Rosnąca popularność, także w Polsce, tzw. turystyki medycznej budzi coraz większy niepokój w środowisku lekarskim. Szacuje się, że co roku ponad 3 mln osób decyduje się na wyjazd za granicę w celu przeprowadzenia zabiegów chirurgii estetycznej. Główną motywacją pozostają niższe koszty zabiegu. Jak pisze New York Post, przeszczep włosów w Turcji może kosztować około 4-5 tys. dolarów, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych jego ceny sięgają nawet 20-30 tys. dolarów.
Zabiegi wykonują taksówkarze. "Tak wielkie jest obecnie zapotrzebowanie"
Jak wskazuje dr Sheila Nazarian, chirurg plastyczny z Kalifornii, problemem jest nie tylko brak jednolitych regulacji dotyczących bezpieczeństwa w krajach takich jak Turcja czy Meksyk, ale także sposób funkcjonowania części klinik.
W rozmowie w podcaście "The FOX News Rundown" lekarka zwróciła uwagę na niepokojące praktyki rekrutacyjne, które stosuje część klinik. "Słyszałam, że te zagraniczne kliniki rekrutują nawet ludzi, którzy wcześniej byli taksówkarzami, a następnie szkolą ich na własnych kursach, żeby zostali technikami przeszczepów włosów" - powiedziała Nazarian w podcaście. "Tak wielkie jest obecnie zapotrzebowanie" - dodała.
Jednocześnie podkreśliła, że w Stanach Zjednoczonych również istnieją luki systemowe. Absolwenci medycyny uzyskują licencję "lekarza i chirurga", co oznacza, że nawet specjaliści niezwiązani bezpośrednio z chirurgią plastyczną mogą legalnie wykonywać tego typu operacje. W ocenie ekspertki kluczowe znaczenie ma więc nie tylko miejsce wykonania zabiegu, ale przede wszystkim kompetencje konkretnego lekarza oraz jakość opieki medycznej.
"Ludzie podchodzą do tego, jakby szli na zakupy do galerii, a to przecież operacja, która zawsze niesie ze sobą ryzyko" - zaznaczyła. "Trzeba być pod opieką nie tylko kogoś, kto potrafi przeprowadzić operację, ale także poradzi sobie w razie powikłań" - mówiła.
Lekarz ostrzega. "Widziałem szeroki zakres powikłań"
Lekarze zwracają uwagę, że istotnym elementem wpływającym na efekt zabiegu jest opieka pooperacyjna. W przypadku leczenia za granicą jej zapewnienie bywa utrudnione, szczególnie gdy pacjent wraca do kraju krótko po operacji, a kontakt z kliniką jest ograniczony lub niemożliwy.
Podobne obserwacje przedstawia Samuel Golpanian, chirurg plastyk z Beverly Hills, który coraz częściej leczy pacjentów po nieudanych zabiegach wykonanych poza granicami Stanów Zjednoczonych. "Widziałem szeroki zakres powikłań, w tym infekcje, złe gojenie się ran, znaczne blizny i martwicę tkanek" - mówił. "Te powikłania często prowadzą do długotrwałego bólu, przewlekłych problemów zdrowotnych i znacznych dodatkowych kosztów naprawy uszkodzeń" - dodał.
Lekarz wskazał również na przypadki stosowania niebezpiecznych lub niemedycznych substancji do iniekcji, co może skutkować trwałymi uszkodzeniami organizmu. "Widziałem też uszkodzenia struktur leżących u podłoża choroby, asymetrię i skutki, które są niezwykle trudne, a czasem wręcz niemożliwe do naprawienia" - podkreślił.












