Rada Ministrów przyjęła 8 czerwca aktualizację Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), który nakreśla ramy transformacji energetycznej do 2040 roku. To ważny także dla Komisji Europejskiej dokument.
Rząd przyjął KPEiK. Transformacja energetyczna będzie kosztować Polskę bilion złotych do 2030 roku
Zaktualizowany plan zakłada dwa scenariusze rozwoju: WEM, oparty na obecnych działaniach, oraz ambitniejszy WAM, uwzględniający dodatkowe działania pozwalające częściowo realizować cele unijnego pakietu Fit for 55. Łączne nakłady na transformację energetyczną w latach 2026-2030 mają wynieść od 1,039 do 1,128 bln zł.
Strategia zakłada ograniczenie zależności Polski od importu energii i zwiększenie niezależności energetycznej powyżej unijnej średniej wynoszącej około 43 proc. Do 2040 roku saldo importowo-eksportowe nośników energii ma zmniejszyć się o 11-27 proc.
W centrum transformacji znajdą się odnawialne źródła energii, energetyka jądrowa oraz modernizacja sieci. Moc zainstalowana w polskim systemie elektroenergetycznym ma wzrosnąć z ponad 77 GW w 2026 roku do 128-156 GW w 2040 roku. Udział OZE w zużyciu energii elektrycznej ma osiągnąć 51,6-53,2 proc. w 2030 roku i 65,6-68,9 proc. dekadę później. Największy wzrost mocy ma zapewnić fotowoltaika, której potencjał w 2040 roku ma sięgnąć nawet 48,9 GW.
Nowa wersja KPEiK nie różni się zasadniczo od projektu przedstawionego pod koniec 2025 r. Największą zmianą jest obniżenie ambicji dotyczących rozwoju OZE - udział odnawialnych źródeł energii w 2040 r. ma być o około 10 pkt proc. niższy niż zakładała wcześniejsza wersja przygotowana przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Jednocześnie zwiększono prognozowaną moc morskich farm wiatrowych do 17,9 GW w 2040 r., podczas gdy wcześniej zakładano, że będzie to około 16 GW. Bez większych zmian pozostawiono natomiast cele dla fotowoltaiki, lądowej energetyki wiatrowej i energetyki jądrowej.
Ministerstwo Energii obiecuje niższe rachunki. Nawet o 18 proc. do 2040 roku
W dokumencie padła również zapowiedź obniżenia kosztów wytwarzania energii - mają one spaść o ok. 8 proc. do 2030 r. i o 18 proc. do 2040 r. względem poziomu z 2025 r.
"Do 2040 r. odsetek gospodarstw domowych wydających ponad 10 proc. dochodów na energię może spaść o 30-55 proc., zależnie od scenariusza transformacji. Z kolei odsetek gospodarstw, których dochody kształtują się na poziomie poniżej minimum socjalnego po opłaceniu rachunków za energię do 2040 r. zmaleje o ok. 31-55 proc. w zależności od przyjętego wariantu - WAM albo WEM" - zadeklarowało ME.
Jednak, zdaniem ekspertów, sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Jak wskazuje Konrad Świrski, prof. Politechniki Warszawskiej, prezes Transition Technologies, na przyszłe ceny energii wpływ będzie miała nie tylko realizacja założeń KPEiK, ale przede wszystkim globalna sytuacja polityczna i gospodarcza. Wojny, kryzysy ekonomiczne czy zaburzenia na rynkach surowców mogą w znacznym stopniu zmieniać koszty wytwarzania energii. Istotnym czynnikiem pozostanie również polityka klimatyczna Unii Europejskiej, zwłaszcza ceny uprawnień do emisji CO₂ w systemie ETS.
- W 2030 roku nadal widoczny będzie udział paliw kopalnych - przede wszystkim węgla i gazu ziemnego. Przy wysokich cenach surowców na rynkach światowych, szczególnie gazu, oraz ewentualnych kolejnych kryzysach geopolitycznych nawet wzrost udziału OZE do około 50 proc. w produkcji energii elektrycznej może nie wystarczyć do ograniczenia wzrostu cen dla odbiorców, chyba ze znowu zastosowane będą mechanizmy mrożenia cen - wskazuje ekspert.
Przypomnijmy, że w wersji WAM w 2040 roku przewidziano 4,6 GW mocy zainstalowanej w elektrowniach węglowych i to wyłącznie w węglu kamiennym.
W 2030 r. w krajowym systemie pozostanie jeszcze 18,8 GW mocy węglowych, z czego znaczną część będzie stanowić Elektrownia Bełchatów, która zakończy działalność w połowie lat 30. wraz z wyczerpaniem złóż węgla brunatnego. Równolegle będzie spadał popyt na węgiel energetyczny - według scenariusza WEM do 28 mln ton, a w WAM do 19 mln ton. W tym drugim wariancie już w 2030 r. udział węgla w produkcji energii elektrycznej może spaść poniżej jednej trzeciej. Z kolei do 2040 r. węgiel ma całkowicie zniknąć z ogrzewnictwa, co oznaczałoby definitywny koniec jego wykorzystania w gospodarstwach domowych.
Koszty wytwarzania energii elektrycznej spadną? Ekspert: To utopijne
Jeszcze ostrzej o założeniach przedstawionych w KPEiK mówi Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.- KPEiK zakłada spadek kosztów wytwarzania energii, co jest bardzo optymistyczne, a wręcz utopijne - zaznacza w rozmowie z Interią Biznes.
Zdaniem eksperta prognozy te są technicznie spójne z zakładanym wzrostem udziału OZE i wejściem pierwszych bloków jądrowych, które mają docelowo obniżyć zmienność kosztów marginalnych systemu. - Problem w tym, że "koszty wytwarzania" to tylko jeden składnik rachunku. Taryfy dla odbiorców końcowych zależą też od kosztów sieci, kursu euro i kosztów uprawnień ETS. Przy niesprzyjającym otoczeniu prognozowane spadki mogą w bilansie odbiorcy domowego okazać się wyższe w związku z rosnącymi opłatami dystrybucyjnymi - tłumaczy.
Zdaniem Araka największe zagrożenie dla zakładanych prognoz to opóźnienia inwestycji jądrowych. - KPEiK nie podaje przesądzonego harmonogramu uruchomienia pierwszego bloku, a realny termin oddania do eksploatacji to najwcześniej połowa lat 30. Do tego czasu system będzie niemal wyłącznie opierał się na gazie jako technologii bilansującej OZE - a ceny gazu pozostają zmienne i podatne na wstrząsy geopolityczne - tłumaczy ekspert.
Jak dodaje, kolejnym czynnikiem jest niedoszacowana inflacja kosztów inwestycyjnych w energetyce, widoczna globalnie przy projektach jądrowych i sieciowych. - Nie bez znaczenia jest też wolumen wsparcia publicznego dla transformacji: plan zakłada inwestycje rzędu blisko 274 mld zł w morską energetykę wiatrową samą do 2040 roku - finansowanie tego programu przy jednoczesnej presji na budżet obronny będzie wymagało dostępu do finansowania zewnętrznego, takiego jak fundusze europejskie - tłumaczy.
Na ten aspekt zwraca uwagę również Leszek Kąsek, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego. Jak mówi w rozmowie z Interią Biznes, w związku z planowanym rozszerzeniem produkcji ze źródeł odnawialnych pojawiają się wysokie koszty inwestycyjne wynikające z wielkich inwestycji i bilansowania systemu, w tym inwestycje w sieci, jednostki gazowe, czy magazyny energii. - Te nakłady powinny mieć odzwierciedlenie w rachunkach - mówi, dodając, że już teraz widzimy rosnący udział różnego rodzaju opłat w rachunkach za energię.
Kąsek argumentuje również, że scenariusz cenowy został przedstawiony w wyrażeniu realnym, więc nominalnie, ze względu na inflację, raczej nie zobaczymy spadu cen. - Myślę, że na spadki rachunków, nawet nominalnie, mogą liczyć jedynie klienci aktywnie poszukujący "promocji" w tym wymiarze, m.in. w taryfach dynamicznych. Zakładam, że liczba takich aktywnych klientów będzie rosła, teraz robią to nieliczni - konkluduje.
Emilia Chlipała-Faltyn














