Twoje pieniądze leżą na rachunku bankowym i tracą na wartości. Frustruje cię to? mBank daje im szansę, żeby trochę popracowały. To już inwestycja, choć bez żadnego szaleństwa, z dobrym zabezpieczeniem, o wysokiej ocenie wypłacalności, lepszej nawet niż obligacje skarbowe. Instytucja właśnie wyemitowała listy zastawne, które może kupić każdy.

- Budujemy pomost dla klientów detalicznych między oszczędzaniem na rachunkach a inwestycjami - powiedział wiceprezes mBanku Marek Lusztyn.
Co to takiego listy zastawne? Choć w Polsce mało są jeszcze znane, to obligacje te na świecie popularne są od ponad 250 lat. Bank Hipoteczny sprzedaje je inwestorom, w przypadku mBanku wypłaca co kwartał odsetki, a po trzech latach zobowiązuje się je wykupić. To znaczy, że list zastawny podobny jest do innych obligacji. Działa tak samo. Ale listy zastawne są inne od wszystkich. Na świecie uważane są za najbardziej bezpieczne papiery dłużne i wtedy, gdy szalały kryzysy finansowe, banki bankrutowały, obligacje też, listy zastawne zawsze trzymały się mocno.
Listy zastawne przetrwały dwie wojny światowe, globalne kryzysy, hiperinflację
Dlaczego? Gdyż mają dobre zabezpieczenia. Nawet podwójne. Po pierwsze są nimi spłaty kredytów hipotecznych. Choć inwestycja w listy zastawne jest bardzo prosta, powstanie samego listu zastawnego jest dość skomplikowane, właśnie po to, żeby miał dobre zabezpieczenia. Na czym to polega?
mBank Hipoteczny to najstarsza w Polsce instytucja tego typu, do której mBank "przenosi" kredyty hipoteczne o najmniejszym ryzyku, a ten zabezpiecza listy zastawne przepływani rat z ich spłaty.
Na koniec zeszłego roku mBank Hipoteczny miał w portfelu 8,92 mld zł kredytów hipotecznych i 5,98 mld zł listów zastawnych. Różnica to tzw. nadzabepieczenie. Jest to bufor, gdyby okazało się, że kredyty hipoteczne są gorzej spłacane. Właśnie on daje bezpieczeństwo inwestorom. Drugim zabezpieczeniem są oczywiście hipoteki, czyli mieszkania lub domy kupione na kredyt. - Za każdym papierem stoi pula kredytów o realnych przepływach - powiedział Piotr Petelewicz.

Dzięki takim zabezpieczeniom emitowane przez mBank listy zastawne mają bardzo wysoką ocenę wiarygodności płatniczej od agencji ratingowej Moody's - AA1. Obligacje polskiego rządu mają u tej agencji ocenę aż o cztery oczka niższą - A1. Jest to także znacznie wyższa ocena niż samego banku i zgromadzonych w nim depozytów. Zabezpieczenia są po to, żeby inwestorzy w listy zastawne odzyskali swoje pieniądze bez względu na to, w jakiej sytuacji znajdzie się emitująca papiery instytucja. I tak właśnie było przez ostatnie stulecia pomimo wojen i kryzysów.
- Nawet, gdyby z bankiem stało się coś niedobrego to klienci mają dostęp do przepływów wynikających z puli zabezpieczeń, która jest najbardziej bezpieczna (…) Koszt ryzyka na portfelu hipotecznym jest bliski zera - powiedział Marek Lusztyn.
Po co bank emituje listy zastawne? Żeby udzielać kredytów hipotecznych. W Danii np. wszystkie kredyty hipoteczne udzielane są wyłącznie dzięki emisjom listów zastawnych. W Europie Zachodniej, w zależności od kraju, jest to od 22 do 37 proc. hipotek.
