W kwietniu i maju Lidl i Biedronka konkurowały ze sobą cenami masła. Przy spełnieniu warunków promocji cena za kostkę wynosiła około 90 gr. W późniejszych miesiącach akcja powracała - masło w dyskontach można było kupić za niecałą złotówkę lub niecałe 2 zł.
Ceny masła w Biedronce i Lidlu. UOKiK przyjrzał się sprawie
Promocja sieci nie spodobała się KZRSS "Społem". Związek zawiadomił UOKiK, wskazując, że tak niskie ceny oznaczają, iż masło sprzedawano poniżej ceny jego zakupu.
Zdaniem "Społem" dyskonty wykorzystały swoją przewagę rynkową, a ich praktyki stanowiły formę nieuczciwej konkurencji. Nie była to jedyna skarga, zawiadomienie w sprawie masła w dyskontach złożył też inny anonimowy sygnalista - przekazała "Rzeczpospolita". Urząd zajął się sprawą i ocenił, że nic nie wskazuje na to, że Biedronki i Lidla złamały prawo.
Czytaj także: Awantura o ceny masła w dyskontach. Biedronka i Lidl zgłoszone do UOKiK
"Obniżki cen wpisują się przede wszystkim w intensywną konkurencję cenową między sieciami. Na obecnym etapie nie ma również podstaw do podejrzenia, że obserwowane ceny są wynikiem zmowy cenowej" - wskazał w odpowiedzi dla "Rz" UOKiK.
Sprzedaż towarów w bardzo niskiej cenie, nawet poniżej średniej ceny jego zakupu nie świadczy o tym, że doszło do złamania przepisów, a promocje są najczęściej ograniczone ilościowo, czasowo i uzależnione od spełnienia określonych warunków - dodał UOKiK.
Urząd podkreślił przy tym, że nie jest organem regulującym ceny, może reagować wtedy, gdy pojawi się podejrzenie, że uczestnicy rynku stosują praktyki ograniczające konkurencję lub wykorzystują przewagę kontraktową wobec dostawców. "Na podstawie dotychczas zgromadzonych informacji nie stwierdziliśmy takich podstaw w odniesieniu do opisanych promocji. Rynek i działania sieci nadal monitorujemy" - przekazał UOKiK.
Wiceprezes Mlekpolu uważa, że promocje mogą wprowadzać klientów w błąd
Małgorzata Cebelińska, wiceprezes SM Mlekpol, przyznaje, że akcje promocyjne są stałym elementem konkurencji w handlu i cieszą się zainteresowaniem konsumentów. Jej zdaniem należy jednak odróżnić standardowe promocje od sprzedaży podstawowych produktów, takich jak nabiał, po cenach niższych od rzeczywistych kosztów ich produkcji. Jak wskazała w wypowiedzi dla "Rz", za ceny w sklepach oraz skalę i poziom obniżek odpowiadają sieci handlowe. Producent negocjuje z nimi warunki dostaw, ale nie ma wpływu na ceny, które ostatecznie pojawiają się na półkach.
W ocenie wiceprezes Mlekpolu ceny takie jak kilkadziesiąt groszy za kostkę masła czy 1,20 zł za litr mleka nie odpowiadają rzeczywistym kosztom produkcji, mogą wprowadzać konsumentów w błąd i prowadzić do zachwiania równowagi na rynku.
Masło niebawem może podrożeć. Nawet 8 zł za kostkę
Kolejny rozmówca gazety, Jakub Olipra, starszy ekonomista Credit Agricole wskazał, że jeśli uwzględni się koszty produkcji i dystrybucji "kostka masła nie powinna kosztować 2 zł, a raczej 5-6 zł". "Ale co nie jest zabronione, sieci wykorzystują" - dodał.
Czytaj także: Czesi zezłościli się na praktyki Lidla i Biedronki w Polsce. "Eldorado"
Polacy nie powinni przyzwyczajać się do tak niskich cen, ponieważ w przyszłym roku masło może ponownie kosztować 7-8 zł - ostrzegł ekspert. W jego ocenie zbliża się okres podwyżek cen. W drugiej połowie roku podaż mleka może być wyraźnie niższa niż rok wcześniej, m.in. z powodu fal upałów powodujących stres cieplny u zwierząt. Jednocześnie ograniczy się dostępność pasz, a z opóźnieniem zaczną być odczuwalne skutki wysokich cen nawozów. W rezultacie mleka będzie prawdopodobnie znacznie mniej, co powinno w najbliższych miesiącach przełożyć się na wzrost cen - wyjaśnił. Ekspert prognozuje, że w grudniu cena skupu mleka przekroczy 2 zł za litr.
Ponieważ nasi południowi sąsiedzi są częstymi gośćmi w polskich dyskontach, to ceny masła w Biedronkach i Lidlach oburzyły też czeskich producentów i detalistów. Na promocje sieci skarżył się w rozmowie z CNN Prima News Jan Doležal, prezes Izby Rolniczej.










