Reklama

Oszczędzanie nie musi boleć!

Oszczędzanie można zaczynać od różnych kwot, nawet symbolicznych, ale żeby przyniosło oczekiwane rezultaty musi być regularne. Niestety, z tym zdecydowana większość Polaków ma wciąż problem. Na cele emerytalne oszczędza jedynie 8 proc., co jest zatrważającym wynikiem.

O ile w kolejnych badaniach sondażowych widać, że coraz większa grupa deklaruje oszczędności, to tych którzy robią to systematycznie wciąż jest niewielu.

Według niedawno opublikowanych badań Fundacji Kronenberga, do regularnego odkładania przyznaje się jedynie 16 proc. Polaków; a blisko 47 proc. deklaruje, że tylko od czasu do czasu odkłada jakąś kwotę. Na cele emerytalne oszczędza jedynie 8 proc., co jest zatrważającym wynikiem, bo przecież każdy odprowadzający składki dostaje co pewien czas z ZUS symulacje przyszłej - dramatycznie niskiej dodajmy - emerytury. Ten problem dotyczy zwłaszcza najmłodszych: w ich przypadku tzw. stopa zastąpienia, czyli relacja przyszłego świadczenia do obecnych zarobków będzie dużo niższa niż w przypadku ich rodziców. Według prognoz, będzie to około 1/3 obecnych dochodów, a niektórzy analitycy wskazują na jeszcze bardziej pesymistyczne proporcje.

Reklama

Najważniejsza systematyczność

Dla tych, którym obca do tej pory była samodyscyplina, analiza swojej sytuacji po przejściu na emeryturę powinna być ostatecznie silnym impulsem do zmian. Wystarczy usiąść z kartką i spróbować "przeżyć" miesiąc za kwotę jaką według symulacji będziemy dostawać po przejściu na emeryturę. A im wcześniej zaczniemy oszczędzać tym mniej będzie ono odczuwalne w bieżących domowych budżetach. Łatwo sobie przeliczyć, że odkładając np. kilkaset złotych miesięcznie zgromadzimy pokaźną kwotę.

Jeśli będziemy odkładać przez 30 lat po 300 zł miesięcznie, to nawet przy tak niskim oprocentowaniu lokat jak obecnie zbierzemy około 130 tys. zł, a przecież można wybrać bardziej efektywne formy pomnażania oszczędności.

Trzeba jednak przyjąć żelazną zasadę bycia systematycznym i potraktować kwotę oszczędności tak samo jak obowiązkowy rachunek, który trzeba zapłacić.

Najlepiej jeśli zablokujemy ją lub prześlemy na konto, fundusz inwestycyjny, lokatę (w zależności od wybranej opcji), tuż po tym jak na nasze konto wpłynie wynagrodzenie. Warto dopisać wyznaczoną sumę do tzw. sztywnych domowych wydatków, obok raty, kredytu, czynszu, opłat za światło i gaz.

Zasada "odłożę jak mi coś zostanie na koniec miesiąca" jest bowiem największym wrogiem systematycznego oszczędzania. Kluczowa jest tu kolejność. Druga żelazna reguła to nie ruszanie kwot przeznaczonych na cele długoterminowe, zwłaszcza emerytalne. Dlatego niedobrym pomysłem jest trzymanie takich pieniędzy na koncie oszczędnościowym, do którego w każdej chwili można sięgnąć (do tego są tam, jeśli w ogóle, bardzo niskie odsetki).

Kiedy jak nie teraz?

A niestety statystyki pokazują, że jeśli decydujemy się tworzyć domową rezerwę finansową czy lokatę na czarną godzinę, to najchętniej w takiej formie, żeby w każdej chwili móc do niej sięgnąć czyli w gotówce, na rachunku bankowym lub krótkoterminowym depozycie. Trzeba sobie jednak uświadomić, że oszczędzanie nie musi się łączyć z obniżeniem stopy życiowej. Przy średniej krajowej wynoszącej obecnie ponad 4 tys. zł brutto odłożenie 200-300 zł powinno być możliwe. Oczywiście spora grupa Polaków zarabia mniej (minimalna płaca to obecnie 2 tys. zł brutto), ale oszczędzanie można zacząć nawet od naprawdę niewielkich kwot.

Nie musi ono oznaczać wielkich wyrzeczeń, a przy okazji warto zrobić analizę wydatków i ograniczyć te nieracjonalne oraz te, które wynikają z mocno konsumpcyjnego, żeby nie powiedzieć zakupowego, podejścia.

Na początek można zacząć od tych "grubszych" i zadać sobie pytanie czy na prawdę potrzebujemy wymiany sprawnego sprzętu na jeszcze nowszy? Może więc zamiast kolejnego telewizora, który będzie miał jeszcze większy i bardziej "cyfrowy" ekran czy nowej wersji smartfona, gadżetów typu licznik kroków, warto tę kwotę zagospodarować bardziej sensownie i przyszłościowo. Bo naprawdę duże oszczędności można uzyskać na bardzo drobnych wydatkach wynikających z nawyków. W ich analizie pomagają coraz popularniejsze narzędzia wbudowane w konta bankowe czy aplikacje mobilne. Same grupują wydatki i pokazują na jakie kategorie wydajemy pieniądze. Spore oszczędności można zrobić na bardziej racjonalnych zakupach spożywczych, ograniczeniu posiłków kupowanych na mieście (zazwyczaj drogich, a nie zawsze zdrowych) na rzecz domowych, zmianie operatora telefonicznego czy dostawcy kablówki.

O wymówki dotyczące systematycznego oszczędzania trudno zwłaszcza dziś, gdy sytuacja gospodarcza jest bardzo dobra, pensje rosną a bezrobocie jest rekordowo niskie. Dodatkowo 2,6 mln rodzin otrzymuje co miesiąc minimum 500 zł w ramach rządowego programu 500+. Do tego prognozy wzrostu gospodarczego oraz wynagrodzeń zwiastują dalszą, odczuwalną poprawę. Analitycy PKO Banku Polskiego przewidują, że płace mogą rosnąć coraz szybciej, a w niektórych miesiącach wzrost może być nawet dwucyfrowy. To idealne warunki, aby ostatecznie pomyśleć o oszczędzaniu na emeryturę.

pj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »