W skrócie
- Niestabilność na Bliskim Wschodzie powoduje ograniczenia w połączeniach lotniczych. W związku z tym pojawiły się obawy o anulacje rezerwacji turystów z tamtych regionów w Zakopanem.
- Przedsiębiorcy na Podhalu uspokajają, że podstawową grupą turystów są wciąż Polacy oraz obywatele krajów sąsiednich.
- Branża turystyczna w regionie nie spodziewa się poważnych konsekwencji spowodowanych spadkiem liczby gości z Bliskiego Wschodu, a nawet przygotowuje się na dobry sezon wakacyjny.
- Sytuacja może się jednak pogorszyć, jeżeli konflikt będzie się przedłużał, a inflacja w Polsce wzrośnie.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Atak USA i Izraela na Iran wywołał efekt domina. W związku z niestabilną sytuacją część linii lotniczych zawiesiła lub ograniczyła połączenia do krajów Bliskiego Wschodu. W państwach bezpośrednio zaangażowanych w konflikt oraz w tych położonych w jego sąsiedztwie ruch lotniczy bywa czasowo wstrzymywany lub znacząco ograniczany. Po atakach w regionie zdarza się zamykanie przestrzeni powietrznej albo jej udostępnianie wyłącznie dla lotów ewakuacyjnych. W efekcie przewoźnicy zmuszeni są omijać zagrożone obszary i wybierać dłuższe trasy, co wydłuża czas podróży.
Obecnie - mimo wielu trudności - turyści z Bliskiego Wschodu nadal przylatują do Polski, bo część linii dalej lata do Europy. Loty mogą być jednak dłuższe, wymagające wielu przesiadek, a czasem są przekładane lub odwoływane. Wszystko to prowadzi do tego, że liczba połączeń jest mniejsza niż dotychczas, a komfort planowania wakacji i podróży - zdecydowanie mniejszy.
Z powodu niestabilnej sytuacji w ruchu lotniczym część podróżnych z krajów Bliskiego Wschodu zastanawia się nad zmianą planów urlopowych. Niektórzy rozważają przełożenie lub nawet odwołanie wyjazdu, obawiając się nieprzewidywalnych zakłóceń w podróży.
Gdyby taki scenariusz się ziścił, a konflikt utrzymywał się przez dłuższy czas, straty mogłaby odczuć nie tylko turystyka w krajach regionu, takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Turcja, ale także polska branża turystyczna. Wszystko dlatego, że w ostatnich latach notuje ona wyraźny wzrost liczby gości z krajów Bliskiego Wschodu. Turyści z tego regionu chętnie odwiedzają zwłaszcza Małopolskę i polskie góry.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Arabowie nie przyjadą do Zakopanego?
Sprawdziliśmy, czy trudna sytuacja na Bliskim Wschodzie rzeczywiście odbija się już na bliskowschodniej turystyce w polskich Tatrach. - Temat turystów z krajów arabskich jest bardzo nośny od kilku dekad i obserwujemy rosnące zainteresowanie. Od około 4-5 lat turyści z krajów arabskich przyjeżdżają do nas w coraz większej liczbie. Wydaje mi się jednak, że te liczby są nieco przeszacowane - przyznaje w rozmowie z Biznes Interią Tymoteusz Mróz, prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej Made In Zakopane.
- Na kilka tysięcy rezerwacji dotarły do nas głosy o dosłownie kilku próbach anulacji. W praktyce to nawet nie były jeszcze anulacje, raczej zapytania o możliwość ich dokonania w przypadku ewentualnej eskalacji konfliktu - mówi nam Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. - Największy udział, ponad 60 proc., ma indywidualny kanał rezerwacji oparty na największym międzynarodowym pośredniku rezerwacyjnym. W tym obszarze nie widzimy dziś żadnych poważnych ruchów rezerwacyjnych - dodaje.
- W przypadku operatorów turystycznych mamy na razie wymianę maili i rozmów telefonicznych, ale bez absolutnej nerwowości. To doświadczeni partnerzy, którzy pamiętają różne kryzysy i podchodzą do sytuacji spokojnie. Pojawiały się rozmowy o ewentualnym przesunięciu kolejnych transz płatności, natomiast absolutnie nie było dyskusji o próbach anulacji kontraktów - uspokaja Wagner.
Przedsiębiorców spod Giewontu na razie uspokaja fakt, że szczyt sezonu przypada dopiero na czerwiec, lipiec i sierpień - te dziewięć tygodni lata to największa kumulacja gości. Jest więc jeszcze trochę czasu, żeby konflikt mógł osłabnąć.
