Przez lata to Szwajcaria była uznawana na najdroższy kraj w Europie. Teraz na pierwszym miejscu znalazła się Islandia, która jeszcze niedawno kojarzyła się przede wszystkim z lodowcami, gejzerami i surowymi krajobrazami. Jak wynika z analiz opartych na danych Eurostatu oraz islandzkiego banku centralnego, poziom cen na wyspie jest obecnie o około 3 proc. wyższy niż w Szwajcarii.
Islandia droższa od Szwajcarii. Ceny mocno powyżej europejskiej średniej
Jeszcze bardziej wyraźnie widać skalę problemu, gdy Islandię zestawi się ze średnią dla Unii Europejskiej. Według danych przywoływanych przez islandzki związek zawodowy Viska ceny na wyspie są aż o 84 proc. wyższe od średniego poziomu w 27 państwach UE. W dłuższej perspektywie różnica ta wynosiła około 42 proc.
Wysokie ceny szczególnie mocno odczuwalne są przy podstawowych zakupach. Żywność na Islandii kosztuje znacznie więcej niż w innych państwach nordyckich, a w przypadku mięsa różnica sięga około 71 proc. Droższe pozostają także samochody, usługi oraz nieruchomości.
Za wysokimi cenami częściowo stoją specyfika islandzkiej gospodarki i jej położenie. Niewielki, geograficznie odizolowany kraj ma ograniczone możliwości taniego sprowadzania wielu produktów. Koszty transportu i importu mogą więc szybko przełożyć się na ceny płacone przez konsumentów. Dodatkowo w niektórych segmentach rynku konkurencja jest ograniczona,
Islandia może pochwalić się przy tym relatywnie wysokimi wynagrodzeniami. Nie oznacza to jednak automatycznie wysokiej siły nabywczej mieszkańców. Jeżeli ceny rosną szybciej niż dochody, przewaga wynikająca z wyższych pensji stopniowo się zmniejsza. Jak wskazuje Viska, różnica w poziomie cen między Islandią a pozostałymi krajami nordyckimi jest znacznie większa niż różnica w wynagrodzeniach.
Turystyczny boom podbija ceny. Mieszkańcy konkurują o mieszkania
Do problemów związanych z kosztami importu dochodzi jeszcze jeden czynnik - turystyka. W ostatnich latach Islandia stała się jednym z popularniejszych kierunków podróży, po pandemii ruch turystyczny ponownie wyraźnie przyspieszył. Dla gospodarki oznaczało to większe przychody i rozwój sektora usług, ale jednocześnie zwiększyło popyt na noclegi, restauracje, transport i inne świadczenia.
Rosnący popyt przekłada się na ceny. Turystyka wpływa również na rynek pracy, ponieważ branże związane z obsługą odwiedzających potrzebują dużej liczby pracowników. Presja na wynagrodzenia może z kolei podnosić koszty prowadzenia działalności, a te przedsiębiorcy częściowo przenoszą na klientów.
Efekty turystycznego boomu widać także na rynku mieszkaniowym. W najbardziej atrakcyjnych miejscach właściciele nieruchomości mogą uzyskać większe przychody z najmu krótkoterminowego dla turystów niż z potencjalnej sprzedaży. W rezultacie mieszkańcy konkurują z przyjezdnymi o ograniczoną liczbę lokali, co dodatkowo winduje ceny.











