Rękopis Adama Mickiewicza został sprzedany podczas internetowej aukcji zorganizowanej przez niemiecki dom aukcyjny z Lipska. Za dwustronicowy, własnoręcznie napisany list z okresu Wielkiej Emigracji zapłacono 13 123 euro, czyli ponad 55 tys. zł. Licytację wygrał kupujący z Polski, który w końcówce aukcji przebił o 500 euro ofertę kolekcjonera z Wielkiej Brytanii.
Rękopis Mickiewicza na sprzedaż. "Czy Ministerstwo Kultury wie o tej aukcji?"
Sprzedaż odbyła się 8 lipca na międzynarodowej platformie Catawiki. Dokument został wystawiony przez galerię sztuki Anabel Walter z Lipska.
Sprawa zyskała rozgłos po wpisie europosła PiS Michała Dworczyka, który poinformował o pojawieniu się rękopisu na zagranicznym portalu aukcyjnym. Polityk podkreślał, że chodzi o unikatowy autograf jednego z najwybitniejszych polskich poetów i apelował o pilną reakcję państwa.
"Pytanie czy Ministerstwo Kultury wie o tej aukcji, czy nabędzie/odzyska tak ważną dla polskiej kultury i dziedzictwa narodowego pamiątkę i czy Ministerstwo ustaliło/ustala skąd obywatel Niemiec posiada rękopis Adama Mickiewicza? - napisał na platformie X.
Przedmiotem sprzedaży był dwustronicowy autograf sporządzony w języku polskim, datowany na lata 1840-1853. W opisie aukcyjnym podano, że dokument ma wymiary 20,5 × 13,3 cm, zachował się w dobrym stanie i zawiera wzmianki o Wincentym Polu oraz Boguszu Stęczyńskim. Sprzedający określili rękopis jako wyjątkowo cenny zabytek piśmiennictwa, podkreślając, że jego autorem jest jeden z najwybitniejszych poetów europejskiego romantyzmu i polski wieszcz narodowy. W ofercie aukcyjnej jego wartość szacowano początkowo na 230-280 euro - pisze "Fakt".
Historyczną wartość dokumentu podkreśla również jego treść. Na pierwszej stronie Mickiewicz ostrzega nieznaną z imienia kobietę przed oszustwem finansowym. Opisuje przypadek mężczyzny o nazwisku Jatyński, który miał dopuścić się fałszerstwa poprzez dopisanie zera na dokumencie finansowym.
Druga część rękopisu zawiera postscriptum podpisane inicjałami "A.M." Mickiewicz wspomina w nim o notatce przekazanej przez Wincentego Pola, a także zwraca się z prośbą o wsparcie finansowe dla Bogusza Stęczyńskiego, doceniając jego działalność malarską.
Ministerstwo tłumaczy. "Dokument nie figuruje w żadnym z tych rejestrów"
Po nagłośnieniu sprawy pojawiły się pytania, dlaczego polskie państwo nie podjęło próby pozyskania rękopisu do krajowych zbiorów muzealnych. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego podkreśla jednak, że jego rola w takich przypadkach jest ograniczona.
Jak przekazała "Faktowi" rzeczniczka resortu Magdalena Dorożała, ministerstwo nie uczestniczy w aukcjach ani nie nabywa dzieł sztuki czy historycznych dokumentów.
Resort poinformował jednocześnie, że przed aukcją sprawdzono pochodzenie rękopisu. Dokument został zweryfikowany zarówno w bazie strat wojennych, jak i w krajowym wykazie zabytków skradzionych lub wywiezionych z Polski niezgodnie z prawem.
"Dokument nie figuruje w żadnym z tych rejestrów, w związku z czym ministerstwo nie dysponowało podstawami prawnymi do podjęcia działań zmierzających do wstrzymania lub zablokowania aukcji" - wyjaśniła Magdalena Dorożała.