Górale skorzystają na konflikcie? Turyści zamiast Dubaju mogą wybrać Zakopane
Karol Wagner przyznaje nawet, że jeśli dojdzie do eskalacji i część kierunków w basenie Morza Śródziemnego stanie się trudniejsza do odwiedzenia, niektórzy turyści mogą zacząć szukać alternatywy bliżej domu. - Na tej kanwie pobyty w Polsce mogą stać się jeszcze bardziej atrakcyjne niż dotąd - bo jest bezpiecznie, bliżej i najczęściej taniej niż w popularnych zagranicznych destynacjach - mówi Biznes Interii.
W skali całego 2025 roku goście z Bliskiego Wschodu stanowili około 3 proc. wszystkich odwiedzających Podhale. - Jednak w szczycie sezonu letniego ich udział rośnie do około 8 proc., czasem nawet trochę więcej - i to już jest wartość mierzalna - przyznaje przedstawiciel Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
- To oczywiście segment rynku, który gdyby wypadł, mógłby stworzyć pewną lukę. Ale ekonomia turystyki nie znosi próżni. Turyści arabscy w dużej mierze wypierali innych zainteresowanych pobytem na Podhalu, a nie wypełniali pustkę. Gdyby ich rezerwacje się zatrzymały, miejsca bardzo szybko znalazłyby nowych nabywców - mówi Wagner. - Polacy często rezerwują z około czterotygodniowym wyprzedzeniem, Węgrzy i Słowacy podobnie, a Litwini nawet z dwutygodniowym. To są nacje, które w tym sezonie najczęściej będą odwiedzać Podhale - wylicza.
Na ograniczone znaczenie turystów z Bliskiego Wschodu dla Podhala wskazuje także Tymoteusz Mróz. - U nas widać ich na ulicach, ponieważ ze względu na uwarunkowania kulturowe są bardziej zauważalni. Natomiast absolutnie nie jest to dominująca grupa turystów, która przyjeżdża do Zakopanego - zapewnia i dodaje, że ponad 70 proc. ruchu turystycznego w regionie stanowią turyści z Polski. Na drugim miejscu są Słowacy, później Czesi i Węgrzy.
Przedsiębiorcy, którzy postawili w 100 proc. na arabskiego turystę stoją przed wyzwaniem
Wagner zauważa, że Podhale ma ponad 120 lat doświadczenia w turystyce i przedsiębiorcy są bardzo elastyczni, przez co potrafią szybko dostosować swoją ofertę do zmieniających się gości.
Spory orzech do zgryzienia mają jednak ci przedsiębiorcy, którzy przygotowali swoją ofertę niemal w 100 proc. pod turystę arabskiego. - Mogą odczuwać niepokój - nie dlatego, że nie sprzedadzą miejsc, ale dlatego, że będą musieli obniżyć oczekiwania cenowe - wskazuje.
- Dla tak rozpędzonej maszyny turystycznej jak Podhale spadek na poziomie 3 proc. w skali roku czy nawet około 8 proc. w szczycie sezonu nie powinien wygenerować poważnych konsekwencji dla całego regionu - zapewnia.
- Trzeba jasno powiedzieć, że to nie Podhale będzie realnie cierpiało na ewentualnej eskalacji tego konfliktu - jesteśmy tylko drobnym promilem całej tej sytuacji - mówi Wagner z TIP.
Również prezesowi "Made In Zakopane" nie wydaje się, żeby obecna sytuacja geopolityczna sprawiała, że na te obiekty padnie "blady strach".
Szejkowie branży turystycznej mogą zatrzymać konflikt na Bliskim Wschodzie
Pod Giewontem mówi się, że z Małopolska i Podhale żyją trochę z rykoszetu połączeń lotniczych między Europą a Dubajem. Do Dubaju z Europy lecą miliardy dolarów, a dzięki temu, że samoloty nie wracają puste, część tych pieniędzy trafia także do Małopolski - w skali milionów.
- Po drugiej stronie są ogromne inwestycje: międzynarodowe sieci hotelowe, inwestorzy turystyczni i lokalny biznes. Oni będą naciskać, żeby konflikt jak najszybciej się ustabilizował. Kluczowe jest to, żeby samoloty mogły latać i żeby były wypełnione pasażerami w obie strony - dodaje Wagner.
Przedłużająca się wojna może wymusić zmianę planów hotelarzy i restauratorów
Biznes Interii udało się porozmawiać także z przedstawicielami kilku dużych hoteli pod Giewontem. Również oni na razie nie zauważają wyraźnych zmian w planowanych rezerwacjach, podkreślają jednak, że do szczytu sezonu pozostało jeszcze kilka-kilkanaście tygodni, a przedłużająca się niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie może w tym czasie wpłynąć na decyzje turystów i ostateczny poziom rezerwacji.
- Obecnie nie obserwujemy istotnego wzrostu anulacji rezerwacji ze strony gości z Bliskiego Wschodu. Aktualna sytuacja rezerwacyjna pozostaje stabilna - usłyszeliśmy od Bartosza Piechowiaka z Radisson Blu Hotel & Residences Zakopane. Największego ruchu z tych rynków górale tradycyjnie spodziewają się dopiero późną wiosną i latem. - Na tym etapie jest więc jeszcze zbyt wcześnie, aby wyciągać jednoznaczne wnioski - dodaje.
- Nasza podstawowa strategia na sezon pozostaje bez zmian - tłumaczy. - Jednocześnie wzmacniamy aktywność na rynku krajowym oraz na rynkach sąsiednich, a także rozwijamy segment MICE (część branży turystycznej i eventowej, skupiająca się na wyjazdach służbowych, szkoleniach, konferencjach i wyjazdach motywacyjnych dla firm - red.), aby utrzymać zdywersyfikowaną strukturę popytu. Równolegle pozostajemy w stałym kontakcie z partnerami w kluczowych rynkach źródłowych i elastycznie dostosowujemy nasze działania sprzedażowe do bieżącej sytuacji rynkowej - zdradza Piechowiak.
Hotele, resorty i pensjonaty nie musiały jeszcze wdrażać zmian w strategii na ten sezon - zapewnia również przedstawiciel TIG. - Najszybciej zmiany są w stanie wprowadzić restauratorzy, którzy nie deklarowali się w 100 proc. na gościa arabskiego, choć faktycznie czerpali z niego dużą rentowność. Wycofanie kuchni halal i wprowadzenie standardowych posiłków oczekiwanych przez polskich gości jest stosunkowo najłatwiejsze. Schowanie potykaczy, zdjęcie banerów czy wycofanie menu w języku arabskim to są zmiany, które można wprowadzić bardzo szybko - mówi Karol Wagner.
Na Podhalu restauratorzy już dziś rozważają pierwsze kroki. Większe wyzwanie mogą mieć grupy apartamentów, które w ostatnich latach mocno dopasowały się do potrzeb turystów arabskich. Zdaniem Wagnera tam potrzebne będzie przede wszystkim przeprogramowanie strategii marketingowych oraz zmiany w zarządzaniu ceną.
Branża nie liczy jednak na jakąkolwiek pomoc finansową ze strony rządu, ani interwencję w wahania na rynku turystycznym w nadchodzącym sezonie. - Absolutnie żadne mechanizmy wspierające od rządu dla przedsiębiorców na Podhalu nie będą potrzebne. My się od patrzenia w górę na rząd odżegnujemy. Sami dajemy sobie radę, także na przekór rządom - zarzeka się Wagner.
- Byliśmy w stanie sami, bez żadnego wsparcia, rozreklamować usługę w najwyższej jakości w klasie premium - przypomina.
Podhale szykuje się na dobry sezon wakacyjny
Tymoteusz Mróz w rozmowie z Biznes Interią zapewnia, że przedsiębiorcy na Podhalu szykują się raczej na dobry sezon wakacyjny, ponieważ niepokoje na świecie sprawiają, że duża część turystów może obawiać się dalszych podróży i wybierze lokalne destynacje, takie jak Podhale czy góry.
- W poprzednich latach, kiedy występowały konflikty - nawet nie na taką skalę, ale pojawiały się incydentalne niepokoje - sezon turystyczny u nas zawsze był dobry - zauważa. - Nie sądzę, aby obecne napięcia międzynarodowe wpłynęły negatywnie na ruch turystyczny w Zakopanem - dodaje.
Sytuacja ma jednak jeszcze jedną stronę medalu. Górale, patrząc na konsekwencje ekonomiczne, bardziej martwią się o nastroje konsumenckie i ich wpływ na obrót usług turystycznych, zwłaszcza w kontekście inflacji i zmian na rynku energetycznym.
Sebastian Tałach