Polska jest jednym z nielicznych krajów w Europie, w którym kredyty hipoteczne - udzielane przeciętnie na 25 lat - są finansowane z bieżących depozytów. Nie podoba się to nadzorowi, który chce, żeby banki udzielały długoterminowych kredytów z długoterminowego finansowania. Do takiego należą właśnie listy zastawne, ale jak do tej pory finansowane nimi jest zaledwie 3,3 proc. kredytów hipotecznych. Dlatego emisje listów zastawnych, takie jak mBanku poprawiają również bezpieczeństwo polskiego systemu finansowego.
mBank zdecydował się, żeby papiery zaoferować inwestorom detalicznym, a to znaczy, że ich nabywcą może być każdy z nas. Tworzy w ten sposób alternatywę dla oszczędzających wyłącznie na bankowych depozytach, gdyż inwestycje bardziej ryzykowne, takie jak fundusze czy giełda są po prostu nie dla nich. Podobne dwie emisje listów dla inwestorów detalicznych przeprowadził w zeszłym i w tym roku inny bank w Polsce. Wcześniej takie papiery mogły kupować tylko instytucje.
- Udostępniamy opcję, żeby dobrze oprocentowany, bezpieczny, stabilny produkt mogli nabyć klienci detaliczni - powiedział wiceprezes mBanku Krzysztof Bartos.
- To jest dobry moment, żeby uzupełnić ofertę produktową. Mamy prostą konstrukcję nieduży nominał, odsetki wypłacane kwartalnie - dodał Piotr Petelewicz.
Cała emisja listów zastawnych mBanku wynosi 500 mln zł, choć przedstawiciele instytucji mówią o możliwości jej zwiększenia do miliarda zł. Listy zastawne można kupić w Biurze Maklerskim mBanku, jeden list ma nominał 1000 zł. Listy zastawne mBanku mają trzyletni termin wykupu, ale gdyby ktoś potrzebował wcześniej wyjść z inwestycji, może je sprzedać na giełdzie. Żeby kupić list zastawny trzeba założyć rachunek maklerski w biurze mBanku i wypełnić ankietę MiFID. To tak naprawdę nie jest bardzo skomplikowane.
Oprocentowanie listów zastawnych mBanku "na start" w pierwszym kwartale wynosi 4 proc., a w kolejnych - stopa referencyjna NBP plus 0,25 proc. Przypomnijmy, że aktualnie główna stopa NBP wynosi 3,75 proc. Odsetki są wypłacane co kwartał.
Dla kogo są listy zastawne? mBank od lat stara się udostępniać klientom szeroki wachlarz instrumentów inwestycyjnych i długoterminowego oszczędzania, propaguje "zdrowe finanse" dające poczucie materialnego komfortu i zabezpieczenia. Oferta listów zastawnych wypełnia pewną lukę pomiędzy grupą klientów, która inwestuje długoterminowo, a tymi, którzy stawiają na posiadanie "poduszki finansowej" na krótki okres, ale są sfrustrowani utratą wartości swoich środków. Dla osób, które szukają czegoś dającego zysk trochę lepszy niż depozyt, ale jest bezpieczne i przewidywalne.
Są zatem dla tych, którzy chcą oszczędzać w horyzoncie kilku lat, żeby zrealizować w ciągu 3-5 lat swoje cele finansowe i uniknąć utraty wartości pieniędzy w tym czasie.
- W zdrowych finansach mają znaczenie regularne, bezpieczne produkty. Nie potrzebujemy nowych, wystrzałowych, skomplikowanych usług, które trudno pojąć zwykłym ludziom. Mówimy o potrzebie zainwestowania w sposób powtarzalny, regularny, przewidywalny, żeby zabezpieczyć swoje plany - powiedział wiceprezes mBanku Krzysztof Bartos.
Inwestowanie wiąże się z ryzykiem i nie gwarantuje realizacji założonego celu inwestycyjnego, ani uzyskania określonego wyniku inwestycyjnego.
Materiał promocyjny