Pierwsi turyści rozpoczęli już wypoczynek nad polskim morzem, co oznacza, że powraca dyskusja na temat cen w nadmorskich kurortach. Tym razem emocje wywołał wpis internautki z Kołobrzegu, która opisała rachunek za prostą przekąskę i napój. Za piwo zapłaciła 21 zł, frytki kosztowały 17 zł, a porcja ketchupu dodatkowe 5 zł - pisze "Fakt".
Paragony grozy wracają nad Bałtyk. Turyści dyskutują o cenach w kurortach
Kobieta opisała swoją wizytę w lokalu na Kamiennym Szańcu. "Chyba odpłynęli z cenami - piwo 21 zł, porcja frytek kupionych w dyskoncie i podgrzanych we frytkownicy - 17 zł i porcja ketchupu 5 zł. Klimat lokalu jest ok, ale stanowczo za drogo. Na pewno więcej nie skorzystamy" - napisała.
Po fali komentarzy doprecyzowała, że nie chodziło jej o brak informacji o cenach, lecz o relację kosztów do oferowanego produktu. Zwróciła uwagę, że torba frytek kupiona w dyskoncie, z której można przygotować kilka porcji, kosztuje około 10 zł, a piwo z hurtowni to wydatek rzędu kilku złotych. W jej ocenie, po doliczeniu kosztów obsługi, wynajmu i pracy personelu, różnica między ceną zakupu a ceną końcową wynika głównie z wysokiej marży lokalu.
Obiad z rybą coraz droższy. Dorsz kosztuje nawet 170 zł za kilogram
Dyskusja o cenach nie dotyczy wyłącznie przekąsek. Jak wynika z analiz publikowanych przez lokalne media, rachunki w nadmorskich smażalniach coraz częściej przekraczają 70-80 zł za osobę. Kluczowe znaczenie ma sposób rozliczania - w wielu lokalach ryby sprzedawane są na wagę, a w menu podawana jest cena za 100 gramów.
W Trójmieście ceny najpopularniejszych gatunków zaczynają się od około 13-16 zł za 100 g flądry i sięgają 18-24 zł za 100 g halibuta czy dorsza. Do tego dochodzą dodatki - frytki kosztują zwykle od 10 do 19 zł, a surówki od 8 do 15 zł. Oznacza to, że obiad dla dwóch osób może kosztować nawet ponad 170 zł.
Jeszcze sześć lat temu zestaw złożony z 200 g dorsza z frytkami i surówką kosztował około 34-37 zł. Obecnie podobny posiłek to nawet dwukrotnie wyższy wydatek. Wpływ na ceny ma również sytuacja na rynku rybnym. Po ograniczeniu połowów dorsza na Bałtyku ryba serwowana w wielu smażalniach pochodzi z importu - m.in. z Danii, Norwegii czy Islandii, co dodatkowo podnosi koszty dla restauratorów i finalne ceny dla turystów.












