Na targach rybnych w miejscowościach nadbałtyckich sprzedaż koncentruje się głównie wokół wędzonych i świeżych ryb, a w godzinach popołudniowych przy stoiskach tworzą się kolejki klientów, dokonujących zakupów o wartości sięgającej często 150-250 zł - pisze strefaagro.pl.
Ryby nad Bałtykiem. Sprawdź, ile kosztują
W jednym z takich miejsc świeżo wędzone ryby dostępne są kilka razy w tygodniu po godzinie 15. Wśród oferowanych produktów znajdują się m.in. antar w cenie 150 zł/kg, dorsz 93 zł/kg, karmazyn 83 zł/kg, halibut 115 zł/kg, trewal 83 zł/kg, makrela 35 zł za sztukę oraz węgorz 140 zł/kg.
Jak wynika z relacji z targu rybnego, część klientów zakłada, że kupowane ryby pochodzą z Bałtyku i są efektem porannych połowów lokalnych kutrów. W praktyce jednak nie zawsze tak jest. Jedna z klientek, pytając o dorsza, usłyszała od sprzedawcy, że ryba nie pochodzi z Morza Bałtyckiego.
"Dorsz jest z Atlantyku, a dostawa zajmuje około 9 godzin" - przekazał sprzedawca, dodając jednocześnie, że lokalne połowy tego gatunku są obecnie bardzo ograniczone.
Wędzone ryby, import i zakaz połowu dorsza. Ceny rosną, a rynek się zmienia
Oferta rybna w nadmorskich miejscowościach to również szeroki wybór produktów wędzonych i świeżych, których ceny w Kołobrzegu - według danych z końca czerwca 2026 roku - wynoszą od 39 zł/kg za płaty śledziowe wędzone, przez 69 zł/kg za pstrąga, zębacza i morszczuka, po 88 zł/kg za maślaną. Łosoś wędzony kosztuje około 140 zł/kg, podobnie jak węgorz bałtycki, a cena tuńczyka to 95-129 zł/kg.
Sprzedawcy oferują także makrelę w cenie 46-49 zł/kg oraz rolmopsy śledziowe po 69 zł/kg. Wędzenie odbywa się cyklicznie - w niektórych punktach tylko trzy razy w tygodniu, co dodatkowo zwiększa zainteresowanie klientów.
Jednocześnie coraz większe znaczenie ma pochodzenie ryb, zwłaszcza w kontekście ograniczeń połowowych. Jak wyjaśnia Ministerstwo Infrastruktury, od 2019 roku obowiązuje unijny zakaz połowu dorsza w Bałtyku, wprowadzony w celu ochrony zasobów tego gatunku. Decyzja jest regularnie przedłużana, ponieważ populacja dorsza w regionie nie odbudowała się w wystarczającym stopniu.
Resort wskazuje, że nadmierne połowy doprowadziły do poważnego spadku liczebności ryb, co uderzyło w lokalnych rybaków, dla których dorsz był jednym z kluczowych źródeł dochodu. W efekcie rynek dostosował się do nowych warunków - część oferowanych "bałtyckich" ryb pochodzi dziś z innych akwenów, w tym z Atlantyku.












