Były premier przekonywał podczas konferencji, że obecne ceny paliw są nieadekwatnie wysokie w stosunku do sytuacji na światowych rynkach. Odniósł się przy tym do wcześniejszych zapowiedzi Donalda Tuska dotyczących ceny benzyny.
- Donald Tusk obiecywał paliwo po 5,19 zł, ale wszyscy możemy zobaczyć, po ile jest paliwo - mówił Morawiecki.
Morawiecki o cenach paliw. "Benzyna dochodzi do 8 złotych"
Lider stowarzyszenia Rozwój Plus wskazywał, że obecne ceny trudno tłumaczyć wyłącznie sytuacją na światowych rynkach. Przypomniał, że kilka lat temu, gdy jego ugrupowanie sprawowało władzę, dolar kosztował około 4,20-4,30 zł, a w pewnym okresie nawet więcej. Jak podkreślił, obecnie kurs amerykańskiej waluty jest znacznie niższy.
Podobnie wyglądać ma sytuacja z ropą. Jak argumentował były premier, w poprzednich latach jej cena dochodziła do 120 dolarów za baryłkę, a nie jak obecnie do 100 dolarów.
- Z czego się zatem biorą te bardzo wysokie ceny na stacjach, bardzo wysokie ceny, które Polacy płacą przy dystrybutorach? Otóż te ceny biorą się z ogromnych, nadmiarowych zysków bardzo bogatych koncernów paliwowych - przekonywał.
ZOBACZ TAKŻE: Morawiecki o mieszkaniach. "Podaż, podaż i jeszcze raz podaż"
Zwrot za paliwo zamiast pieniędzy z budżetu. Morawiecki proponuje automatyczny mechanizm
To właśnie na tych nadzwyczajnych zyskach miałby opierać się mechanizm zaproponowany przez Rozwój Plus. Morawiecki podkreślał, że rozwiązanie ma być przewidywalne, automatyczne i nie wymagać bezpośredniego finansowania z, już nadwyrężonego, budżetu państwa.
- Polacy będą dostawali z powrotem przy dystrybutorach część tej wielkiej marży, którą realizują koncerny paliwowe - zapowiedział.
Pomysł zakłada wykorzystanie specjalnej opłaty od nadzwyczajnych zysków, określanej jako windfall tax. Morawiecki podkreślił, że podobne rozwiązania stosowano okresowo m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii i Włoszech.
Według jego koncepcji część nadzwyczajnych zysków koncernów byłaby blokowana w specjalnym funduszu. Następnie środki trafiałyby do kierowców w formie automatycznego zwrotu części wydatków na paliwo.
Morawiecki zaproponował, aby kierowca otrzymywał zwrot po podaniu przy kasie numeru rejestracyjnego pojazdu. Wysokość ulgi miałaby zależeć od sytuacji na światowych rynkach oraz skali wzrostu cen ropy. - Jeżeli cena ropy przekroczy 80 dolarów za baryłkę, mechanizm jest autoruchamiany - tłumaczył Morawiecki.
Zwrot byłby ograniczony limitem 50 litrów tygodniowo, czyli 200 litrów miesięcznie. Jak wyjaśnił były premier, ograniczenie ma zapobiec sytuacji, w której ktoś próbowałby wykorzystywać system do celów spekulacyjnych, kupując paliwo w dużych ilościach.
- Po to, żeby nie było takich handlarzy, którzy mogą jeździć z kanistrami od stacji do stacji i czekać na późniejsze zwyżki - mówił.










