Odzyskanie pieniędzy zainwestowanych na giełdzie Zondacrypto jest zależne od tego, czy środki te istnieją i można je zlokalizować oraz od struktury spółek powiązanych z Zondacrypto, które są zarejestrowane w różnych krajach - przekazał PAP Tomasz Siemiątkowski, adwokat i prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz kierownik Katedry Prawa Gospodarczego.
Klienci Zondacrypto w kropce. "Dochodzenie roszczeń może być kosztowne"
- Pozytywne ustalenia w tym zakresie otworzą dopiero drogę do dochodzenia roszczeń cywilnoprawnych, a na końcu będzie kwestia ewentualnej egzekucji - podkreślił ekspert. Zaznaczył, że dochodzenie roszczeń może być dla klientów Zondacrypto kosztowne, a "przecież już ponieśli oni straty finansowe"
- Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak zakończył się krach giełdy kryptowalut Bitcurex w 2016 r., gdzie szkody wyniosły 3 mln zł i giełdy Bitmarket w 2019 r. (100 mln zł szkód), to jestem bardzo sceptyczny co do powodzenia dochodzenia roszczeń klientów Zondacrypto. Niestety, jeśli brak jest pokrycia aktywów i okaże się, że była to inwestycja oparta na kontrakcie, którego druga strona nie zrealizowała, to być może inwestycję tę trzeba będzie spisać na straty. Rzecz jasna, nie wykluczam tego, że wierzyciele zostaną zaspokojeni, ale oszacowanie prawdopodobieństwa tego zaspokojenia wymaga wielu ustaleń i analiz - ocenia prof. Siemiątkowski.
Klienci Zondacrypto mogą złożyć zawiadomienie do prokuratury i UOKiK
W poniedziałek, 20 kwietnia, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Katowicach Michał Binkiewicz zaapelował do osób pokrzywdzonych w sprawie Zondacrypto, aby składały zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w prokuraturze lub na policji, w najbliższym miejscu swojego zamieszkania.
- Organy te będą badać, czy są przesłanki przestępstwa oszustwa, przywłaszczenia lub prania pieniędzy. Policja i prokuratura mają też szanse na uzyskanie dostępu do danych i informacji o przepływach pieniężnych i o osobach odpowiedzialnych za niewykonanie zobowiązań - wyjaśnia prof. Siemiątkowski.
Dodaje, że prokurator może w sprawie Zondacrypto zająć środki pieniężne czy przedmioty w Polsce, niezależnie do którego podmiotu należą. - Zajęte środki czy przedmioty mogą, choć nie muszą, stanowić punkt wyjścia dla zaspokojenia wierzycieli - tłumaczy.
Sprawie przygląda się także UOKiK.
- 31 stycznia 2025 r. Prezes Urzędu wszczął postępowanie wyjaśniające wobec operatora serwisu zondacrypto.com - BB Trade Estonia OÜ. Analizujemy zasady zawierania, wykonywania i rozwiązywania umów pod kątem ewentualnych naruszeń oraz klauzul niedozwolonych - przekazał na początku tygodnia Interii Biznes dział prasowy, dodając, że do tej pory Urząd otrzymał ponad 200 sygnałów związanych z Zondacrypto.
- UOKiK zbada, czy praktyki Zondacrypto naruszyły zbiorowy interes konsumentów. Jeśli uzna, że tak się stało, prezes Urzędu może nałożyć na giełdę karę, ale taka decyzja nie gwarantuje zwrotu pieniędzy - zauważa prof. Siemiątkowski.
Podkreśla także, że w Polsce Generalny Inspektor Informacji Finansowej (GIIF) ma możliwość blokowania pieniędzy pochodzących z przestępstwa, jeżeli są ku temu podstawy. Jednak GIIF, który sprawuje nadzór nad rynkiem finansowym w ramach procedur AML (z ang. Anti-Money Laundering, zapobieganie praniu pieniędzy), nie odpowiada za cywilny zwrot środków osobom poszkodowanym.
Członkowie rady nadzorczej w Estonii rezygnują. "To bardzo niepokojący sygnał"
W niedzielę, 19 kwietnia, troje członków rady nadzorczej estońskiej spółki BB Trade Estonia OU prowadzącej giełdę Zondacrypto złożyło rezygnacje ze stanowisk. Zdaniem prof. Siemiątkowskiego "to bardzo niepokojący sygnał, który powinny natychmiast uwzględnić prokuratura, GIIF i KNF".
Według eksperta rezygnacja ta oznacza aktualny brak nadzoru nad spółką, sugeruje nieporozumienia wewnętrzne i wskazuje na to, że mogło dojść do naruszenia obowiązków nadzorczych, w szczególności starannego nadzoru.
- Gdyby naruszenia się potwierdziły, wierzyciele będą mogli poszukiwać zaspokojenia od byłych członków rady nadzorczej, z tytułu ich błędów w nadzorze. Jednak patrząc realistycznie, odzyskanie w ten sposób środków, to mrzonka - ocenia.
W czwartek byli członkowie rady nadzorczej BB Trade poinformowali, że złożyli do estońskiej prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa oraz powiadomili estoński wywiad finansowy.
Wdrożenie rozporządzenie MiCA "bezwzględnie konieczne"
Profesor podkreśla, że wdrożenie rozporządzenie MiCA ws. rynku kryptoaktywów "to zabezpieczenie uczestników rynku na przyszłość, a nie zabezpieczenie sytuacji zastanych lub byłych". Zauważa także, że rozporządzenie to wprowadza obowiązek uregulowania giełd kryptoaktywów, ich licencjonowania oraz nadzorowania. Regulacja wymaga również oddzielenia środków inwestorów od środków giełdy; a także przejrzystości klientów, czyli wyłączenia ich anonimowości oraz wykluczenia transakcji anonimowych.
- Jednak, jeżeli okaże się, że giełda nie ma środków, to samo podleganie MiCA nie zmieniłoby sytuacji. Rozporządzenie to bowiem nie daje 100 proc. gwarancji ochrony w przypadku przechowywania kryptowalut na serwerach giełdy - ocenia ekspert. Dodaje przy tym, że klienci, zamiast przechowywać środki na giełdzie, mogą je umieścić na elektronicznych nośnikach, "co jest bezpieczniejsze, ale niestety mniej praktyczne".
- Tak to jest, że łatwe rozwiązania są bardziej ryzykowne - podsumowuje prof. Siemiątkowski. Jego zdaniem, wdrożenie MiCA poprzez ustawę o rynku kryptoaktywów jest "bezwzględnie konieczne".















