Od 1 lipca przestanie obowiązywać pakiet CPN ("Ceny Paliw Niżej"). Wraz z wygaśnięciem programu kierowcy muszą liczyć się ze stopniowym wzrostem cen benzyny i oleju napędowego. Zdaniem ekspertów podwyżki nie będą jednak tak dotkliwe, jak mogłoby się wydawać, ponieważ sytuacja na światowym rynku ropy pozostaje względnie stabilna.
Rząd wygasza pakiet CPN. "Zakładamy, że wszystko będzie wracało do normy"
Pakiet CPN został wprowadzony przez rząd Donalda Tuska pod koniec marca, w odpowiedzi na wzrost cen paliw spowodowany sytuacją na Bliskim Wschodzie. W jego ramach obniżono akcyzę oraz stawkę VAT na paliwa z 23 do 8 proc., a maksymalne ceny paliw obowiązujące na stacjach były codziennie publikowane przez ministra energii w Monitorze Polskim.
Proces wygaszania programu już się rozpoczął. 16 czerwca przywrócono standardową stawkę akcyzy, a od 1 lipca ponownie zacznie obowiązywać 23-procentowy VAT na paliwa.
Jak wyjaśnia Rafał Zywert, analityk rynku paliw z firmy Reflex, w rozmowie z "Faktem", do tej pory nie przełożyło się to jednak na wyraźny wzrost cen detalicznych. "Zakładamy, że wszystko będzie wracało do normy. Akcyzę już mamy przywróconą - to jest 29 gr na litrze netto w przypadku benzyny i 28 gr na litrze netto dla diesla. Sama akcyza już wróciła, ale w hurcie praktycznie tego nie było widać, bo została skompensowana spadkiem cen ropy naftowej i produktów. Ropa Brent kosztuje dziś około 73 dol. za baryłkę, czyli zaledwie 2-3 dol. więcej niż przed wybuchem wojny" - mówi ekspert.
Według prognoz BM Reflex po przywróceniu wyższej stawki VAT średnia cena benzyny może wzrosnąć do około 6,50 zł za litr, a oleju napędowego do około 6,70 zł za litr.
Ekspert zwraca również uwagę, że wraz z zakończeniem programu osłonowego ponownie zwiększą się różnice cen pomiędzy stacjami paliw. Jak dodaje, szczególnie drogo będzie przy autostradach, gdzie paliwo może kosztować nawet ponad 7 zł za litr.
Ekspert: To jest dobry moment na zakończenie programu
Zywert zauważa, że ceny ropy pozostają na relatywnie niskim poziomie. "Ropa tanieje w kontekście rozmów amerykańsko-irańskich, a także wzrostu tranzytu przez Cieśninę Ormuz. Liczba tankowców wyraźnie wzrosła, więc sytuacja powoli się normalizuje" - wskazuje.
Jak ocenia analityk, ceny netto paliw są obecnie niskie, a notowania ropy wróciły do poziomów zbliżonych do tych sprzed wybuchu wojny. Jednocześnie zaznacza, że w kolejnych miesiącach na rynek nadal mogą wpływać wydarzenia geopolityczne na Bliskim Wschodzie oraz sezon huraganowy w Stanach Zjednoczonych.
"Patrząc na sytuację rynkową, wydaje mi się, że to jest dobry moment na zakończenie programu. Ceny netto paliw są obecnie bardzo niskie. Ropa jest praktycznie na poziomie sprzed wybuchu wojny" - konkluduje.
Ceny ropy spadają. Reuters: wzrost cen energii zniknie tak szybko, jak się pojawił
Jak pisaliśmy w Interii Biznes, w środę (25 czerwca) ceny energii spadły do poziomów sprzed wojny w reakcji na tymczasowe porozumienie między USA a Iranem oraz odblokowanie Cieśniny Ormuz.
"Wygląda na to, że gwałtowny wzrost cen energii wywołany wojną w Iranie zniknie tak szybko, jak się pojawił" - ocenił Reuters, zauważając, że ropa naftowa staniała o 40 proc. Baryłka ropy Brent kosztowała wówczas 76,46 dol., a ropy West Texas Intermediate 72 dol.
Jak informował "Wall Street Journal", w czwartek irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) zaatakował w cieśninie Ormuz statek towarowy pływający pod banderą Singapuru. Wydarzenie to nie wpłynęło jednak znacząco na rynek ropy, której ceny ponownie spadły w piątek (26 czerwca) rano.
Kontrakty terminowe na ropę Brent zniżkowały 0,25 proc. do poziomu 75,07 dol. za baryłkę, natomiast amerykańska ropa West Texas Intermediate (WTI) traciła 0,18 proc., osiągając cenę 71,79 dol. za baryłkę.












