Wraz z końcem sezonu letniego na rynku produktów spożywczych pojawiają się sezonowe, jesienne gatunki owoców i warzyw. Dynamicznym zmianom ulegają też ceny produktów rolno-spożywczych. Mówi się, że możliwe są m.in. podwyżki cen pszenicy, o czym pisaliśmy już w Interii Biznes.
Ceny ogórków szklarniowych i tunelowych "szorują po dnie". Skutki możemy odczuć w przyszłym sezonie
Z najnowszego raportu rynku w Broniszach płynie kilka mniej lub bardziej oczywistych wniosków. Spore rozbieżności widoczne są w cenach ogórków. Te z upraw gruntowych, polecane np. do kiszenia, kosztują obecnie w Broniszach nawet do 10 zł/kg. Tymczasem ogórki szklarniowe lub tunelowe kosztują zaś ok. 1,50-2,00 zł/kg, a maksymalna cena wynosi 4,50 zł/kg. W przypadku tych pierwszych jest to znaczny wzrost (dotyczący najdrobniejszych kalibrów), a drugich - "szorowanie po dnie". Powód jest ten sam: pogoda.
Chłodne noce doprowadziły do spadku podaży ogórków gruntowych, zaś odmiany szklarniowe i tunelowe dzięki słonecznym, ciepłym dniom zaliczyły szybki wzrost, co przełożyło się na wysoką podaż. Czy to znaczy, że konsumenci w obawie przed wzrostem cen ogórków z gruntu powinni kupować je już teraz?
- Tego nikt nie wie, ponieważ za to, kiedy pojawią się w większej ilości i czy się pojawią, będzie odpowiadała pogoda. Przede wszystkim chłodne noce znacznie ograniczają dojrzewanie, i dlatego jest ich mniej. Trzeba być przygotowanym na to, że ogórki gruntowe, szczególnie w tych mniejszych rozmiarach, będą drogie. Może nie będą osiągały takich cen, jak w tym momencie, kiedy rzeczywiście jest jakaś dziura podażowa, ale poniżej 6 zł raczej nie będą spadać takie drobniejsze sorty - mówi Interii Biznes Maciej Kmera, ekspert rynku hurtowego na targu w Broniszach.
Ekspert wskazuje, że ceny ogórków w dużym stopniu zależeć będą od pogody, a chłodne noce mogą spowodować dalszy spadek podaży.
Bardzo tanie są zaś ogórki szklarniowe i tunelowe. Czy może być jeszcze taniej?
- Są takie momenty, że przy dużym hurcie ta cena oscyluje wokół złotówki za kilogram. To już jest poniżej jakiejkolwiek krytyki, że producenci osiągają takie ceny. Przez cały sezon, praktycznie już od marca, te ceny są tak niskie - przerażająco niskie - słyszymy.
Z jednej strony może to obniżyć cenę dla końcowego klienta. Z drugiej: generować długofalowy problem, który konsument może odczuć w przyszłym sezonie.
- Jeżeli producent się obrazi na tę uprawę i przestanie w ogóle produkować, to skończy się to tym, że w przyszłym roku może być bardzo mało ogórków. Tak często bywa w decyzjach produkcyjnych, że jak jednego roku coś się totalnie nie opłaca, to rezygnuje się z produkcji. Przyszły rok może być takim sezonem, że ogórki szklarniowe będą kosztowały po 6, 7 czy 8 zł/kg.
Ceny warzyw i owoców. Największe zaskoczenia: gruszki i kapusta
Zapytaliśmy eksperta z rynku w Broniszach o największe zaskoczenie związane z nowym raportem. Nasz rozmówca wskazał dwa produkty: gruszki i czerwoną kapustę. Gruszki odmiany Klapsa (inaczej Faworytka) to, jak mówi nam Maciej Kmera, typowa żniwna gruszka - z reguły dojrzewająca na przełomie lipca i sierpnia.
