Jakiś czas temu w podcaście Dymitra Błaszczyka "Bez Tajemnic" gościła Justyna, która mieszka na wsi w Norwegii, a na życie zarabia, sprzątając w przedszkolu.
Polka wyznała, że w ojczyźnie ciężko przychodzi jej przyznanie się do tego, co robi, bo w Polsce ta profesja nie jest dobrze postrzegana. W Norwegii natomiast "podejście do osób sprzątających jest całkowicie inne".
W Norwegii personel sprzątający jest traktowany inaczej niż w Polsce
"Nie jest to praca odbierana jako gorsza, a wręcz przeciwnie. Jest to bardzo wyrównane - te wyższe stanowiska i te niższe, nie ma tej takiej przepaści. Po prostu nikt nie patrzy na ciebie z góry, więc to podejście jest na pewno lepsze niż w Polsce" - mówiła Justyna.
Polka podkreślała, że "to nie jest coś, co zawsze chciała wykonywać". Podjęła się sprzątania, bo w jej miejscowości nie ma zbyt dużych możliwości, jeśli chodzi o zatrudnienie. "Bierze się, co jest" - wyjaśniła. Zaznaczyła przy tym, że uważa, iż jej praca jest fajna. Podoba jej się to, że ma ciągle kontakt z ludźmi, dzięki czemu może m.in. ćwiczyć język. Ma także poczucie, że to, co robi, jest ważne i potrzebne.
"Norwegowie są takim narodem, który nie lubi ciężkiej pracy"
Justyna zapytana o to, czy pracuje z osobami z Norwegii, czy z innych krajów, odpowiedziała, że jej szefowa jest Norweżką oraz koleżanka zajmująca to samo stanowisko, co ona.
"No w większości jednak są to osoby z Polski, z Tajlandii również. Trafiają się osoby z Czech z Ukrainy, ale głównie Polki, Tajki i Ukrainki w tym momencie" - mówiła, zauważając, że Norwegowie na ogół pracują w biurach lub zajmują stanowiska kierownicze.
"Ogólnie uważam, że Norwegowie są takim narodem, który nie lubi ciężkiej pracy, oni po prostu wiedzą, że właśnie taka Polka czy Tajka, chętnie przyjdzie do tej pracy" - oceniła.
Polka powiedziała, ile zarabia na sprzątaniu w przedszkolu w Norwegii
Na pytanie o zarobki, Polka zaznaczyła na wstępie, że mieszka na wsi, gdzie pensje są trochę niższe niż dużych miastach takich jak Bergen czy Oslo. "I pracując w gminie, też mam na pewno stawkę niższą niż osoby, które sprzątają domy prywatnie" - mówiła, podkreślając, że w Polsce nie mogłaby liczyć na takie stawki.
"Zarabiałam około 200 koron brutto na godzinę. Od tego jeszcze musimy odprowadzić sobie podatek, który jest no taki ruchomy w zależności od naszych zarobków. Ja akurat mam taki podatek 23 proc. na ten moment" - wskazała, dodając, że w przeliczeniu na złotówki zarabia około 7-8 tys. zł netto.
Chociaż kwota ta jak na warunki norweskie nie jest wysoka, to Justyna jest w stanie się za nią utrzymać i jeszcze odłożyć. Jak wyjaśniła - udaje jej się to bo, koszty życia w małych miasteczkach - w tym wynajem - są znacznie niższe niż w dużych miastach. Ponadto w jej miejscowości nie "żadnych rozrywek", więc nie ma na co wydawać pieniędzy.
Podcast Błaszczyka wywołał falę komentarzy w serwisie YouTube. Wiele osób poddawało pod wątpliwość to, że Justyna jest w stanie utrzymać się ze swojej pensji w Norwegii. Inni pisali, że "za takie pieniądze nie opłaca się wyjeżdżać", a 200 koron na godzinę "to niewolnicza stawka".
Pojawiło się też sporo komentarzy, w których internauci dziękowali Polce za opowiedzenie o realiach życia w Norwegii, a także zapewniali ją, że jej praca jest potrzebna.











