Reklama

KNF traci cierpliwość do SKOK-ów

Andrzej Jakubiak: - Osoby z kierownictwa spółdzielczych kas muszą zdawać sobie sprawę, że ważą się losy systemu, a jego przyszłość zależy od ich decyzji. Postępowanie Kasy Krajowej budzi irytację wśród członków Komisji.

Według szacunków KNF, SKOK-om brakowało w końcu ub.r. 1,4 mld zł kapitału. Jednym ze sposobów na poprawienie sytuacji miało być wykorzystanie zasobów Kasy Krajowej. Czy do końca maja uruchomiono środki z funduszu stabilizacyjnego SKOK-ów, tak jak chciał nadzór?

- Jak to zwykle w przypadku Kasy Krajowej SKOK - mamy zabawę w kotka i myszkę. Szef Kasy Krajowej publiczne mówił, że nie da się uruchomić tych środków, bo my nie zatwierdziliśmy na czas wzoru umowy pożyczki z funduszu. To nieprawda. Pierwotny projekt umowy nie był uzgodniony ze SKOK-ami przez Kasę Krajową, musieliśmy ten proces przeprowadzić sami. Poza tym, jak ktoś, kto zna sytuację finansową SKOK-ów - a Kasa Krajowa powinna ją znać, bo przecież zajmowała się nadzorem nad nimi 20 lat - może mówić, że dopiero musi się zapoznać z zatwierdzonymi sprawozdaniami finansowymi kas?

Reklama

Ale czy jakieś pieniądze trafiły do SKOK-ów? Kilka tygodni temu podawaliście informacje, że w funduszu stabilizacyjnym jest 170 mln zł, kolejne 90 mln zł miało trafić do niego w formie pożyczki z TUW SKOK...

- Jeśli chodzi o tę drugą kwestię, to 45 mln zł zostało w Kasie Krajowej jako - jak to jest określane - zabezpieczenie całej operacji. Duża część pozostałej kwoty trafiła do największej kasy, która - jak podkreśla Kasa Krajowa - jest rzekomo w dobrej kondycji finansowej i jest podobno gotowa przejmować słabe SKOK-i. Te pieniądze miały być przeznaczone na restrukturyzację kas w trudnej sytuacji, więc albo trafiły do niewłaściwej kasy, albo ona nie jest wcale w tak dobrej sytuacji.

SKOK Stefczyka, bo o niego chodzi, miałby przejmować za te pieniądze słabsze kasy?

- Fundusz stabilizacyjny ma służyć wspomaganiu sanacji dokonywanej przez kasy samodzielnie. Na przejęcia są pieniądze z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Poza tym największa kasa sama realizuje program naprawczy, więc nie powinna przejmować innych. Z dwóch minusów nie będzie plusa - dwie słabe kasy nie stworzą jednej dobrej. W przeszłości tego próbowano i teraz wśród kas z zarządem komisarycznym mamy taką, gdzie problemy bardzo się pogłębiły po przejęciu innej słabej kasy.

Mówiliście o możliwości ściągnięcia przez Kasę Krajową dywidendy ze SKOK Holding, która też miałaby pójść na powiększenie zasobów funduszu stabilizacyjnego.

- Nie otrzymaliśmy w tej kwestii odpowiedzi, co samo w sobie jest bardzo charakterystyczne dla sposobu postępowania Kasy Krajowej wobec KNF. Mogę powiedzieć, że on budzi powszechną irytację wśród członków Komisji. Podkreślam, że w prowadzonych przez nas postępowaniach dotyczących Kasy Krajowej brane są pod uwagę wszystkie działania jej władz.

O jakie postępowania chodzi? Wiadomo, że prowadzone jest jedno: w sprawie zatwierdzenia Rafała Matusiaka na stanowisku prezesa Kasy Krajowej.

- O to, ale też o inne.

W sprawie programu naprawczego?

- Przekazaliśmy Kasie Krajowej pismo w sprawie konieczności przygotowania takiego programu.

Kiedy? Na jakiej podstawie?

- To był marzec tego roku. Był taki miesiąc, w którym Kasa Krajowa wykazała stratę, choć później informowała, że straty nie było. Proszę jednak pamiętać, że przesłanką do programu naprawczego jest nie tylko wystąpienie straty, lecz także ryzyko jej wystąpienia.

