Reklama

Konfiskata auta. Recepta czy frazes?

Orzekanie przepadku pojazdu wobec pijanych kierowców jest wątpliwe z punktu widzenia proporcjonalności i równości wobec prawa. Poza tym już dziś w Kodeksie karnym są sankcje finansowe, które można zastosować wobec takich osób.

- Na kierowców łamiących przepisy najbardziej skutecznie działają sankcje finansowe. Dlatego należy wrócić do idei konfiskaty samochodu, kiedy poziom alkoholu u kierowcy przekracza istotne granice - uważa Ministerstwo Sprawiedliwości. Resort pracuje nad przepisami, które będą przewidywać przepadek pojazdu, którym nietrzeźwy sprawca kierował, lub zapłatę jego równowartości.

- Analizowane jest rozwiązanie zakładające przepadek samochodu, gdyby kierowca miał ponad jeden promil alkoholu we krwi i doszłoby do tragicznego zdarzenia. W takiej sytuacji samochód byłby traktowany jako narzędzie popełnienia przestępstwa - dodają przedstawiciele resortu.

Reklama

Zabieranie pojazdów nietrzeźwym kierowcom nie jest ani nowym pomysłem, ani nowym zjawiskiem. W latach 2006-2008 prokuratura dość często występowała do sądów o orzeczenie przepadku auta, a sądy uwzględniły co trzeci z ok. 1,5 tys. takich wniosków. Część sądów jednak - uznając zasadność wniosku prokuratury, ale wychodząc z założenia, że przepadek byłby karą niewspółmierną - orzekała obowiązek zapłaty nawiązki na rzecz Skarbu Państwa.

SN zakazał, ale nie wykluczył

Podstawą do zastosowania konfiskaty wobec pijanych kierowców był art. 44 par. 2 kodeksu karnego. Daje on możliwość orzeczenia przepadku "przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa". Duża część sądów stała na stanowisku, że przepis dotyczy przepadku przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia przestępstwa w znaczeniu ścisłym, tj. wytworzonych, przetworzonych bądź przystosowanych specjalnie w celu jego popełnienia.

Rozbieżności w orzecznictwie usunęła uchwała Sądu Najwyższego w składzie siedmiu sędziów z 2008 r. (sygn. akt I KZP 20/08), w której przesądzono, że pojazd mechaniczny nie należy do kategorii przedmiotów, które służą lub są przeznaczone (w rozumieniu art. 44 par. 2 k.k.) do popełnienia przestępstwa w postaci jazdy w stanie nietrzeźwości. "Ilustrując tę relację przedmiotu wykonawczego do przedmiotu służącego do popełnienia przestępstwa w innych typach przestępstw, można przykładowo podać, że cudza rzecz ruchoma nie jest przedmiotem służącym do popełnienia przestępstwa kradzieży (art. 278 par. 1 k.k.), a dokument nie jest przedmiotem służącym do popełnienia przestępstwa fałszerstwa dokumentu (art. 270 par. 1 k.k.), pomimo że każdy z tych przedmiotów zostaje użyty przy popełnieniu przestępstwa w tym sensie, iż bez skierowania do nich czynności sprawczej, dokonanie nie byłoby możliwe" - argumentował SN.

W uzasadnieniu uchwały SN nie wykluczył możliwości wprowadzenia do k.k. takich regulacji, stwierdzając, że "jeżeli względy polityki kryminalnej przemawiałyby, w przekonaniu ustawodawcy, za celowością orzekania przez sądy przepadku pojazdu mechanicznego wobec sprawców przestępstw określonych w art. 178a par. 1 k.k., to podstawa prawna ku temu powinna zostać wprowadzona do obowiązującego kodeksu karnego".

Jak to rozwiązują inne kraje

Podobne rozwiązania są też stosowane na świecie. Stosunkowo niedawno w bardzo restrykcyjnej wersji takie sankcje wprowadziła Dania. Można je zastosować jednak tylko w przypadku drastycznego przekroczenia prędkości, a więc do czynów o charakterze bezskutkowym.

W Belgii można orzec przepadek za popełnienie każdego przestępstwa, za które tamtejsze przepisy przewidują możliwość dożywotniego pozbawienia prawa jazdy, ale tylko wtedy, gdy samochód jest własnością sprawcy. Jedyny przypadek, gdy można zabrać auto innej osobie niż ta, która popełniła przestępstwo, dotyczy sytuacji, w której właściciel pojazdu świadomie użycza go osobie bez uprawnień, która straciła je za jazdę pod wpływem alkoholu lub narkotyków.

Także w Estonii konfiskata pojazdów jest nieobligatoryjna i co do zasady możliwa do zastosowania wobec sprawcy, który jest właścicielem (chyba że przez lekkomyślność użyczył samochód pijanemu kierowcy albo kupił go od osoby, której groził przepadek). W Finlandii czy Francji można zastosować konfiskatę wobec sprawcy, który jest właścicielem pojazdu.

To wszystko bardzo istotne, bo w Polsce wiele pojazdów nie jest własnością kierujących (są to samochody służbowe, leasingowane).

Bez równości i proporcjonalności

Proste przenoszenie zagranicznych rozwiązań na polski grunt jest niemożliwe, ponieważ w każdym kraju są inne porządki konstytucyjne. Nasza konstytucja dopuszcza w art. 46 możliwość zastosowania przepadku pod dwoma warunkami: może on nastąpić tylko wtedy, gdy tak przewiduje ustawa i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.

Dlatego też Trybunał Konstytucyjny już raz orzekł w wyroku z 3 czerwca 2008 r. (sygn. akt P4/06) o niekonstytucyjności przepadku na rzecz Skarbu Państwa pojazdów usuniętych z drogi na podstawie decyzji administracyjnej naczelnika urzędu skarbowego. W rezultacie przepisy zmieniono i teraz decyduje o tym sąd.

Samo uchwalenie jednoznacznych przepisów obligujących sąd do zastosowania przepadku pojazdu, którym nietrzeźwy sprawca sprokurował tragiczne zdarzenie, nie oznacza, że będzie on zgodny z konstytucją. Zachodzą bowiem wątpliwości, czy to sankcja proporcjonalna.

- Jest to rozwiązanie obciążone zbyt wieloma wątpliwościami, żeby mogło być uznane za proporcjonalne. W zależności od konkretnego przypadku sankcja w postaci utraty pojazdu lub jego równowartości może się okazać nieadekwatna - albo rażąca niska, albo niewspółmiernie wysoka. A w niektórych przypadkach przybierałoby to formę odpowiedzialności zbiorowej - mówi prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Z jednej strony dla pijanego sprawcy wypadku konfiskata pojazdu wartego np. 1 tys. zł w ogóle nie będzie dotkliwa, zwłaszcza gdy w wyniku wypadku zostanie on uszkodzony. Z drugiej strony możemy mieć kierującego wyleasingowanym autem za ponad 100 tys. zł, który będzie musiał wyłożyć jego równowartość z własnej kieszeni.

- Pomysł jest wątpliwy także z punktu widzenia racjonalności. Czy konfiskowanie pojazdu jako narzędzia zbrodni rzeczywiście przyniesie efekt w postaci prewencji ogólnej, skoro od wsiadania w stanie nietrzeźwości za kierownicę nie odstrasza nawet kara pozbawienia wolności? Poza tym generowałoby to dodatkowe obowiązki dla państwa, które musiałoby wziąć na siebie obowiązek magazynowania pojazdów do czasu orzeczenia przepadku, ich licytacji lub utylizacji - zauważa prof. Piotrowski.

- To odzwierciedla charakterystyczne dla naszego społeczeństwa przekonanie, że samochód ma wartość magiczno-symboliczną. Gdyby takie przepisy weszły w życie, stanowiłyby przejaw prawodawstwa reaktywnego, czyli takiego, gdzie ustawodawca chce wykazać swoją aktywność w reakcji na bieżące patologie. Tworzenie przepisów w ten sposób jest jednak przejawem populizmu penalnego, który prowadzi do ciągłego zwiększania kar i penalizacji coraz to nowych zachowań - przestrzega konstytucjonalista.

Profesor Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwraca uwagę na potencjalny brak równości wobec prawa. - Za taki sam czyn, popełniony w takich samych okolicznościach powinna być wymierzona taka sama kara. Sankcja karna powinna też powodować indywidualną dolegliwość sprawcy, tymczasem przepadek samochodu lub jego wartości uderza również w członków jego rodziny - zwraca uwagę.

Szczególne problemy rodziłoby orzekanie przepadku równowartości pojazdu, gdy sprawca w momencie popełnienia czynu jechałby autem, którego nie jest właścicielem (służbowym, leasingowanym, z wypożyczalni etc.).

- Wówczas taka sankcja miałaby funkcję zbliżoną do grzywny. Tylko że wysokość tej kary finansowej nie byłaby uzależniona od wagi popełnionego czynu ani okoliczności, tylko od czynnika zupełnie przypadkowego jak wartość pojazdu. Postulaty konfiskaty pojazdu, choć nośne, odwołują się bardziej do symboliki niż do zasad prawa karnego, które musi racjonalnie co do dolegliwości kary i efektywnie wpływać na polepszenie bezpieczeństwa - dodaje prof. Małecki.

Co innego, gdyby ustawodawca przepadek pojazdu pijanego sprawcy wypadku wprowadził nie jako obowiązek, lecz możliwość. - Wówczas sąd, oceniając indywidualnie każdy przypadek i badając okoliczności zdarzenia, mógłby zdecydować, czy orzeczenie przepadku pojazdu lub jego równowartości jest proporcjonalne czy nie. Gdyby było to obligatoryjne, mielibyśmy do czynienia z naruszeniem zasad równości, proporcjonalności i indywidualizacji kary - konkluduje ekspert.

Doktor Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przypomina, że w K.k. jest wiele sankcji o charakterze finansowym, które już można zastosować wobec pijanych sprawców wypadków. Sąd może oprócz kary pozbawienia wolności orzec grzywnę w wysokości przekraczającej nawet 1 mln zł, musi zastosować obowiązkową nawiązkę na rzecz Funduszu Sprawiedliwości, a oprócz tego może też zasądzić obowiązek naprawienia szkody.

- Dlatego jeśli MS wychodzi z założenia, że najbardziej skuteczne są sankcje o charakterze finansowym, to tych w kodeksie nie brakuje. Nie widzę za bardzo sensu w dodawaniu kolejnej. Jeśli mówimy o osobach, które prowadzą, mając powyżej jednego promila, to jeśli przed prowadzeniem w takim stanie nie powstrzymuje ich ryzyko więzienia ani tego, że sami mogą stracić życie, to jak ma ich powstrzymać wizja konfiskaty auta - pyta retorycznie.

Piotr Szymaniak

27.07.2021

Dziennik Gazeta Prawna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »