Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie sparaliżowała ruch lotniczy i komunikacyjny w Zatoce Perskiej. Po sobotnich atakach Stanów Zjednoczonych i Izraela na cele w Iranie Teheran odpowiedział serią rakietowych i bezzałogowych nalotów na instalacje wojskowe i infrastrukturalne w regionie, uszkadzając m.in. budynki i lotniska w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Bahrajnie, Katarze i Kuwejcie.
Turyści próbują uciec z Dubaju. Część z nich wybiera taką trasę
Według brytyjskiego "Daily Mail" oraz serwisu Semafor, po skoordynowanych atakach USA i Izraela na Iran część bogatych rezydentów oraz turystów przebywających w Dubaju i Abu Zabi zaczęła szukać alternatywnych sposobów na opuszczenie regionu.
Początkowo część podróżnych próbowała dostać się do Omanu. Z międzynarodowego lotniska w Dubaju do granicy z Omanem jest około 100 km, a do portu lotniczego w Maskacie nieco ponad 400 km. Według Google Maps trasę tę można pokonać samochodem w około 4,5 godziny, a jeszcze w poniedziałek (2 marca) rano w rozkładzie przylotów i odlotów lotniska w Maskacie jako aktualne figurowały m.in. połączenia do Pragi, Londynu i Monachium. Z czasem okazało się jednak, że również tam terminale są przepełnione, a kolejne rejsy odwoływane.
W efekcie najdroższą, ale i najbardziej skuteczną opcją, okazała się ewakuacja do Rijadu. Prywatne firmy ochroniarskie organizują wielogodzinne konwoje SUV-ów, które przewożą klientów z Dubaju do stolicy Arabii Saudyjskiej. Podróż przez pustynię trwa około 10 godzin. Na miejscu na pasażerów czekają czarterowane prywatne samoloty.
"Arabia Saudyjska to obecnie jedyna realna opcja dla osób, które chcą wydostać się z regionu"- powiedział Ameerh Naran, dyrektor generalny brokera lotów prywatnych Vimana Private.
Setki tysięcy dolarów za powrót do Europy. "Zgłaszają się do nas różni klienci"
Koszt takiej operacji jest bardzo wysoki. Zachodnie media podają, że wynajem prywatnego odrzutowca może kosztować nawet 350 tys. dol. Jak podaje "Daily Mail", z rozwiązania korzystają przede wszystkim przedstawiciele globalnych instytucji finansowych oraz zamożni klienci przebywający w regionie służbowo lub turystycznie.
"Zgłaszają się do nas różni klienci - rodziny, osoby prywatne oraz korporacje, które chcą opuścić region albo z obawy o bezpieczeństwo, albo z powodów biznesowych, bo po prostu muszą mieć możliwość podróżowania" - powiedział Ian McCaul z brytyjskiej firmy ochroniarskiej Alma Risk.












