Eurostat przedstawił dane na temat cen energii elektrycznej. W tym zestawieniu Polska nie wypada najlepiej - mamy jedne z najwyższych cen w Europie, a dla energochłonnych branż nawet najwyższe.
Ceny prądu w Europie. Polska nie ma czym się chwalić
Z danych Eurostatu dotyczących II połowy 2025 r. wynika, że ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w Unii Europejskiej utrzymały się na poziomie zbliżonym do pierwszego półrocza. Wciąż są jednak wyraźnie wyższe niż przed kryzysem energetycznym wywołanym rosyjską agresją na Ukrainę - średnio o około 40 proc. względem poziomów sprzed 2022 r.
W ujęciu nominalnym najwyższe rachunki za prąd płacili mieszkańcy Irlandii, gdzie cena wynosiła 40,42 euro za 100 kWh. Wysokie stawki odnotowano także w Niemczech i Belgii. Najtańsza energia była natomiast na Węgrzech, Malcie i w Bułgarii.
Eurostat publikuje również dane według parytetu siły nabywczej (PPS), który uwzględnia poziom dochodów i kosztów życia w poszczególnych krajach. Taki wskaźnik lepiej pokazuje realne obciążenie gospodarstw domowych kosztami energii. W tym zestawieniu Polska znalazła się wśród państw najmocniej dotkniętych wysokimi cenami prądu - z wynikiem 37,15 PPS za 100 kWh zajęła trzecie miejsce w UE, za Rumunią i Czechami. Najmniejsze obciążenie kosztami energii odnotowano z kolei na Malcie, Węgrzech i w Finlandii.
- Warto od razu zaznaczyć, że miara PPS różni się zasadniczo od ceny nominalnej - zauważa w rozmowie z Interią Biznes Kamil Moskwik, analityk rynku energii. Jak tłumaczy, w ujęciu nominalnym za pierwszą połowę 2025 r. Polska płaciła 25,59 euro za 100 kWh, co plasowało ją na 13. miejscu w UE, poniżej średniej unijnej. Z kolei ranking PPS mierzy względne obciążenie dochodu gospodarstwa domowego, nie bezwzględną cenę w euro. - To właśnie ta miara najtrafniej opisuje faktyczną dolegliwość rachunku dla polskich rodzin - dodaje ekspert.
Polski miks energetyczny, czyli jak węgiel winduje rachunki Polaków
Jak zauważa Moskwik, wysoka pozycja w rankingu PPS wynika z nakładania się kilku czynników. Jednym z nich jest struktura miksu energetycznego, który w Polsce opiera się na paliwach kopalnych. - Średnia emisyjność jest na poziomie 666 gCO₂e/kWh, wobec europejskiej średniej 251 gCO₂e/kWh - wskazuje.
Przeciwnicy transformacji energetycznej przekonują, że to koszty unijnego systemu handlu emisjami (ETS) mają największy wpływ na wysokość rachunków za energię. Prawdą jest, że Polska jest wspomnianymi kosztami obciążona bardziej niż pozostałe kraje UE. Wynika to jednak głównie z wspomnianej już struktury miksu energetycznego, w którym dominuje węgiel.
EU ETS czyli Europejski System Handlu Emisjami działa w oparciu o jedną zasadę - kto zanieczyszcza, ten płaci. Firmy muszą nabywać pozwolenia na emisję każdej tony dwutlenku węgla lub innych gazów cieplarnianych. Elektrownie, które emitują ogromne ilości CO2, ponoszą więc wysokie koszty zakupu uprawnień. Z danych za 2022 roku wynika, że największa polska elektrownia, czyli Bełchatów, za jedną godzinę pracy płaci 1 mln 200 tys. zł opłaty za emisję. Koszty te w oczywisty sposób przekładają się na wysokość rachunku za prąd - wynoszą około 11 proc. jego wartości.
- W 2025 r. krótkoterminowy koszt krańcowy wytwarzania z węgla kamiennego wyniósł średnio 110 euro za MWh, z czego 70 euro za MWh przypadało na uprawnienia ETS, stanowiące 63 proc. całkowitego kosztu - mówi Moskwik.
- Gdyby sprzedawać węgiel w cenie rynkowej, ale bez ETS, to udałoby się zdjąć z ceny energii około 10-15 proc. - dodaje Bartłomiej Orzeł ekspert z think tanku Project Tempo. Jak tłumaczy, niższe z pewnością byłyby przy tym też koszty systemowe, bo elektrownie węglowe zarabiałyby na sprzedaży energii, a niekoniecznie rynku mocy. - Natomiast wiemy że dla elektrowni węglowych przyszłości innej niż absolutna zimna rezerwa nie ma i ponoszenie tych kosztów w jakiejś formule jest konieczne - konkluduje.
Zdaniem Orła należy rozróżnić również utrzymywanie węgla i gazu w gotowości. - W przypadku gazu koszty stałe są znacznie niższe, gdyż odpada konieczność utrzymania kopalni i dużo szerszego zespołu, który odpowiada za utrzymanie jednostki w gotowości - mówi.
Miks energetyczny oparty na węglu to również wyższe ceny hurtowe na Towarowej Giełdzie Energii. - Na giełdzie TGE cena energii kształtuje się na poziomie kosztu krańcowego najtańszej jednostki wytwórczej niezbędnej do zbilansowania systemu w danej godzinie. Ponieważ to węgiel ustawia cenę w większości godzin doby, roczna średnia cena dnia następnego wyniosła w Polsce w 2025 r. 109 euro za MWh, o 77 proc. więcej niż we Francji i o 20 proc. więcej niż w Niemczech - mówi Moskwik.
Jak dodaje, kraje mające dyspozycyjne moce zeroemisyjne notują strukturalnie niższe ceny: Francja, opierająca się na energetyce jądrowej, osiągnęła w 2025 r. średnią 62 euro za MWh, a Norwegia, bazująca na hydroenergetyce, ok. 39 euro za MWh.
Wysoki udział podatków i opłat parafiskalnych
Na wysokie rachunki za prąd wpływa również ich struktura, czyli dodatkowe opłaty i podatki, które sprawiają, że ostatecznie płacimy znacznie więcej niż wynosi faktyczny koszt produkcji energii.
- Rachunek za energię elektryczną w Polsce zawiera opłatę mocową, OZE, kogeneracyjną i przejściową. Część z nich wynika z decyzji politycznych, które koszty transformacji i utrzymania bloków węglowych przeniosły bezpośrednio na odbiorców końcowych - mówi Moskwik.
Jak pisaliśmy w Interii Biznes, rachunek za energię dla przeciętego gospodarstwa domowego, które zużywa ok. 2000 kWh energii rocznie, w 2026 roku jest wyższy niż w ostatnich latach właśnie ze względu na wzrost opłaty mocowej oraz opłaty dystrybucyjnej zmiennej. - Dodatkowe opłaty sieciowe i regulacyjne rosną szybciej, niż spada cena energii czynnej - tłumaczyła Marta Anczewska, kierowniczka ds. polityki energetycznej w Instytucie Reform.
Orzeł zwraca uwagę, że koszty rozbudowy oraz modernizacji infrastruktury są dziś ponoszone przez obywateli w opłatach. - I one będą raczej rosnąć - mówi. - To samo możemy mówić o opłacie mocowej, która jest w dużej mierze skutkiem rozrastających się mocy OZE. Obywatele płacą w niej bezpośrednio za gotowość do działania elektrowni węglowych czy gazowych - dodaje. Zdaniem eksperta koszty te powinny być pokrywane z ETS. - Inaczej mamy do czynienia z płaceniem za transformację dwukrotnie - raz w ETS w cenie samej energii i w opłatach - konkluduje.