Jak wygląda zaangażowanie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w sanację SKOK-ów?

- Fundusz ma jedyny zatwierdzony przez Komisję Europejską program pomocy publicznej w sprawie przejęć SKOK. Inne działania prowadzi na warunkach rynkowych. To kolejny argument, że wsparcie dla SKOK-ów powinno pochodzić w pierwszym rzędzie od Kasy Krajowej. Jeśli go nie ma, to wymusza na nas określone ścieżki postępowania.

Czy w takim razie będą kolejne decyzje o zarządach komisarycznych w SKOK-ach? Działają tak już cztery kasy.

- Takie postępowania toczą się w odniesieniu do 24 kas. Zwracam uwagę, że warunkiem wyjścia z takiego postępowania jest zatwierdzenie przez nas programu naprawczego. To może nastąpić dopiero po faktycznym udzieleniu wsparcia z funduszu stabilizacyjnego, a to jest uzależnione od decyzji Kasy Krajowej. Jej władze muszą zdawać sobie z tego sprawę.

Chciałby pan zmian tych władz?

- Nie wiem. Zresztą nie chodzi tylko o nie, ale o dużą grupę osób związanych z kierownictwem systemu SKOK, które czerpią z nich rozmaite korzyści. One muszą zdawać sobie sprawę, że to jest czas, w którym ważą się losy tego systemu, a przyszłość zależy od ich decyzji.

Zmieńmy temat: zatwierdzicie w czerwcu Sławomira Lachowskiego na stanowisku prezesa FM Banku PBP? Głównemu akcjonariuszowi banku, funduszowi private equity Abris zakazaliście wykonywania prawa do głosu z posiadanych akcji, a te akcje fundusz do końca roku ma sprzedać.

- Żeby podjąć decyzję z pełną odpowiedzialnością, musimy brać pod uwagę wszystkie okoliczności.

Jednym z zarzutów jest brak konsultacji kandydatury prezesa z KNF. Paweł Gieryński, partner w Abrisie, podkreśla, że kandydatura była konsultowana: mówił o niej na spotkaniu z nadzorem, gdy omawialiście pomysł fuzji FM Banku, PBP i Meritum Banku, który ostatecznie nie wziął udziału w tym połączeniu.

- Po pierwsze, to był inny projekt, skoro ostatecznie fuzja nastąpiła w innej konfiguracji. Po drugie, ta "konsultacja" miała miejsce w styczniu 2013 r., a my w czerwcu 2013 r. wydaliśmy zgodę dla kogoś innego. Wersja pana Gieryńskiego miałaby sens, gdyby konsultował kandydaturę pana Lachowskiego po 18 czerwca 2013 r., czyli po naszej zgodzie na połączenie, na plan naprawczy i na kandydaturę pierwszego prezesa połączonego banku. A pod uwagę bierzemy, jak mówiłem, wszystkie okoliczności - w tym okoliczności rezygnacji poprzednika pana Lachowskiego.

Sugeruje pan, że był do tego zmuszony?

- Toczy się postępowanie administracyjne. Nie o wszystkim mogę mówić.

Można powiedzieć: co to za nadzorca, który zgadza się na prezesa, który niedługo potem rezygnuje?

- To ja zapytam: co to za rada nadzorcza, która zgłasza takiego kandydata? Co to za akcjonariusz, który powołuje taką radę? Wyjaśnimy jedno: usiłuje się nam przykleić brodę, że nie lubimy funduszy private equity. To nieprawda. W ubiegłym roku daliśmy funduszowi Abris różne zgody związane z połączeniem należących do niego banków. Ale mówimy jasno, że jeśli ktoś chce być inwestorem w banku, to musi wykazać, że jest inwestorem długoterminowym. I że będzie poważnie traktował zobowiązania, jakie podejmuje w stosunku do KNF. Tu wśród tych zobowiązań było konsultowanie kandydatów do zarządu. Dla nas zobowiązania są bardzo ważne, traktujemy je jako publiczne oświadczenia woli i będziemy je egzekwować - w każdym przypadku. A opowiadanie, że cała sprawa jest ukartowana, żeby jakiś określony podmiot przejął bank, albo że robię to z zemsty, bo bank odkupił kiedyś wierzytelność wobec Warszawy, w której władzach zasiadałem - to niedorzeczność.

Oszukani klienci Amber Gold zamierzają wytoczyć proces zbiorowy instytucjom państwowym, w tym KNF, w związku z bankructwem tej piramidy finansowej. Jak pan to komentuje?

- W stosunku do KNF nie widzę żadnego uzasadnienia dla takiego pozwu. My zrobiliśmy w tej sprawie wszystko, co do nas należało, a nawet trochę więcej. Amber Gold to była instytucja nienadzorowana, nieposiadająca żadnej licencji pozwalającej na przyjmowanie depozytów. Mamy tu do czynienia z poszukiwaniem zadośćuczynienia za - łagodnie mówiąc - nieostrożność w powierzaniu własnych pieniędzy. Państwo jest dość naturalnym kandydatem do obarczania odpowiedzialnością w takich sprawach, ja jednak nie widzę szans na powodzenie tego pozwu.

A jakie jest wasze stanowisko w opisywanej przez "DGP" sprawie klienta firmy ubezpieczeniowej, w której sąd apelacyjny wskazał, że polisy inwestycyjne to tak naprawdę zarządzanie aktywami, a nie ubezpieczenia, więc towarzystwa łamią ustawę o działalności ubezpieczeniowej, nie mówiąc już o kwestiach podatkowych?

- Skorzystałem ze swoich uprawnień i przystąpiłem do tej sprawy. Chcemy zwrócić uwagę sądowi na specyfikę polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, które mają element ochronny i inwestycyjny. Wskazać, że takie umowy są dopuszczalne w naszym prawie i wprost wskazane w ustawie o działalności ubezpieczeniowej. Niewątpliwie ta sprawa będzie miała znaczenie dla branży. Ale i dla klientów. Mogłoby się bowiem okazać, że ci, którym wypłacono pieniądze, otrzymali nienależne świadczenie i muszą je zwrócić. To wszystko nie zmienia faktu, że w przeszłości w obszarze polis z UFK relacje towarzystw z klientami powinny być ułożone w dużo lepszy sposób. Gotowy projekt zmian w przepisach złożyliśmy do Ministerstwa Finansów w 2011 r.

Rekomendacje dla ubezpieczycieli - jak się okazuje, MF nie tylko nie chce dać KNF prawa do ich wydawania, lecz także krytykuje dotychczasową działalność w tym względzie. Czy w połączeniu z ubiegłoroczną batalią na temat rekomendacji nie jest to symptom, że nadzór zbyt mocno korzysta ze swoich uprawnień, a chwilami nawet sam je sobie rozszerza?

- Rekomendacje to nie jest obowiązujące prawo, a interpretacja, jak KNF postrzega zarządzanie określonym rodzajem ryzyka, jak je identyfikuje. One nie muszą być ściśle przestrzegane - obowiązuje zasada: zastosuj się albo wyjaśnij, dlaczego się nie stosujesz. Z całą pewnością nie zrezygnujemy z wydawania rekomendacji i wytycznych. One się doskonale sprawdzają. W przypadku wytycznych dla ubezpieczycieli i pisma resortu finansów moja interpretacja jest taka, że ktoś próbuje wprowadzić niepotrzebne napięcie między KNF i resortem, ale też między KNF a towarzystwami.

Czy można obejść się bez rekomendacji? Prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń napisał do mnie, że branża chce samoregulacji. Jak ona działa, najlepiej było widać po tym, ile problemów było w obszarze bancassurance.

Kiedy do pracy wróci Wojciech Kwaśniak, wiceprzewodniczący, który został pobity kilka tygodni temu? Czy wiadomo coś na temat sprawców, motywów?

- Nie mamy szczegółowej wiedzy na temat śledztwa. A Wojciech Kwaśniak wróci niedługo.

Nie mówił, że zdrowie jest dla niego ważniejsze niż nadzór i chce np. zrezygnować?

- To jest bardzo trudna sytuacja dla nas wszystkich. Ale nic takiego nie sygnalizował. Wręcz przeciwnie: mówił, że ma w głowie dużo nowych pomysłów.

Szymon Łaszewski

2 czerwca 14 (nr 105)

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »