Z opisów domów akcyjnych i sklepów numizmatycznych wynika, że wspomniane 10 gr z 1973 wyróżnia się brakiem znaku menniczego. Nie jest jasne, dlaczego go nie ma - czy doszło do błędu, czy był to celowy zabieg.
Najrzadsza moneta obiegowa PRL. Tajemnicze 10 gr
Nie wiadomo również, ile takich dziesięciogroszówek wybito i ile trafiło ich do obiegu. Eksperci wskazują, że na aukcjach pojawiają się niezwykle rzadko - raz na kilka lat. Dlatego też wspomniana moneta ma status "najrzadszej i najbardziej poszukiwanej" wśród innych okazów z okresu PRL. Można więc ją nazwać "Świętym Graalem" numizmatyków.
Historię tajemniczego 10 gr kilka lat temu przybliżył Portal Numizmatyczny, wskazując, że egzemplarze bez znaku prawdopodobnie zostały wybite w Słowacji w mennicy w Kremnicy, z której usług korzystało NBP. Na taki trop wskazuje ceniony numizmatyk Jerzy Chałupski, który udał się na miejsce, by wypytać o aluminiowe dziesięciogroszówki.
Ekspert nieoficjalnie dowiedział się, że monety bez znaku prawdopodobnie zostały sprzedane przez zakład w 1993 roku podczas czyszczenia magazynu.
Portal Numizmatyczny przestrzega kolekcjonerów, aby 10 gr bez znaku kupowali jedynie od renomowanych sprzedawców, bo na rynku trafiają się falsyfikaty. W takich egzemplarzach wspomniany detal został mechanicznie usunięty, a ślady ingerencji można dostrzec po przyjrzeniu się z bliska.
Prawie 39 tys. zł za 10 gr z 1973 roku
Tymczasem dziesięciogroszówki, które sprzedawano na Onebid, są w idealnym, menniczym stanie. Za każdym razem monety osiągały na aukcjach wysokie ceny.
Dla przykładu w 2023 roku 10 gr bez znaku sprzedano za 38 tys. 940 zł. Cena wywoławcza monety wynosiła 5 tys. zł. Rok później inną dziesięciogroszówkę wylicytowano za 27 tys. 600 zł, a w grudniu 2025 roku kolejne 10 gr bez znaku mennicy poszło za 27 tys. 370 zł.











