na przykład smartfonach - często wrzucamy wszystko do jednego worka, a tymczasem robimy z nią bardzo różne rzeczy - pracujemy, uczymy się, utrzymujemy relacje, robimy zakupy.
Jakie są więc największe mity dotyczące wpływu nowych technologii na nasz sposób funkcjonowania?
- Po pierwsze - że działają na wszystkich tak samo. Tymczasem pełnią bardzo różne funkcje w życiu różnych ludzi. Po drugie - że kluczowy jest "czas ekranowy". Sam czas niewiele mówi - ważniejsze jest to, co robimy na ekranie i czy nam to służy.
Po trzecie - przekonanie o "uzależnieniu od telefonu". Nie uzależniamy się od telefonu jako takiego, tylko od konkretnych - i to nielicznych - aktywności, które na nim wykonujemy. Technologia to złożone zjawisko, więc warto uważać na bardzo proste odpowiedzi.
Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz












