Sezon wakacyjny dopiero się rozpoczyna, a eksperci już ostrzegają przed jednym z najczęściej lekceważonych zagrożeń podczas zagranicznych wyjazdów. Wielu Polaków zakłada, że w razie problemów zdrowotnych koszty leczenia wyniosą najwyżej kilka tysięcy złotych. Tymczasem rzeczywiste wydatki mogą być wielokrotnie wyższe i sięgać nawet setek tysięcy dolarów - pisze "Fakt".
Polacy nie doszacowują kosztów leczenia za granicą. Rachunki sięgają setek tysięcy złotych
Z raportu przygotowanego przez Compensę i Global Assistance Polska wynika, że przeciętny turysta jest gotowy przeznaczyć na leczenie za granicą około 5 tys. zł. W praktyce sama hospitalizacja może kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych, a w krajach takich jak Stany Zjednoczone rachunki potrafią przekroczyć 200 tys. dolarów.
Jak wynika z danych ubezpieczyciela, do najczęstszych problemów zdrowotnych zgłaszanych przez turystów należą zatrucia pokarmowe, infekcje, oparzenia słoneczne, a także różnego rodzaju urazy, złamania i kontuzje. Choć zwykle wydają się niegroźne, za ich leczenie za granicą może sporo kosztować.
"Większość historii zaczyna się bardzo niewinnie - infekcją, bólem brzucha, urazem czy nagłym pogorszeniem samopoczucia. Problem pojawia się wtedy, gdy konieczna okazuje się hospitalizacja albo transport medyczny do kraju. Wtedy koszty rosną błyskawicznie" - mówi Rafał Juszkiewicz, ekspert ds. ubezpieczeń turystycznych w Compensie.
Potwierdzają to konkretne przypadki. Jeden z najdroższych dotyczył polskiego turysty przebywającego w USA. Leczenie zapalenia płuc i pobyt w szpitalu wygenerowały koszty sięgające około 200 tys. dolarów.
Kosztowny okazał się również pozornie niegroźny uraz w Egipcie. Polak zranił nogę o rafę koralową, a niewielkie skaleczenie doprowadziło do poważnego zakażenia bakteryjnego i martwicy tkanek. Koszty leczenia przekroczyły 17 tys. euro.
Eksperci zwracają uwagę, że nawet podstawowa pomoc medyczna może być kosztowna. Średni koszt wizyty ambulatoryjnej wynosi około 490 euro w Turcji, 450 euro w Egipcie, 377 euro w Tajlandii, 227 euro we Włoszech, 189 euro w Hiszpanii oraz 184 euro w Grecji.
Największe koszty generuje transport medyczny. EKUZ nie zapewnia pełnej ochrony
Z danych Compensy wynika, że najwyższe rachunki często nie są związane z leczeniem, lecz z organizacją powrotu chorego do kraju.
Przekonał się o tym turysta wypoczywający w Tunezji. Bóle głowy, nudności i wymioty okazały się objawami udaru niedokrwiennego mózgu. Powrót do Polski wymagał specjalistycznego transportu na noszach, a koszt samych biletów przekroczył 67 tys. zł.
Jeszcze droższa była akcja ratunkowa w Egipcie. Po urazie kręgosłupa konieczne było sprowadzenie pacjenta do Polski samolotem medycznym Air Ambulance. Koszt transportu wyniósł około 43 tys. euro, a leczenie na miejscu pochłonęło dodatkowo ponad 30 tys. euro.
"Największe koszty bardzo często generuje nie samo leczenie, ale organizacja transportu medycznego i zapewnienie pacjentowi bezpiecznego powrotu do kraju" - podkreśla Izabela Kozicka.
Eksperci przypominają jednocześnie, że wielu turystów błędnie zakłada, iż wystarczającym zabezpieczeniem jest Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego. Jak wyjaśnia Rafał Juszkiewicz, EKUZ zapewnia jedynie ograniczoną ochronę. Karta działa wyłącznie w publicznym systemie ochrony zdrowia i na takich samych zasadach, jakie obowiązują mieszkańców danego kraju.
Oznacza to, że w wielu przypadkach pacjenci muszą ponosić dodatkowe koszty, a w popularnych kurortach często korzystają z prywatnych placówek, gdzie EKUZ nie jest honorowana. Co więcej, karta nie obejmuje transportu medycznego do Polski, akcji ratowniczych ani specjalistycznego transportu lotniczego, czyli usług generujących najwyższe wydatki.
Poza Europą sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. W takich krajach jak Egipt czy Tajlandia EKUZ w ogóle nie obowiązuje, co oznacza konieczność pokrycia pełnych kosztów leczenia z własnej kieszeni.











