Reklama

Rynek ureguluje ceny ciepła

Uwzględniając parytet siły nabywczej, Polacy płacą za ciepło pochodzące z sieci o ponad 20 proc. więcej niż Szwedzi i 40 proc. więcej niż Finowie. Ceny wymagają zatwierdzenia przez URE.

W Polsce poziom cen ciepła zależy od poziomu uzasadnionych kosztów produkcji i wymaga zatwierdzenia przez Urząd Regulacji Energetyki (URE). Urząd chroni użytkowników końcowych przed nadmiernym wzrostem cen. Głównym narzędziem regulacyjnym jest określanie poziomu zwrotu z zainwestowanego przez producentów ciepła kapitału.

Reklama

- Wzrost cen za ciepło jest też skutkiem wprowadzania w życie nowych przepisów prawnych, które stawiają przed branżą ciepłowniczą coraz większe wymagania ekologiczne - wskazuje Jacek Szymczak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Producenci ciepła stosujący kogenerację mogą proponować ceny referencyjne, które są uzależnione od rodzaju stosowanego paliwa i średniej ceny produkcji w ciepłowniach. W takich przypadkach producenci są zwolnieni z obowiązku przedstawiania we wniosku taryfowym URE szczegółowej kalkulacji kosztów produkcji ciepła.

Rynek i infrastruktura

Choć w Finlandii i Szwecji nie ma centralnego urzędu, który regulowałby ceny i chronił odbiorców przed nieuzasadnionymi podwyżkami ceny ciepła są tam relatywnie niższe, biorąc pod uwagę parytety siły nabywczej.

- Okazuje się, że ceny kształtowane w sposób rynkowy mogą być satysfakcjonujące zarówno dla producentów, jak i dystrybutorów oraz użytkowników końcowych - zauważa Kalle-Erkki Penttila, dyrektor ds. inwestycji w Fortum Power and Heat Polska. - Właściciele sieci ciepłowniczej, ustalając ceny ciepła, biorą pod uwagę ich konkurencyjność. Klienci mogą bowiem odłączyć się i skorzystać ze źródeł alternatywnych, np. z pomp ciepła. Dlatego istotnym czynnikiem kształtującym ceny ciepła są koszty instalacji takich pomp i ceny prądu potrzebnego do ich pracy. W Finlandii i Szwecji to wolny rynek reguluje ceny, a urzędy państwowe dbają jedynie o to, by w wymiarze lokalnym nie powstawały monopole - dodaje.

Jednak główna różnica między rynkami ciepła systemowego w Polsce a z drugiej strony w Szwecji i Finlandii uwidacznia się przede wszystkim w stanie infrastruktury. Sieci ciepłownicze w Polsce są na ogół mocno już wyeksploatowane i wymagają gruntownej modernizacji.

- Alarmujące wypowiedzi o postępującej dekapitalizacji majątku koncesjonowanych firm branży ciepłowniczej w Polsce są uzasadnione - przyznaje Jacek Szymczak.

O wiele lepiej prezentują się sieci ciepłownicze w krajach nordyckich, gdzie nie ma potrzeby dokonywania w nie większych inwestycji. Większa ich część nie wymaga modernizacji.

- Inwestycje firm ciepłowniczych w Skandynawii mają głównie na celu optymalizację kosztów i zwiększenie efektywności ekonomicznej przez produkcję ciepła i prądu w skojarzeniu, systemy automatycznego pomiaru zużycia ciepła i doskonalenie pracy węzłów ciepłowniczych, poprawę parametrów przepływu wody w sieci i utrzymania jej temperatury, a także oferowanie nowych produktów, np. chłodu - wylicza Kalle-Erkki Penttila.

Inwestorzy branżowi

Większość sieci ciepłowniczych w Polsce należy do lokalnych samorządów. W związku ze znaczną liczbą zadań, jakimi obarczone są lokalne władze często nie są one zdolne pozwolić sobie na znaczące inwestycje w modernizację i usprawnianie sieci ciepłowniczych. Taka sytuacja dodatkowo utrudnia zaprojektowanie i stopniową realizację niezbędnych inwestycji odtworzeniowych.

- Prywatyzacja nie jest celem samym w sobie. Stanowi jednak jedną z metod zdobycia środków, których nie może uzyskać w innych sposób. Jeśli samorząd pozyska przy tym wiedzę branżową i rozsądną część środków z prywatyzacji przeznaczy na rozwój firmy to taka zmiana struktury właścicielskiej może być dla ciepłownictwa korzystna - uważa Jacek Szymczak.

Rynki ciepłownicze w Finlandii i Szwecji tym też się różnią od rynku polskiego, że w większym stopniu są tam obecni inwestorzy branżowi, którzy mają długoletnie doświadczenie w produkcji i dystrybucji ciepła. Angażują się we współpracę z samorządami licząc na realizację długoterminowych inwestycji. To zapewnia im stabilną działalność na rynku, bez względu na zmiany otoczenia. Z reguły tworzą spółki, w których dzielą udziały z samorządami, np. w Sztokholmie miejska sieć ciepłownicza w 50 proc. należy do miasta, a drugie 50 proc. do Fortum; podobnie jest w fińskim mieście Riihimaki.

Inwestycyjny impas

Wysokie rachunki za energię zmorą całej Europy ?

Polski rynek ciepłownictwa i energetyki wciąż jest uważany przez zagranicznych inwestorów za atrakcyjny i stwarzający możliwości do rozwoju, np. fiński koncern Fortum działa na polskim rynku już od 10 lat i w tym czasie zainwestował ok. 1,2 mld zł w produkcję, dystrybucję i sprzedaż zarówno energii elektrycznej, jak i cieplnej.

- Obecna sytuacja legislacyjna nie sprzyja pogłębianiu naszego zaangażowania inwestycyjnego w Polsce. Dlatego wstrzymujemy się z decyzjami dotyczącymi dalszych inwestycji w kogenerację - przyznaje Kalle - Erkki Penttila. - Dużo zależy od otoczenia regulacyjnego. Przyjęcie długoterminowej strategii rozwoju energetyki i ustalenie takich rozwiązań prawnych, które zapewnią stabilny system wsparcia dla kogeneracji czy OZE, będą sprzyjać podejmowaniu przez nas kolejnych decyzji inwestycyjnych - podkreśla.

Porównanie rynków ciepłowniczych Polski, Szwecji i Finlandii

autor: Krzysztof Polak

Wybrane wydanie: 23 maja 13 (nr 99)

Dowiedz się więcej na temat: energetyka | URE | ceny prądu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »