Sezon na polskie czereśnie zbliża się wielkimi krokami. Zanim jednak na rynku pojawią się krajowe owoce, konsumenci mogą nabyć te importowane, choć ich ceny są raczej wysokie. Na pierwsze czereśnie z Polski można liczyć dopiero w pierwszej połowie czerwca, ale trudno jeszcze oszacować, ile będą kosztowały. Kwietniowe przymrozki to bowiem tylko jeden z problemów, z którymi mierzą się sadownicy.
Ceny czereśni na początku sezonu 2026
Koszt kilograma pierwszych w 2026 roku czereśni z Hiszpanii przekraczał 100 zł. Od tego czasu cena owoców z importu wyraźnie spadła. Obecnie kilogram czereśni kosztuje od 65 do 80 zł - mówi Interii Biznes Maciej Kmera, ekspert rynku hurtowego na targu w Broniszach. Najwięcej płaci się za owoce najgrubszego kalibru, w detalicznych ilościach.
Na takie czereśnie nie każdy może sobie pozwolić. Wysoka cena stanowi dla niektórych barierę nie do przekroczenia, ale chętnych na kupno owoców i tak nie brakuje. - Część zamożniejszych na pewno kupuje, ponieważ na rynku hurtowym nie ma problemu ze zbytem. A cena nie spada dlatego, że się nie sprzedaje - spada, ponieważ rośnie podaż - słyszymy od Macieja Kmery.
Ekspert wskazuje, że zwiększa się również liczba importerów, a ponadto dojrzewają kolejne owoce. Dodaje też, że prawdopodobnie lada chwila czereśnie z Hiszpanii będą mieć konkurencję z krajów bałkańskich, np. Serbii, być może i z Grecji. To zaś, w połączeniu z rosnącą podażą, obniży ceny.
Ceny czereśni z Polski. "To jest wróżenie z fusów"
Maciej Kmera wskazuje, że pierwsze polskie czereśnie pojawią się na początku czerwca. Trudno jednak przewidzieć, ile ich będzie.
- Na początku czerwca pojawią się nasze czereśnie - oczywiście te, które tam przeżyły. Atak kwietniowych mrozów zrobił swoje i wiem, że też wśród czereśni - nie tylko jabłoni - są szkody. Ale o wysokości tych szkód dowiemy się obserwując rynek, jaka będzie podaż krajowej czereśni i jak będą kształtowały się ceny - mówi w rozmowie z Interią Biznes.
Zapytaliśmy także o to, czy można przewidzieć tegoroczne ceny polskich czereśni. Ekspert z rynku hurtowego w Broniszach nie ukrywa jednak, że byłoby to bardzo trudne zadanie.
- To jest wróżenie z fusów, ponieważ po pierwsze nie znamy skali produkcji, czyli tego, ile sadów czereśniowych mamy i jaki jest ich stuprocentowy potencjał. Nie wiemy też, jakie straty poniesiono - dopiero teraz są one szacowane. Gdy był ten atak mrozów, czereśnie miały już zawiązki, były w końcówce kwitnienia. Nie wiemy, jaki procent zawiązków owoców zostanie odrzucony. A potem jeszcze nie wiemy, jak będzie się układała pogoda - wylicza.
W jego ocenie na razie, ze względu na liczbę niewiadomych, trudno jeszcze podawać konkretne widełki. Kwestia cen krajowych czereśni wyjaśni się w czerwcu. O podaż jednak nie powinniśmy się martwić. Maciej Kmera wskazuje, że gdyby na rynku zabrakło polskich owoców, to można spodziewać się, że równolegle w sprzedaży będą dostępne także te z krajów bałkańskich, a następnie z Mołdawii i Węgier. Ekspert przypomina też, że na rynku rządzi cena.
- Jeżeli polski towar wchodzi na rynek i jest go odpowiednio dużo, to od razu automatycznie odcina import. Widzimy na rynku hurtowym w Broniszach, że kupcy na rynku, którzy reprezentują konsumentów, Polaków, wiedzą, że preferowany jest polski, lokalny towar. Najbardziej mu ufają, zresztą nie ma co się dziwić, bo on jest najsmaczniejszy - komentuje w rozmowie z nami.
Problemy polskich plantatorów czereśni. Przymrozki to początek
Polscy sadownicy mierzą się z kilkoma problemami. Kwietniowe przymrozki to jeden z nich, ale na podaż czereśni, a co za tym idzie - ich ceny, wpłynie jeszcze kilka czynników. Ważnym aspektem jest pogoda. Maciej Kmera tłumaczy, że dużym - i niesprawiedliwym - zagrożeniem może być np. grad. Jak mówi, nie wszystkie plantacje czereśni w kraju są przed nim zabezpieczone. Grad spada punktowo: może zniszczyć hektar upraw czereśni u jednego plantatora, a u jego sąsiada nie spowodować żadnych strat.
Problem może stanowić również nadmiar opadów, jeśli te pojawią się tuż przed zbiorem czereśni.
- Czereśnie bardzo nie lubią intensywnych opadów, ponieważ to objawia się pękaniem owoców - wyjaśnia ekspert. Jak jednak mówi, plantatorzy starają się zabezpieczać plantacje, np. chowając je do foliowych tuneli i okrywając siatkami przeciwgradowymi.
Kolejnym wyzwaniem dla polskich sadowników jest kwestia rąk do pracy, tj. zbiorów owoców. Czereśnie zbiera się ręcznie, co wymaga wprawy. Trzeba uważać, by ich nie uszkodzić, ponadto już podczas zbioru sortuje się je według kalibru. Maciej Kmera wskazuje, że na rynku ceni się wyrównany towar. Jeśli polskich czereśni byłoby bardzo dużo, polscy sadownicy mogą mieć problem z siłą roboczą. Dodatkowo warto zwrócić uwagę również na zależność między podażą (która wpływa na cenę owoców) a kosztami zbiorów.
- Jeżeli jest bardzo duża podaż - cena spada. Jak cena spada, to koszt pracy - zerwania takiego owocu, udziału zerwania owocu w cenie - automatycznie rośnie - słyszymy.













