Sezon na polskie truskawki zaczyna się zwykle w kwietniu. To właśnie krajowe owoce cieszą się większym od importowanych zainteresowaniem konsumentów - często są tańsze, a przede wszystkim, choć o mniej doskonałym wyglądzie, powszechnie uznawane za smaczniejsze. Nic więc dziwnego, że klienci co roku z utęsknieniem czekają na "nasze" truskawki zamiast tych z Grecji, Hiszpanii czy Maroka, które można kupić w sklepach poza sezonem.
Wraz ze wzrostem podaży tych owoców ich ceny - jak co roku - systematycznie spadają. W tym roku kilkukrotnie, choćby po "czerwcówce" (weekendzie po Bożym Ciele), doszło do gwałtownych obniżek. Ale ci, którzy czekają na kolejne spadki - bo np. planują przygotowywanie przetworów - powinni mieć się na baczności, by nie przegapić najkorzystniejszego momentu na zrobienie zapasów.
Sezon na truskawki. "To może być ostatnie wezwanie"
W Polsce wciąż trwa truskawkowy boom. Krajowe owoce są powszechnie dostępne zarówno w supermarketach, mniejszych sklepach i warzywniakach, jak i na bazarach, a także niewielkich straganach. Niestety, sezon jest krótki, a co za tym idzie, musimy szybko nacieszyć się truskawkami (i zrobić ewentualne zapasy na zimę). Czy należy się spodziewać, że będą one jeszcze tanieć?
- Trudno powiedzieć. Może jeszcze kilka dni będzie tańszych, ale to też nie wiadomo - nie wiemy, jaki jest poziom strat wywołanych przez te opady - mówi Interii Biznes Maciej Kmera, ekspert rynku hurtowego w Broniszach, mając na myśli ostatnie dni, podczas których aura w kraju była - mówiąc oględnie - raczej kapryśna.
Wygląda więc na to, że jeśli ktoś pragnie np. zrobić przetwory, nie powinien zwlekać.
- To może być ostatnie wezwanie. W najbliższych dniach, kiedy zrobi się ciepło, one zaczną dojrzewać, tylko trzeba się liczyć z tym, że te owoce nie będą trwałe. Są przepite - mają w sobie za dużo wody i na pewno mają na sobie już jakieś patogeny grzybowe, bo pogoda sprzyjała ich rozwojowi. I będzie sprzyjała, bo zrobi się upalnie, a jeszcze w niedzielę mają być burze. Będzie się to wiązało ze stratami towarowymi i niższą jakością tych owoców - przestrzega Maciej Kmera.
Ekspert radzi, by w najbliższych dniach zaopatrzyć się więc w truskawki. Jak mówi, najbliższe dni - końcówka tygodnia - mają być pogodne i dość ciepłe, choć noce chłodne (dla przykładu: temperatura na Mazowszu w nocy z wtorku na środę wynosiła ok. 8 stopni Celsjusza).
- To nie sprzyja takiemu szybkiemu dojrzewaniu wszystkich owoców - mówi nam ekspert. Zauważa też, że truskawki zaczynają być "przebrzmiałym" tematem, bo pojawia się ich następca: krajowa czereśnia.
Kolejny sezonowy owoc zastąpi polskie truskawki. Jego ceny lecą w dół
Jeśli zaś o czereśnie chodzi, zaliczyły one - jak co roku - drogi debiut. Ceny pierwszych owoców (z Hiszpanii) w maju przekraczały 100 zł za kilogram, a internauci żartowali sobie z "cherrycoinów". Na początku sezonu pojawiały się niepokoje dotyczące podaży polskich czereśni - nie było wiadomo, jakie szkody wyrządziły kwietniowe przymrozki i jakie będą straty deszczowe. Teraz sprawa jest już jasna.
Maciej Kmera mówi nam, że na rynku przybywa krajowych czereśni, pojawiają się też nowe odmiany - np. Carmen (to ciemne, duże owoce) czy Vega (duże owoce z jasną skórką - ekspert tłumaczy, że to pomarańczowa odmiana z "rumieńcem", przypominająca starodawną poznańską).
- Ceny są zależne od kalibru. Jeżeli plantator, sadownik sortuje te owoce według wielkości, to wtedy automatycznie im grubszy kaliber przesortowany, tym jest droższy. Do dwudziestu, dwudziestu kilku złotych dochodzi cena za kilogram, a za najdrobniejsze kalibry - cena ok. 10-15 zł/kg - mówi nasz rozmówca.
I choć na początku straty mrozowe rodziły obawy o podaż "krajówki", to polskich czereśni, jak słyszymy od eksperta, z każdym dniem przybywa - i będzie przybywać.
Praca przy zbiorach warzyw i owoców. "Liczy się to, czy jest wysyp"
W ostatnich dniach media donosiły, jakoby brakowało rąk do pracy przy zbiorach owoców, np. wspomnianych już truskawek. Czy problem faktycznie występuje? Przede wszystkim, jak zauważa Maciej Kmera, trudno określić jego skalę, bo nie da się jej zbadać.
- Jedni mają problemy, drudzy nie mają. To jest kwestia wieloletniej współpracy, zaufania między pracownikami, wiele zależy od rejonu i od tego, ile jest w stanie sadownik czy plantator zapłacić za akord, kilogram zebranych towarów. No i liczy się to, czy jest jakiś wysyp - wylicza.
Jak wyjaśnia ekspert, gdyby np. urodziło się tyle truskawek, ile jest nasadzeń - a zatem nie byłoby żadnych strat - "to by na pewno tych ludzi zabrakło". Dodatkowo, tak wysoka podaż obniżyłaby cenę.
- Teraz, dzięki tym przymrozkom kwietniowym, te plony są mniejsze, a cena jest na tyle wysoka, że plantator jest w stanie zapłacić ludziom uczciwie za zbiór. Ta cena, powiedzmy 7-8 zł za kg truskawek, to jest w miarę przyzwoita. Jest w stanie i pracodawca, i pracownik zarobić - stwierdza.