- Tak naprawdę to dopiero teraz - na koniec sierpnia, 2-3 tygodnie po śliwkach - pojawiła się w większych ilościach. Byłem zaskoczony, że jej nie ma, aż w końcu teraz trochę dojrzało. Ale jest jej mało - pewnie też nieźle ucierpiała w czasie mrozów kwietniowych - zauważa.
- Drugim takim zjawiskiem, które jest dla mnie niewytłumaczalne, jest fakt, że nagle zdrożała kapusta czerwona - dodaje ekspert. - Nie wiem, dlaczego. Przez całe lato kosztowała złotówkę i się w ogóle nie upominała, że chce zarabiać więcej. A tu nagle ni z gruszki, ni z pietruszki, cena skoczyła o 100 proc.
Ekspert z rynku w Broniszach mówi, że powodem mogły być np. mniejsze nasadzenia lub straty w uprawach związane z zeszłorocznymi upałami.
- Zobaczymy, co się stanie dalej z tą czerwoną kapustą. Już nie zareagują, bo za późno na sadzenie nowych. Jeżeli okaże się, że rzeczywiście jest jej mało, bo mało było posadzone wiosną, to będzie katastrofa. Kapusty czerwonej za bardzo nie ma skąd ściągnąć, bo to jest rzadko uprawiany gatunek - zauważa.
Wzrost cen surowców rolnych to wierzchołek góry lodowej
O sytuację na koniec żniw, w tym wzrost cen surowców rolnych, zapytaliśmy z kolei posła na Sejm RP, rolnika i założyciela ruchu społeczno-politycznego Agrounia Michała Kołodziejczaka. Nasz rozmówca podkreśla jednak, że polscy konsumenci mają inne zmartwienia, które mogą przynieść większe straty w ich portfelach.
- Dużo większym zagrożeniem dla konsumentów jest wzrost cen energii, paliwa, pracy, a nie surowców, z których powstaje żywność - zaznacza rozmówca Interii Biznes.
Polityk szacuje, że cena surowca wynosi do 30 proc. kosztów, a pozostałą część stanowią praca, obsługa, dystrybucja, transport i przechowywanie. Rozmawiając o cenach np. pszenicy, mówimy więc o wierzchołku góry lodowej - i pozostawiamy z boku pozostałe koszty.
- Mówimy o sytuacji, gdzie obniżamy ceny paliw w ramach programu CPN dla ryczałtowców i dla konsumentów, ale nie mówimy o tym, że to jest bez znaczenia dla firm i dla rolników. Obniżka cen paliwa nie wpływa w ogóle na obniżkę kosztów produkcji żywności, bo każdy rolnik jest VAT-owcem i płaci taki sam VAT. Czy on sobie zliczy 10, czy 20 proc., to jest tylko i wyłącznie kwestia czasu. To jest niestety mydlenie oczu ludziom - mówi nam polityk i rolnik Michał Kołodziejczak.
Pojawia się jeszcze jeden problem, który dotyczy sektora drobiarskiego. O niepewności w branży, a także ryzyku wzrostu cen jaj, pisaliśmy już w Interii Biznes. Z problemami mierzą się także producenci z sektora. Założyciel Agrounii mówi nam, że otrzymuje sygnały o wstrzymanych wypłatach odszkodowań za grypę ptaków.
- Dzwoni do mnie wielu producentów drobiu i jaj, którzy czekają na pieniądze rządowe z powodu grypy ptaków. Dzisiaj jest wstrzymane pewnie około miliarda złotych wypłat. Ludzie na te pieniądze czekają, ale ich nie dostają. Są w zawieszeniu i nie wiedzą, co robić. Ciągle opłacają pracowników, utrzymują firmy, kupują zboża. Nie mogą hodować drobiu, bo został on uśpiony, zabity z powodu grypy ptaków, i czekają na pieniądze - wyjaśnia.
I wylicza kolejny problem: brak jasnych komunikatów ze strony Ministerstwa Finansów oraz Inspekcji Weterynaryjnej.
- Więc jeżeli pani pyta, co dzieje się w żniwa, to ja bym powiedział w skrócie: nie dzieje się nic - podsumowuje Kołodziejczak.














