Ukraińskie drony uszkodziły co najmniej siedem magazynów Wildberries, niszcząc około 10 proc. pojemności magazynowej firmy. Ataki zakłóciły także działalność firmy i doprowadziły do strat w dziesiątkach małych przedsiębiorstwach, które sprzedawały towary i usługi na "rosyjskim Amazonie" - podaje Reuters.
Wildberries i jego konkurent Ozon odgrywają kluczową rolę w rządowych planach mających na celu pobudzenie wzrostu gospodarczego w kraju - wskazuje agencja, przypominając, że Rosja zmaga się z rosnącą presją budżetową, wydatkami wojskowymi oraz spowolnieniem gospodarczym.
Wildberries zwróciło się do Kremla o pomoc. Pieskow przyznaje: "Rząd prowadzi dialog"
Wysoko postawione źródło w branży poinformowało agencję Reutersa, że Wildberries znalazło się w trudnej sytuacji i być może będzie musiało zwrócić się o pomoc rządową, najprawdopodobniej za pośrednictwem banków kontrolowanych przez państwo, aby utrzymać działalność.
Założycielka i dyrektor generalna Wildberries, Tatiana Kim miała kontaktować się z władzami w sprawie działań, które mogłyby pomóc właścicielom firm m.in. ulg podatkowych. Miałoby to zmniejszyć presję wywieraną na firmę w kwestii wypłaty odszkodowań - powiedziało źródło agencji.
Wsparcie rządowe mogłoby też przybrać formę subsydiów, pożyczek udzielonych spółce lub jej sprzedawcom przez państwowe banki - dodało źródło.
Wildberries poinformowało, że potrzebuje co najmniej 30 dni na oszacowanie szkód, zanim będzie mogło rozpocząć wypłacanie odszkodowań sprzedawcom. Firma ogłosiła także, że obniży opłaty magazynowe - podał Reuters.

Rzecznik prezydenta Władimira Putina, Dmitrij Pieskow, nazwał te działania za "bezprecedensowe", podkreślając, że przedsiębiorstwo nie miało prawnego obowiązku udzielenia takiej pomocy. "To oczywiście zasługuje na najwyższe uznanie" - powiedział cytowany przez Reutersa Pieskow.
W kwestii udzielenia wsparcia firmie Pieskow przyznał, że "rząd prowadzi dialog", ale konkretne decyzje jeszcze nie zapadły - informował gospodarczy "Kommersant".
Ataki dronów na magazyny. "Zostałam bez pracy i pieniędzy"
W mediach społecznościowych można znaleźć wiele rozpaczliwych postów poszkodowanych przedsiębiorców, w których proszą rząd o wsparcie.
Marina Gorszkowa, której konto na Instagramie śledzi 1,3 mln osób, w wideo z apelem do "władz kraju" podkreśliła, że na Wildberries jest zarejestrowanych 1 mln użytkowników, którzy potrzebują pomocy.
"Jeśli zamkniemy interesy, skarb państwa przestanie otrzymywać nasze podatki, a nowi przedsiębiorcy nie będą wyrastać jak grzyby po deszczu. Błagamy was: zwróćcie na nas uwagę" - powiedziała sprzedawczyni, zaznaczając, że przedsiębiorcy wolą ulgi podatkowe od odszkodowań.
Inna Marczenko z Petersburga na Wildberries sprzedawała karmę dla psów. W nalotach dronów na magazyny firmy straciła towar o wartości 1,5 miliona rubli (71,8.tys. zł). W ramach odszkodowania dostała jednak tylko 8 tys. rubli, które mogła przeznaczyć wyłącznie na reklamę.
"Kiedy dowiedziałam się, że cały mój dobytek spłonął, po prostu usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Nie wiem, co dalej robić" - powiedziała Reutersowi.
"Teraz zostałam bez pracy i pieniędzy, a do 28 lipca muszę zapłacić ogromne długi podatkowe" - skarżyła się w rozmowie z dziennikiem "Komsomolskaja Prawda" influencerka Wiktoria Komisarowa, która handlowała na Wildberries ubraniami dla dzieci. W pożarze straciła towar o wartości 1 mln rubli (około 47 tys. zł).
Atak na magazyny "rosyjskiego Amazona". Nie chodziło o współpracę z wojskiem
Początkowo sądzono, że Ukraina zaatakowała Wildberries ze względu na fakt, że firma zaopatruje rosyjską armię. Denys Shtilierman z ukraińskiej firmy z sektora technologii obronnej Fire Point wskazał na inny powód. "Rosyjski Amazon" jest głównym kredytobiorcą rosyjskich banków. Jeśli upadnie, one również będą mieć problemy. Ponadto 5 proc. udziałów w firmie ma VTB drugi co do wielkości banki w Rosji.
Tatiana Kim prawdopodobnie spodziewała się tego, że jej magazyny staną się celem ataków Ukrainy. Świadczy o tym fakt, że na początku lipca sprzedawcy otrzymali do akceptacji nowe umowy, których zapisy stanowiły, iż firma nie ponosi odpowiedzialności finansowej za starty powstałe w wyniku "siły wyższej" np. ataków dronów - donosi opozycyjna Meduza. Nie wiadomo, ile osób zgodziło się na nowe warunki. Sprzedawcy, którzy je przyjęli, nie mają szans na wywalczenie w sądzie odszkodowania. Nie wiadomo jednak ile osób - wskazuje portal.










