Polska dopłaca do obecności amerykańskich żołnierzy. Nawet pół miliona rocznie
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zaznacza, że liczba amerykańskich żołnierzy w Polsce stale się zmienia i zależy od rotacji wojsk. Obecnie oscyluje wokół 10 tys. osób - pisze money.pl.
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz szef MSZ Radosław Sikorski już jesienią ubiegłego roku wskazywali, że utrzymanie jednego amerykańskiego żołnierza kosztuje Polskę ok. 15 tys. dolarów rocznie, czyli około 54,8 tys. zł. Przy obecnej liczbie wojskowych daje to ponad pół miliarda złotych rocznych wydatków.
"Partycypujemy w kosztach pobytu wojsk amerykańskich w Polsce, to nas różni np. od naszych zachodnich sąsiadów. (...) Jesteśmy gotowi na przyjęcie większej liczby żołnierzy amerykańskich. Budujemy koszary, tworzymy nowe poligony" - zadeklarował szef MON.
Minister obrony podkreślał jednocześnie, że obecność amerykańskich wojsk należy traktować jako "wielką inwestycję", a nie zwykły wydatek budżetowy. Oprócz bieżącego utrzymania Polska finansuje także rozbudowę infrastruktury wykorzystywanej przez wojska USA. Według szacunków portalu Defence24 w 2026 r. nakłady na ten cel mogą sięgnąć nawet 2 mld zł. W ramach inwestycji powstają m.in. koszary, magazyny paliwowe, stołówki czy infrastruktura dla śmigłowców.
USA wycofają wojska z Europy? Polskie władze dementują doniesienia
Dyskusja o kosztach obecności wojsk USA zbiegła się z doniesieniami o możliwym ograniczeniu amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. "Army Times" podał, że USA odwołały planowane rozmieszczenie w Polsce 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z Fort Hood w Teksasie, liczącej ponad 4 tys. żołnierzy.
Szef BBN Bartosz Grodecki przekonywał jednak, że obecne zmiany wynikają przede wszystkim z reorganizacji rotacji wojsk i możliwego wycofania z Niemiec 2. Pułku Kawalerii z Vilseck.
"Oceniamy, że zmiany w harmonogramach rotacji mają związek z zamiarem wycofania z Niemiec 2 pułku kawalerii (2CR) z Vilseck w Niemczech. Po wycofaniu z Niemiec jednostka ta może zostać przewidziana do zastąpienia części wcześniej planowanej do Polski Brygadowej Grupy Pancernej" - przyznał szef BBN.
Według amerykańskich mediów decyzja o ograniczeniu części sił w Europie ma być związana z polityką administracji Donalda Trumpa wobec NATO oraz napięciami po konflikcie z Iranem. "The Wall Street Journal" informował, że Waszyngton rozważa zmiany w rozmieszczeniu wojsk wobec państw, które - zdaniem administracji USA - nie udzieliły wystarczającego wsparcia podczas operacji przeciwko Iranowi.
Polskie władze podkreślają jednak, że Polska pozostaje ważnym partnerem wojskowym Stanów Zjednoczonych. Argumentem mają być zarówno wydatki ponoszone przez Warszawę, jak i rozbudowana infrastruktura wojskowa oraz korzystne warunki szkoleniowe dla amerykańskiej armii. "Myślę, że daliśmy Donaldowi Trumpowi dobry interes" - mówił szef MSZ.












