Spis treści:
- Czy trzeba informować bank o rozwodzie?
- Jak wygląda podział majątku przy kredycie hipotecznym?
- Co zrobić z kredytem hipotecznym po rozwodzie?
Czy trzeba informować bank o rozwodzie?
Kredytobiorca musi poinformować bank o rozwodzie, jeśli taki obowiązek wynika z umowy kredytowej albo regulaminu. W dokumentach kredytowych często pojawiają się zapisy o konieczności zgłaszania zmian danych osobowych, adresu korespondencyjnego, nazwiska, sposobu kontaktu lub sytuacji mającej wpływ na obsługę zobowiązania. Sam wyrok rozwodowy nie przepisuje kredytu na jedną osobę i nie zmienia harmonogramu rat. Dla banku najważniejsza jest umowa podpisana przy uruchomieniu finansowania, dlatego byli małżonkowie nadal figurują jako kredytobiorcy, dopóki instytucja nie podpisze z nimi aneksu albo nowej umowy.
Zgłoszenie rozwodu warto potraktować jako finansowy bezpiecznik, zwłaszcza przy zmianie adresu lub przejęciu mieszkania przez jedną stronę. Bank wysyła pisma na dane zapisane w systemie, a list z monitem, informacją o zaległości albo propozycją restrukturyzacji może trafić do osoby, która już w lokalu nie mieszka. A jeśli kredytobiorca spóźni się z wpłatą raty o kilka dni, system nalicza odsetki, a bank zaczyna standardowy monitoring płatności.
Problem szybko wychodzi poza bieżący harmonogram, ponieważ historia spłat trafia do danych ocenianych przy kolejnych wnioskach kredytowych. BIK wskazuje, że raport kredytowy obejmuje m.in. informacje o zobowiązaniach, opóźnieniach i ocenę punktową klienta. Przy zaległości przekraczającej 60 dni bank może, po spełnieniu obowiązku informacyjnego, przetwarzać dane o takim opóźnieniu nawet przez 5 lat po spłacie długu
Po rozwodzie warto zawiadomić bank, zaktualizować dane kontaktowe i poprosić o pakiet dokumentów do dalszych rozmów. Chodzi przede wszystkim o aktualne saldo zadłużenia nowy harmonogram spłat oraz pisemną informację o warunkach zwolnienia jednego kredytobiorcy lub przejęcia długu przez drugiego.
Jak wygląda podział majątku przy kredycie hipotecznym?
Nieruchomość jest składnikiem majątku, czyli aktywem - rzeczą mającą wartość i możliwą do przyznania jednej osobie, sprzedaży albo rozliczenia przez dopłatę. Kredyt hipoteczny jest z kolei zobowiązaniem wobec banku, a więc długiem zapisanym w osobnej umowie. Sąd może zdecydować, komu przypadnie mieszkanie lub dom, ale sama decyzja o podziale majątku nie przepisuje kredytu na jednego byłego małżonka. Bank nadal patrzy na podpisy pod umową kredytową, a nie na emocjonalny finał małżeństwa. To dlatego osoba, która wyprowadziła się z lokalu i nie korzysta już z nieruchomości, nadal może odpowiadać za raty, jeśli figuruje w umowie jako współkredytobiorca.
Zgodnie z art. 31 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego przedmioty nabyte w czasie trwania wspólności ustawowej wchodzą zasadniczo do majątku wspólnego, a według art. 366 Kodeksu cywilnego wierzyciel może żądać spłaty od każdego z dłużników solidarnych aż do pełnego uregulowania długu.
Najbardziej zaskakujący element dotyczy wyceny mieszkania obciążonego hipoteką. Przez lata wiele osób zakładało prosty rachunek: wartość lokalu minus saldo kredytu równa się kwota do podziału. Aktualna linia Sądu Najwyższego każe jednak ostrożnie traktować ten schemat. W postanowieniu z 13 marca 2020 r., sygn. III CZP 64/19, Sąd Najwyższy przywołał wcześniejsze rozstrzygnięcia, w tym uchwałę składu siedmiu sędziów z 27 lutego 2019 r., sygn. III CZP 30/18, oraz wskazał, że przy podziale majątku wartość nieruchomości obciążonej hipoteką ustala się zasadniczo z pominięciem wysokości obciążenia hipotecznego, jeśli oboje byli małżonkowie nadal odpowiadają wobec banku jako dłużnicy osobiści. Oznacza to, że hipoteka zabezpiecza bank, ale sama obecność wpisu w księdze wieczystej nie zawsze obniża wartość mieszkania przy rozliczeniu między byłymi małżonkami.
Warto też pamiętać o późniejszych rozliczeniach między byłymi małżonkami. Jeśli po podziale majątku jedna osoba sama spłaca raty wspólnego kredytu, może później domagać się od drugiej zwrotu części zapłaconych kwot. Podstawą jest art. 376 Kodeksu cywilnego, czyli przepis o regresie między współdłużnikami solidarnymi. W prostym ujęciu: bank dostaje całą ratę od jednej osoby, ale ta osoba może później rozliczyć się z byłym małżonkiem, jeśli oboje nadal odpowiadają za kredyt. Najbezpieczniej zachowywać potwierdzenia przelewów i spisać zasady spłaty na piśmie, ponieważ przy sporze to właśnie dokumenty pokażą, kto, kiedy i jaką kwotę faktycznie zapłacił.
Co zrobić z kredytem hipotecznym po rozwodzie?
Po rozwodzie pierwszym krokiem powinna być chłodna inwentaryzacja długu. Bank powinien wydać:
- aktualne saldo zadłużenia;
- harmonogram spłaty;
- informację o warunkach zwolnienia jednego kredytobiorcy z umowy.
Te trzy dokumenty pokazują wysokość zobowiązania, miesięczne obciążenie i granice, w których bank zgodzi się na zmianę umowy. Dopiero wtedy można odpowiedzialnie wybrać dalszy scenariusz.
Kto ma spłacać kredyt hipoteczny po rozwodzie? Najbezpieczniejszym rozwiązaniem często okazuje się sprzedaż nieruchomości, spłata banku z ceny transakcyjnej i podział nadwyżki według ustaleń albo orzeczenia sądu. Ten wariant przecina wspólne ryzyko, ponieważ kończy jednocześnie spór o mieszkanie i odpowiedzialność za raty. Sprawdza się szczególnie wtedy, gdy żadna ze stron nie ma wystarczających dochodów, aby samodzielnie udźwignąć zobowiązanie, albo gdy dalsza wspólna spłata grozi zamianą każdej raty w kolejny konflikt. Banki i doradcy finansowi wskazują również inne ścieżki.
Najczęściej rozważanym scenariuszem przy kredycie hipotecznym jest przejęcie mieszkania i kredytu przez jedną osobę. Brzmi prosto, ale ostateczne słowo należy do banku. Kodeks cywilny przewiduje przejęcie długu, czyli wejście jednej osoby w miejsce dotychczasowego dłużnika, który zostaje zwolniony z zobowiązania, lecz potrzebna jest zgoda wierzyciela. Przy kredycie hipotecznym wierzycielem jest bank, dlatego prywatna ugoda między byłymi małżonkami nie wystarcza. Instytucja ponownie sprawdzi dochody, formę zatrudnienia, liczbę osób na utrzymaniu, historię w BIK, inne raty, limity na kartach oraz stałe koszty życia.
Trzecia droga, czyli dalsza wspólna spłata, wymaga największej dyscypliny. Można ją utrzymać, gdy w mieszkaniu zostają dzieci, sprzedaż lokalu byłaby finansowo niekorzystna albo strony czekają na lepszy moment rynkowy. Wtedy potrzebna jest pisemna ugoda z precyzyjnym harmonogramem: kto płaci ratę, w jakiej części, do którego dnia miesiąca, z jakiego rachunku, jak rozliczane są nadpłaty, remonty, ubezpieczenie, czynsz administracyjny i ewentualny najem.
Wynajem mieszkania po rozwodzie może wydawać się eleganckim kompromisem, ale wymaga twardej kalkulacji. Czynsz od najemcy powinien pokryć ratę, opłaty, podatek, ubezpieczenie, naprawy i okresy pustostanu. Bez takiej poduszki finansowej lokal zamiast wspólnej inwestycji szybko zamienia się w kolejne źródło napięcia.













